Zadora: Mam dwa pasy największych w Polsce federacji, więc jestem najlepszym zawodnikiem w kraju!

  • Redakcja

Dominik Zadora to nie tylko młody ojciec i przyszły mąż, ale i mistrz dwóch największych w Polsce federacji – Fight Exclusive Night i DSF Kickboxing Challenge. Przed rokiem dał swojej narzeczonej słowo: jeszcze przed ślubem dwa pasy będą moje. Dziś rozgląda się za kolejnymi sportowymi wyzwaniami, bo zdaje sobie sprawę z tego, że zdecydowanie trudniej jest bronić trofeów, niż po nie sięgać. Mimo pokory i szacunku względem każdego kolejnego rywala, jest przekonany, że aktualnie jest w Polsce numerem jeden. Kolejne wyzwania? „Teraz to ja będę zapraszał przeciwników do siebie, do Wrocławia.”

Jak się czujesz po tym, co miało miejsce tydzień temu w Nowym Sączu?

Dominik Zadora: Dobrze, bardzo dobrze. Delektuję się zwycięstwem i drugim pasem. Wyszedłem do ringu i zrobiłem to, co do mnie należało. Taki był plan, idealnie udało się go zrealizować. Wiedziałem, że Marcin Mazurkiewicz będzie próbował niskich kopnięć, dlatego starałem się ten pojedynek rozegrać mądrze boksersko. Jeden sierp mocno go zachwiał, cały czas tak naprawdę był podłączony. Wiedziałem, że muszę to wykorzystać. Miałem plan, jak to zrobić. Udało się, całe szczęście.

Przed pierwszą walką mistrzowską, na FEN 23 z Łukaszem Pławeckim, nie byłeś faworytem. W walce z Mazurkiewiczem już więcej osób stawiało na ciebie. 

DZ: Więcej osób stawiało na mnie, ale bukmacherzy większe szanse dawali na zwycięstwo Mazurkiewicza. Był mistrzem, walczył u siebie w Nowym Sączu. Mnie na pewno pokonanie Pławeckiego mocno wywindowało w górę. Pomogło zabłysnąć. Wiele osób dowiedziało się, kim jestem i że potrafię walczyć. Która walka była trudniejsza? Nie umiem na to odpowiedzieć. Zawsze każda kolejna jest najtrudniejsza. Nie ma co porównywać obu zawodników. Tyle dzieje się w tej kategorii w naszym kraju, że trudno wskazać, kto plasuje się za kim, a kto przed kim. Jeden zawodnik schodzi do niższej kategorii, drugi idzie w górę. Rotacji jest sporo. Skoro jednak jestem mistrzem dwóch największych federacji w Polsce, to muszę powiedzieć, że jestem najlepszym polskim zawodnikiem.

Teraz trudniejsze przed tobą – bronić pasów, a nie je zdobywać.

DZ: Dokładnie, trudniej jest bronić. A tym bardziej najtrudniej jest bronić po raz pierwszy. To wszystko przede mną. Z tego co wiem, dwie obrony będą miały miejsce we Wrocławiu, to tam przyjdzie mi po raz pierwszy wychodzić jako mistrz FEN i DSF.

Dominik Zadora – mistrz FEN oraz DSF

Już wiesz, jakie są plany na dalszą część roku?

DZ: Na razie skupiam się na ślubie, który mam w czerwcu, ale wiem, co czeka mnie jesienią. W październiku obrona pasa na FEN. Niby to jeszcze nieoficjalne, ale federacja raz w roku przyjeżdża do Wrocławia i tam organizuje swoją edycję. Wstępnie mówi się o rywalu zza granicy, co mi się bardzo podoba, bo dawno nie walczyłem z nikim spoza Polski. W eliminatorze do ewentualnej drugiej obrony mieliby się zmierzyć Wojciech Wierzbicki właśnie z Pławeckim. Pierwsza ich walka była bardzo wyrównana, więc taki pojedynek mógłby mieć sens. Z Wojtkiem nie walczyłem, a to znakomity zawodnik, Łukaszowi zabrałem pas – każdy z pojedynków podobałby mi się.

Powiedziałeś o ślubie – ostatnio twoja narzeczona opublikowała wpis na Facebooku o tym, że już dawno temu obiecałeś jej dwa pasy mistrzowskie przed ślubem.

DZ: Dokładnie, tak było. Mocno wierzyłem w to, że tak będzie. Wizualizowałem sobie to wszystko. Wiedziałem, że podświadomie jestem w stanie doprowadzić do tego, że tak się stanie. Urodziło się dziecko, była data ślubu. Potem federacje się dogadały, dzięki czemu mogłem zawalczyć na FEN. Zdobyłem pas. Następnie zawodnik z Nowego Sącza bronił pasa u siebie. Ja pokonałem Pławeckiego, który również jest z Nowego Sącza. Była w tym wszystkim jakaś historia, podtekst, który w sporcie jest bardzo ważne. Wszystko zgrało się terminowo. Przed ślubem nie muszę się już niczym innym martwić. Tylko wesele przede mną.

Kiedy zaręczyliśmy się w zeszłym roku, Dominik powiedział na koniec jedno: "Mam szansę dostać walkę o pas w FENie, jakby…

Opublikowany przez Agata Dziedzic Niedziela, 28 kwietnia 2019

 

Jan Błachowicz powiedział kiedyś, że dobre relacje rodzinne pomagają w uprawianiu sportu. Wtedy łatwiej o sukces.

DZ: Bo tak jest, naprawdę. Sport to ciężki kawalek chleba. Mnóstwo wyrzeczeń. Trening, jedzenie, spanie, trening, jedzenie spanie. Mam małe dziecko, Agata zajmuje się nim, gdy mnie nie ma. Mnie dużo nie ma w domu. Wyjazdy, obozy, treningi. Przychodzę do domu zmęczony, obolały. Narzeczona odciąża mnie w najważniejszych obowiązkach, zabiera ze mnie to, czym na co dzień się zajmuję. Daje mi dużo wsparcia, zrozumienia. Bez niej to na pewno nie byłoby możliwe. Bez niej byłoby trudniej wygrywać. Miałbym niepokój, że coś jest nie tak, coś idzie nie po mojej myśli. Dzięki niej mam spokój i pewność, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Wszystko, na co poświęcam swoją uwagę, jest zrobione ze 100% starannością. Nie muszę się niczym zamartwiać, ona ze wszystkim sobie radzi.

Masz wsparcie w domu, ale i w całej grupie Artnox. Artur Gwóźdź, Andrzej Grzebyk, Szymon Dusza, Michał Michalski. Rodzina.

DZ: Dokładnie, dobrze to ujałeś. Rodzina. Jedna wielka rodzina. Grzebyk był ze mną w szatni przed walką, gdy on zdobywał drugi pas, to ja z Szymonem staliśmy pod klatką i mu kibicowaliśmy. Artur tak to wszystko potrafi poukładać, że każdy z nas ma stworzone idealne warunki do uprawiania sportu. Ma znakomite wyczucie do ludzi, potrafi otoczyć się takimi osobami, które znakomicie ze sobą współpracują. Nie musimy myśleć o zakupie odżywek czy organizowaniem sobie transportu na gale. On to wszystko bierze na siebie, układa pracę całego zespołu. Każdy z nas doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że bez jego pomocy nie dalibyśmy rady. Nie byłoby możliwe wygrywanie zajmując się milionem spraw dookoła sportu.

Jeden drugiemu pomaga również na sali treningowej.

DZ: Dokładnie. Michał Michalski potrzebował dwukrotnie pomocy w stójce przed swoimi walkami, to spędziłem z nim dużo czasu na sali. Imitowałem styl jego rywali, wcielałem się w ich role. Artur powiedział mi, co mam zrobić, znalazłem w internecie walki jego przeciwników i miałem robić to samo, co on robi. Tak to działa – gdy ja będę potrzebował pomocy, to na pewno chłopacy będą otwarci i na to gotowi.

Po zdobyciu dwóch pasów w dalszym ciągu masz swoje cele?

DZ: Cele i marzenia – jedno i drugie. Wysoko mierzę, możliwie najwyżej. Za każdym razem jest coś dalej, coś przede mną. Wierzę w to, że podchodząc w ten sposób do życia można czerpać z niego pełnymi garściami. Sporo udało się już zrobić, ale to był cel na pierwsze pół roku 2019 roku. Przede mną nowe wyzwania, którym podołam. Wizualizuję sobie je. Wiem, że to pomoże spełniać kolejne marzenia.

Jakub Borowicz