Zostały mu dwie rakiety, a i tak doszedł do półfinału! Tenisista okradziony podczas turnieju

  • Redakcja

Andrea Collarini nie będzie najlepiej wspominać ostatniego pobytu w amerykańskiej Sarasocie. 27-letni zawodnik po jedynym z meczów został okradziony i przez dalszą część turnieju musiał sobie radzić posiadając zaledwie dwie rakiety.

Incydent ten miał miejsce kilka minut po zakończeniu meczu trzeciej rundy turnieju rangi ATP Challenger Tour rozgrywanego w Sarasocie, w którym na przeciwko siebie stanęli Andrea Collarini oraz Bjorn Fratangelo. Górą w tym pojedynku był Argentyńczyk, który tym samym miał duży powód do radości – w końcu do ćwierćfinału zawodów pod tą egidą awansował po ponad roku. Po raz ostatni dokonał tego w kwietniu 2018 roku, kiedy to doszedł do półfinału w Panama City.

Jego radość jednak nie trwała długo. Po zejściu z kortu i wejściu do szatni, udał się do fizjoterapeuty, aby się do niego umówić. Jak relacjonuje Collarini – trwało to około dwóch minut. Kiedy wrócił, zobaczył około 50-letniego mężczyznę, który grzebał w jego torbie. Najdziwniejsze w tym wszystkim, że człowiek posługiwał się turniejową akredytacją, choć nikt go nie znał. – Próbowałem go gonić, ale parking był tuż obok, więc prawdopodobnie był już w swoim samochodzie. Ta osoba miała akredytację turniejową, a nikt go nie znał. Tenisiści powiedzieli mi, że prosił ich o zdjęcia i miał portugalski akcent – opisywał reprezentant Argentyny, który tym incydentem podzielił się w mediach społecznościowych.

Obecnie 304. zawodnik rankingu ATP został okradziony z trzech rakiet, kilku par spodenek, koszulek oraz torby z kilkunastoma opaskami. Szczególnym utrudnieniem była utrata rakiet, bowiem Collarini wciąż pozostawał w grze o triumf w Sarasocie, a w zanadrzu miał dwie sztuki najważniejszego sprzętu.

27-latek w oświadczeniu, które opublikował, przyznał, iż nie jest zadowolony z tego, co organizatorzy turnieju zrobili w jego sprawie. – Natychmiast poszedłem poprosić o pomoc organizatorów turnieju, a jedynym, co zrobili, było przejście się po obiekcie tak, jakby liczyli, że w ten sposób uda się znaleźć złodzieja. Poprosiłem ich również o zamknięcie wejścia na obiekt i sprawdzenia dorobku osób na nim przebywających, ale tego nie zrobiono. Szkoda, że takie rzeczy mają miejsce w profesjonalnych turniejach, choć można byłoby tego uniknąć przestrzegając zasad bezpieczeństwa ustanowionych w regulaminie ATP – napisał wyraźnie zbulwersowany tenisista, który miał ku temu oczywiste powody.

Okazało się, że kamery były wówczas wyłączone, choć nie wiadomo, dlaczego tak się stało. O zajściu poinformowana została policja, a tenisista zdecydował się na własną rękę szukać złodzieja i w tym celu w mediach społecznościowych opublikował jego wizerunek.

Zajście, które na nikogo nie podziałałoby pozytywnie, nie przeszkodziło Collariniemu w wygraniu w Sarasocie jeszcze jednego meczu. Argentyńczyk zmagania na Florydzie zakończył na półfinale, w którym lepszy od niego okazał się późniejszy triumfator całego turnieju – Tommy Paul.