Absolutnie wyjątkowe starcie. Pojedynek na szczycie w tej kategorii wagowej, który w całym 2019 roku może być najciekawszą konfrontacją, do jakiej dojdzie między linami. Król wagi średniej Saul Canelo Alvarez podejmie Daniela Jacobsa. Zwycięzca bierze trzy pasy mistrzowskie WBA, WBC i IBF w kategorii średniej.

Nie będzie, przynajmniej na razie, trzeciej bitwy Canelo z Gołowkinem. Nie będzie, choć wielu obserwatorów szermierki na pięści było przekonanych, że to jedyna możliwa walka w tej kategorii wagowej, która może wzbudzić emocje kibiców na całym świecie. Po remisie i zwycięstwie Meksykanina nowy król wagi średniej spróbował innego wyzwania, czyli konfrontacji z Jacobsem, który całkiem niedawno, 18 marca 2017 roku, przegrał… z Gołowkinem. Wtedy świat otworzył oczy widząc postawę Amerykanina, który sprawił niesamowite problemy GGG. Jedną z niewielu osób na świecie, która wieszczyła problemy Gołowkina z Jacobsem był Maciej Sulęcki. Rozmawiałem ze Striczem przed walką, był przekonany, że Amerykanin tanio skóry nie sprzeda i faktycznie da radę. Po walce SMS od Sulęckiego miał taką treść:

„Dobrze wypadł Jacobs, widać, że mu GGG pasował. Był większy, ruchliwszy, silny, dobry technicznie. Z każdym tego typu zawodnikiem Gołowkin będzie miał mega problem. Każdy jest do pokonania.”

Nieco dwa lata po tamtej wiadomości wiemy dwie rzeczy: Sulęcki miał rację, a każdy faktycznie jest do pokonania. Nawet gigant światowego boksu, król nokaut Gołowkin może znaleźć lepszego od siebie.

Kazach ma porażkę i remis z Alvarezem, Sulęcki minimalną przegraną z Jacobsem, z którym stoczył znakomity bój przed rokiem właśnie z Amerykaninem. Czy dziś Polak mierzyłby się w jego miejsce z Alvarezem, gdyby wtedy wygrał? Nigdy się tego nie dowiemy.

Po starciach z Gołowkinem Saul został jeszcze mistrzem świata WBA w kategorii super średniej

Smażąc karkówkę podczas majówki zacząłem zastanawiać się, dlaczego cały czas tak grzecznie jest między Canelo a Jacobsem. Nie było większych prowokacji, nie było trash talku, nie było podnoszenia atmosfery wydarzenia, które zapowiada się wręcz rewelacyjnie. I fakt – cisza trwała długo, jednak skończyła się w trakcie face to face chwilę po zważeniu obu panów. Wtedy to wchodzący dostojnym krokiem na scenę Canelo sprowokował wyraźnie podburzongo Jacobsa. Obserwowałem całą ceremonię ważenia – Amerykanin przypominał tygrysa w klatce, który zaraz rzuci się na swoją ofiarę. Meksykanin działał na niego jak czerwony kolor na rozwścieczongo byka. Spojrzenie oko w oko przebiło balonik – doszło do szarpaniny, którą musieli przerwać ochroniarze i promotorzy obu pięściarzy.

Jedno wiemy na pewno – już teraz to na pewno będzie się działo. Można było mieć wątpliwości, czy temperatura tego wydarzenia będzie godna, czy bardziej będzie przypominała tą na Mazurach podczas tegorocznej majówki. Brak sympatii względem siebie w takich sytuacjach fajnie buduje napięcie. Co ważne – przed walką nie było konferencji prasowych w stylu Conora McGregora, w których więcej było cyrku i bufonady niż merytorycznej jakości i słów mających jakiekolwiek znaczenie. To nie była też żałosna symulka koksiarza, Jarrella Millera, który odepchnął Anthony’ego Joshuą robiąc z siebie pośmiewisko. Wydaje się, że żar tlił się od dłuższego czasu pomiędzy Alvarezem i Jacobsem, co znalazło swoje zakończenie podczas face to face. Po tym, co zobaczyliśmy podczas ważenia, jedno jest pewne – bomby będą padały w ringu największego kalibru.

Zdecydowanym faworytem według forBET w tym pojedynku jest Alvarez (1.33). Zwycięstwo Jacobsa wyceniane jest na 4.30. Jak to powiedział jednak Sulęcki – każdy jest do pokonania. Czy dziś w nocy będziemy świadkami niespodzianki?

Typy Andrzeja Fonfary na pojedynki bokserskie i MMA w najbliższy weekend – TUTAJ.

Jakub Borowicz