Bożydar Iwanow: Do Wrocławia na Ekstraklasę czy na Panoramę Racławicką?

  • Redakcja

Od wielu lat przyglądam się drużynie Śląska Wrocław i za każdym razem, gdy jestem na jednej z aren EURO 2012 zastanawiam się, czego temu klubowi – poza ciągłością i rozsądkiem zarządzania – jeszcze brakuje? Niemal z każdą moją wizytą w stolicy Dolnego Śląską ktoś inny jest trenerem zespołu, kto inny dyrektorem sportowym, można też się zastanawiać, kto aktualnie jest prezesem. „Zmiany, zmiany, zmiany” – jak w słynnym polskim filmie. Tylko, że była to komedia. We Wrocławiu może być tragicznie.

Kilka tygodni temu obserwując z trybun nudny jak flaki olejem, choć przecież derbowy mecz z Miedzią Legnica, zastanawiałem się, dlaczego zespół z tak dobrymi piłkarzami jak Jakub Słowik, Michał Chrapek, Robert Pich, Jakub Łabojko, Damian Gąska czy Marcin Robak może zbliżać się do mało zaszczytnej strefy szorowania po dnie ligowej tabeli? Nikt mnie nie przekona, że np. w Koronie Kielce potencjał zawodników jest większy. Płacone pensje w drużynie „złocisto-krwistych” też pewnie nie są tak wysokie. Ale te wiadomo, nie grają. O co więc chodzi w tej drużynie?

Gdy jako Polsat pokazywaliśmy Ekstraklasę jako jeden z udziałowców klubu, jeździliśmy na mecze Śląska co kolejkę, więc bywałem na meczach WKS-u praktycznie co tydzień. W mieście trwała euforia w związku przeniesieniem się z Oporowskiej na nowy obiekt. Pamiętam nawet ligowe mecze, które obserwował komplet. Zespół pod wodzą Oresta Lenczyka z wcale niewybitnym składem ludzkim, wygrywał wiosną 2012 roku ligę, a potem sięgnął i po Superpuchar Polski. Na „górze” ciągle jednak coś nie grało. Przyszedł Stanislav Levy, zajął trzecie miejsce, stoczył pamiętne zwycięskie boje z Brugią w eliminacjach Ligi Europy i choć boleśnie rozbił się o Sevillę, to w starciu z Hiszpanami na stadionie pojawiło się ponad 40 tysięcy ludzi.

Potem, poza czwartym miejscem Tadeusza Pawłowskiego, było tylko gorzej, a gra w tzw. grupie B, czyli de facto spadkowej stała się przykrą normą. „Mieszało” się wszędzie. „Ted” raz był dyrektorem Akademii, by na jakiś czas zostać znowu trenerem, a potem wrócić na swoje poprzednie stanowisko. Drużynę prowadzili m.in. Romuald Szukiełowicz, Mariusz Rumak i Jan Urban. O zmianach na stanowiskach prezesów i dyrektorów sportowych nie ma tu sensu pisać, bo można się w tym wszystkim pogubić. Za chwilę zagubić może się ekstraklasowa drużyna. Oby nie w 1. lidze.

Fantastyczne miasto, piękne piłkarskie tradycje, olbrzymi obiekt, więcej niż solidni piłkarze, kolejny trener z nazwiskiem – CV Vitezslava Lavicki jest jak na nasze realia imponujące. To wszystko nijak nie pasuje do sytuacji, w której WKS aktualnie się znajduje. Nie od dziś wiadomo, że ktoś dysponujący takim potencjałem w tak nerwowym momencie może mieć większy problem, niż ci, którym częściej przypisuje się degradację. Wisła Płock pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego wygrała trzy ostatnie mecze i wyraźnie się odbiła. Mimo braku wyników, ciągle dobrym futbolem imponuje niepoddające się do końca Zagłębie Sosnowiec. Na „szczęście” dla wrocławian, po zmianie trenera nie pozbierali się jeszcze w Arce. Ale z Ekstraklasy spadają przecież dwa zespoły. Śląsk w ostatnich czterech meczach nie zdobył nawet gola, poniósł trzy porażki. W tym w ostatniej kolejce sezonu zasadniczego z Górnikiem. U siebie. W czwartek zabrzanie znów pojawią się nad Odrą, by zagrać o życie. Nie tylko swoje. Jeżeli Śląsk szybko nie zbuduje swej słynnej niegdyś „Twierdzy Wrocław”, latem do tego miasta nie będzie przyjeżdżać się już na Ekstraklasę. To Panorama Racławicka znów będzie największym magnesem.