4 gole Lewego przeciwko Realowi – to już 6 lat od tego wyczynu!

  • Redakcja

To była fantastyczna noc. Jeden z najlepszych wieczorów dla nas, jako kibiców piłkarskich, od kiedy żyjemy. To był dzień, w którym bez żadnych wyrzutów sumienia każdy nasz rodak, bez względu na to, gdzie mieszka i czym się na co dzień zajmuje, mógł wyjść na ulicę i dumnie krzyknąć: „Jestem Polakiem!”

24 kwietnia 2013 roku. Półfinał Ligi Mistrzów. W nim Borussia Dortmund, która podejmowała wielki Real Madryt. W składzie Królewskich Cristiano Ronaldo i kilku mistrzów świata. Na ławce ekipy z Hiszpanii Jose Mourinho, którego sprowadzono na Santiago Bernabeu, by wygrał Ligę Mistrzów po raz 10. dla Realu. W końcu wielka czwórka turnieju, choć na horyzoncie wszyscy w Madrycie widzieli już wielki finał i  Wembley. Sergio Ramosa podnoszącego puchar wraz z Ikerem Casillasem dla najlepszej drużyny na Starym Kontynencie.

W drugim narożniku „nasza” Borussia. Nasza, bo z trzema Polakami w składzie. Z najlepszym piłkarzem urodzonym nad Wisłą, Robertem Lewandowskim, kapitanem drużyny narodowej Jakubem Błaszczykowskim i zawsze solidnym, wchodzącym na najwyższy światowy poziom Łukaszem Piszczkiem. Do tego kilku graczy, którzy chwilę później rozjechali się po świecie i grali w najlepszych klubach globu.

Mało kto wierzył w Borussię tamtego wieczoru, nie było zbyt wiele przesłanek mówiących, że to Polacy będą szykowali się do wielkiego finału Ligi Mistrzów. Sprawę pierwszej potyczki pomiędzy zespołami w swoje ręce postanowił wziąć Lewy.

4 mecze strzelone Realowi to jeden z najlepszych występów w karierze Lewego

Polak po raz pierwszy na listę strzelców wpisał się w 8. minucie spotkania wykorzystując wrzutkę w pole karne z lewej strony boiska. Wtedy czuliśmy radość, bo to nasz krajan i mimo wszystko sercem trochę bliżej byliśmy niemieckiej ekipy. Przed przerwą wyrównał Ronaldo i wtedy byliśmy przekonani, że taki wynik już do końca spotkania Królewscy dowiozą i w dobrym humorze przystąpią do konfrontacji rewanżowej.

Po przerwie byliśmy świadkami recitalu Lewandowskiego. To był teatr jednego aktora, nie pamiętamy meczu w Lidze Mistrzów, w którym jeden piłkarz aż tak bardzo zdominowałby całe spotkanie. Po zmianie stron napastnik biało-czerwonych trzykrotnie zapisał się w protokole meczowym, a zespół prowadzony przez Jurgena Kloppa z gigantyczną zaliczką przystępował do rewanżu na Santiago Bernabeu.

Borussia w drugim spotkaniu przegrała 0:2, ale mimo wszystko awansowała do wielkiego finału na Wembley. Lewy miał okazję pogrążyć Królewskich, ale nie wykorzystał dogodnej sytuacji do zdobycia gola i trafił w poprzeczkę. W stolicy Anglii jego zespół zmierzył się z Bayernem Monachium i ekipa z Signal Iduna Park musiała uznać wyższość mistrzów Niemiec przegrywając 1:2. Polak, mimo że zagrał dobre spotkanie, nie był w stanie ani razu wpisać się na listę strzelców.

Dziś mija sześć lat od absolutnie wyjątkowego dnia w historii polskiej piłki i jednego z najlepszych meczów Lewandowskiego w karierze. Później było jeszcze słynne pięć goli przeciwko Wolfsburgowi i… chyba to tyle. To tyle jeżeli chodzi oczywiście o spektakularne występy, o których mówił potem przez kilka dni cały świat.

Kursy forBET na środowe mecze ekstraklasy:

18:00, Pogoń Szczecin vs Lechia Gdańsk: 1 – 2.55, X – 3.25, 2 – 2.95

20:00, Lech Poznań vs Legia Warszawa: 1 – 3.15, X – 3.40, 2 – 2.33