Znamy już pierwszych półfinalistów tegorocznej Ligi Mistrzów. Kolejny już raz w tym sezonie w zachwyt kibiców – także tych dotąd obojętnych na powaby holenderskiego klubu – wprawił Ajax. To, w jak mądry sposób grają ci znakomici, bramkostrzelni goście (już łącznie 155 goli w tym sezonie, idą na rekord) budzi nieskrywany respekt. „Juventus jest faworytem, ale jeśli rozegramy dobry mecz, jesteśmy w stanie pokonać każdego” – zwłaszcza po zwycięstwie na terenie Starej Damy trudno nie przyznać racji trenerowi Erikowi ten Hagowi.

Wielu kibicom przypomina się genialny Ajax lat 90., który dwukrotnie meldował się w finałach raczkującej wówczas Ligi Mistrzów – raz wygrał, za drugim razem przegrał (z Juventusem ). Od 1997 roku nie widzieliśmy amsterdamczyków w półfinale tych rozgrywek, zresztą wówczas znowu na drodze do sukcesów stanęli gracze z Turynu. Nie ma to jak zemsta zadana po wielu wielu latach…

Mecze Ajaksu ogląda się z ogromną przyjemnością. To przecież często młodzi zawodnicy (absolutnym fenomenem jest 19-letni kapitan Matthijs de Ligt – strzelec decydującego gola!), podpierani miejscami nieco starszymi, ale nie mniej żądnymi piłkarskich trofeów, zawodnikami. Wszyscy jednak demonstrują, co jest pewnym paradoksem, zarówno widowiskową, ofensywną grę, ale i – z drugiej strony – są przy tym wyjątkowo zdyscyplinowani. To szaleństwo i witalizm w konsekwentnie zarysowanych ramach, a taka zbitka jest właściwie praktycznie nieosiągalna. Charakteryzuje tylko tych największych z największych (Barcelona Guardioli?), co oczywiście nie byłoby możliwe bez perfekcyjnego przygotowania fizycznego.

Co szczególnie godne uwagi, Ajax nie spanikował po straconej bramce, zdobytej przez niezawodnego Cristiano Ronaldo. Nie. Ajax zaprezentował bardzo dojrzały futbol, a niewątpliwe dostał skrzydeł po tym, jak po kilku minutach i jeszcze przed przerwą udało mu się wyrównać – bohaterem był wychowanek Donny van de Beek, który nie dał się złapać w pułapkę ofsajdową. Kluczowy gol de Ligta padł po dobrym kwadransie gry w pierwszej połowie, ale trzeba przyznać, że już wcześniej Ajax wysłał dwa poważne sygnały ostrzegawcze. Świetne strzały Hakima Ziyecha i de Beeka w absolutnie niewiarygodny sposób wybronił Wojciech Szczęsny. Polak został przez włoskie media okrzyknięty najlepszym graczem Juve, co zapewne i tak jest marnym pocieszeniem…

W drugim wtorkowym ćwierćfinale Barcelona zgodnie z oczekiwaniami ograła 3:0 Manchester United. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że sam, dosłownie sam początek meczu należał do Anglików – już w 36. sekundzie w poprzeczkę trafił Marcus Rashford. 21-latek po niecałych 13 minutach znowu dał o sobie znać, ale strzelił zdecydowanie zbyt słabo. I to właściwie wszystko, co można powiedzieć dobrego o grze Czerwonych Diabłów, którzy robili wszystko, by pomóc Leo Messiemu wpisać się na listę strzelców. Argentyńczyk oczywiście skorzystał z prezentów: najpierw od Ashleya Younga, a później także od obrony, ale przede wszystkim jednak od Davida de Gei. Hiszpan długo zapamięta wtorkowy wieczór w Barcelonie.

Wtorkowe spotkania ćwierćfinałowe, jak się wydaje, spełniły oczekiwania fanów piłki. Nawet, jeśli zawiodły, odstające od Barcelony, Czerwone Diabły, to i tak wszystkich pogodził Ajax. To co, Porto wyeliminuje dziś Liverpool? A co z City? Bardzo jesteśmy ciekawi.

Kursy w forBET na środowe mecze Ligi Mistrzów:

21.00 Manchester City vs. Tottenham: 1 – 1.33, X – 5.80, 2 – 8.80

21.00 FC Porto vs. Liverpool: 1 – 3.60, X – 3.50, 2 – 2.10