Winni „pilskiego bajzlu” wskazani, ale nadal brzydko pachnie

  • Redakcja

Czas nagli, eliminacje Grand Prix (8 czerwca) i SEC (27 kwietnia) niedługo, toteż Główna Komisja Sportu Żużlowego postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i po prostu wyznaczyć zawodników, którzy staną przed szansą zaistnienia na arenie międzynarodowej. Skoro żużlowcy solidarnie oprotestowali finał Złotego Kasku, mający być eliminacją do prestiżowych zawodów…:

Pilski bajzel – ciekawe, czy znajdą się winni

… to my, działacze, pokażemy, kto tu naprawdę rządzi. Tyle, że całe to działanie przypomina sentencję, wedle której „ślusarz zawinił, a kowala powiesili”. Arbitralna decyzja GKSŻ-u najbardziej uderzyła w dwóch zawodników-prowodyrów buntu w Pile, a więc Macieja Janowskiego i Piotra Pawlickiego. Obaj po prostu zostali pominięci w wyborach tego gremium. O ile Janowski może samemu zapewnić sobie starty w przyszłorocznej serii Grand Prix, o tyle młodszy z Pawlickich takiej szansy po prostu nie ma. A więc 24-latek, były stały uczestnik cyklu i aktualny mistrz Polski, co najwyżej będzie mógł komentować te zawody w telewizji. GKSŻ postanowiła bowiem, że: „Na podstawie wyników półfinałów Złotego Kasku do eliminacji IMŚ nominowano Piotra Protasiewicza, Pawła Przedpełskiego, Szymona Woźniaka, Krzysztofa Buczkowskiego, Bartosza Smektałę i Jarosława Hampela” – czytamy w oświadczeniu. Dwaj ostatni  (Hampel jest kontuzjowany) przepustkę dostali od trenera kadry Polski Marka Cieślaka. W tym gronie nie ma zresztą – zupełnie nieprzypadkowo –  także tych, którzy nie stawili się na obozie kadry w Zakopanem, czyli Krzysztofa Kasprzaka i Maksyma Drabika.

Jak z kolei rozwiązano problem eliminacji do SEC? W jeszcze „ciekawszy” sposób, bo o nominacji zadecydowało… niejawne losowanie. Zatem „do eliminacji IME wylosowani zostali natomiast Bartosz Smektała, Janusz Kołodziej, Kacper Woryna, Tobiasz Musielak, Paweł Przedpełski, Dominik Kubera i Adrian Miedziński”.

Trudno zatem ocenić, czy do walki o najbardziej istotne indywidualne zawody w sezonie, zostali zaproszeni najlepsi. Zawody się nie odbyły, decyzje zapadły „przy zielonym stoliku”. Nawiasem mówiąc, gdzie teraz leży sobie ta solidarność żużlowców, która spowodowała odwołanie imprezy na nieregulaminowym torze w Pile? Najwyraźniej leży w gruzach – nie słychać bowiem, żeby wytypowani „szczęśliwcy” teraz rezygnowali ze swojej szansy. Taki Piotr Protasiewicz (na zdjęciu poniżej) w swoich opiniach, wyrażonych jeszcze w Pile przed kamerami Polsatu Sport był nawet bardziej nieprzejednany od Pawlickiego. „Pepe” wygrał eliminacje Złotego Kasku w Tarnowie i dzięki temu znalazł uznanie w oczach GKSŻ-u. Ciała, które jednocześnie pogroziło mu palcem, pisząc, że: „Nie możemy przejść obojętnie wobec tego wydarzenia i na pewno wyciągniemy daleko idące wnioski i konsekwencje. Komisja nie może godzić się na podważanie decyzji sędziów i komisarzy toru przez zawodników” – to inny fragment cytowanego wcześniej oświadczenia. Osobliwe. Schizofreniczne.

GKSŻ napuszyła się bardzo. W powyższym fragmencie czytamy ć o braku zgody na „podważanie decyzji sędziów i komisarzy przez zawodników”, co tylko potęguje paranoję – w końcu przygotowanie obiektu w Pile nie było regulaminowe, zagrażało bezpieczeństwu, zatem dlaczego z taką powagą traktuje się pozwolenie na odbycie zawodów, wydane przez te osoby funkcyjne? Przecież to chore. Świadczące o ignorancji. I, koniec końców, o braku szacunku dla zdrowia, a nawet życia zawodników.

Komisja zapowiedziała postępowanie, żeby wyjaśnić pilski skandal. Przesłucha żużlowców, pochyli się nad opiniami ludzi, którzy pozwolili, by w Pile odjechano dotychczasowe imprezy, sprzed finału Złotego Kasku. Tyle, że jednocześnie już wydała werdykt w tej sprawie, pokazując swoją moc. Jakoś nie możemy się powstrzymać – w obliczu wydarzeń na stadionie Polonii – od zadania bardziej ogólnego, retorycznego pytania: bez kogo sama dyscyplina nie przetrwa – bez żużlowców czy działaczy?

Jacek Hafka