Przed nami trzy ostatnie kolejki sezonu zasadniczego w Energa Basket Lidze. Ostatnie wyniki, zwłaszcza tych drużyn bijących się o najwyższe pozycje przed play-offami, budzą zdziwienie. O czym mogą świadczyć?

Prym wiedzie tu wielokrotny mistrz Polski, Stelmet Enea BC Zielona Góra. Koszykarze trenera Igora Jovovicia wygrali u siebie po wielkiej batalii mecz z aktualnym mistrzem, Anwilem, po czym „utopili” spotkanie w Radomiu z ligowym średniakiem, który na dodatek zagrał bez dwóch podstawowych zawodników: Dudy Sanadze oraz Cullena Neala. Radomianie zdołali doprowadzić do dogrywki, a w niej zagrali po prostu skuteczniej. Jedynym pomysłem zielonogórzan na przełamanie gospodarzy były rzuty za trzy – co z tego, skoro większość z nich nie wpadała do kosza, a że Stelmet przez całe spotkanie miał kłopoty na zbiórce, nie zdołał odwrócić już losów tego meczu.

Przykład nr 2 – słabość lidera EBL Asseco Arki Gdyni wykorzystał ambitnie grający o pierwszą ósemkę zespół Kinga Szczecin, który także zdecydowanie wygrał grę pod tablicami. Ale nie tylko, bo i zdołał przetrzymać napór gospodarzy w czwartej kwarcie i brylującego Jamesa Florence’a. Amerykanin był mocno sfrustrowany wizją pierwszej od 6 stycznia ligowej porażki (seria 12 zwycięstw!), więc z premedytacją uderzył Jakuba Schenka, za co słusznie został ukarany faulem dyskwalifikującym i musiał zejść do szatni. „Byłem metr od Jamesa Florence’a i do teraz nie wiem, dlaczego wykonał ruch ręką w kierunku mojego nosa. Pojawiło się delikatne krwawienie. Nie wydaje mi się, żeby ten ruch wynikał z walki, po prostu było to zamierzone działanie” – komentował później Schenk. Faul lidera Arki ostatecznie i niespodziewanie pogrążył jego zespół.

Znalazłoby się jeszcze kilka przykładów, świadczących w ostatnim czasie o jakiejś dziwnej zapaści drużyn z naszego ligowego topu. Gorsze chwile przeżywał Anwil (porażka nie tylko ze Stelmetem, ale i u siebie z MKS-em), Polski Cukier Toruń (przegrana w Starogardzie), a także Stal Ostrów (męki z Treflem Sopot). Z czego mogą wynikać? Odpowiedź wydaje się prosta: ze zbliżających się play-offów. Walka o czołową ósemkę trwa w najlepsze, którą z wysokości wyższych pięter w tabeli obserwują liderzy, kalkulujący z kim na pewno nie będą chcieli zmierzyć się w pierwszej fazie PO. Przykład Anwilu sprzed dwóch jest tu zbyt świeży: najlepsza drużyna sezonu zasadniczego przegrała wówczas z ósmą, ale bardzo niewygodną – Energą Czarnymi Słupsk. Dziś takimi nieprzewidywalnymi, ale solidnymi zespołami, mogącymi sprawić niespodzianki są: Polpharmą Starogard Gdański, ale przede wszystkim Start Lublin i King Szczecin. Chęć uniknięcia takich ekip może stać za obniżką formy najlepszych.

To oczywiście tylko jedna z hipotez. Bardziej prawdopodobna jest taka, że zespoły już pewne gry w kluczowej części sezonu, zmieniły nieco profil treningów, które na powrót przybrały bardziej siłowy charakter. Po to, aby wytrzymać trudy play-offów. No i nie można też zapominać o zwyczajnym znużeniu długim sezonem – przełamanie tej rutyny, odblokowanie głów to także główne zadanie sztabów trenerskich.

Niektóre drużyny zaś mogą mieć problemy odpowiednim doborem taktyki. Dość jaskrawym przykładem jest tu Polski Cukier Toruń, który w jutrzejszym meczu przeciwko Stali w Ostrowie (kursy w forBET: 1 – 1.56, X – 15.00, 2 – 2.55) ma wystąpić z dwójką dotąd kontuzjowanych środkowych: Cheikhem Mbodjem (opuścił dwa ostatnie mecze) i Przemysławem Karnowskim (opuścił większość sezonu). Co więcej, właśnie założenia taktyczne trenera Dejana Mihevca nie spodobały się Michaelowi Umehowi, czemu zawodnik miał dać wyraz, a szkoleniowiec dał temu odpór. Efekt? Umeh od jakiegoś tygodnia trenuje indywidualnie, z dala od zespołu. Ewentualne rozwiązanie kontraktu z nim byłoby dość kłopotliwe dla torunian w tej części sezonu, tym bardziej, że w Starogardzie nie zagrał Łukasz Wiśniewski.

Kursy w forBET na dzisiejszy mecz Energa Basket Ligi:

18.30 Start Lublin vs. Spójnia Stargard: 1 – 1.23, X – 18.00, 4.30.

Pełna oferta forBET na spotkania EBL: TUTAJ.