Łódź wraca tam, gdzie jej miejsce

  • Redakcja

6 spotkań do końca sezonu, 7 punktów przewagi nad grupą pościgową – tak wygląda sytuacja wicelidera pierwszej ligi ŁKS-u Łódź. Biorąc pod uwagę kapitalną formę podopiecznych Kazimierza Moskala wydaje się, że tylko kataklizm mógłby pozbawić piłkarzy z Alei Unii awansu do Ekstraklasy. Jeśli do serii wpadek nie dojdzie, okres futbolowej ascezy łodzian dobiegnie końca – mieszkańcy trzeciego największego miasta w Polsce po 5 latach ponownie będą mogli gościć największe polskie firmy.

Piłkarze w biało-czerwonych strojach udowadniają w tym roku, że klubowy przydomek zobowiązuje. Rycerze Wiosny po zimowej przerwie są najlepiej punktującą drużyną ligi – wygrali w przekonujący sposób 6 z 7 potyczek, pozostawiając w pokonanym polu między innymi największego rywala w walce o awans – mielecką Stal. Jedynym powodem do niepokoju dla fanów Łódzkiego Klubu Sportowego może być niespodziewana porażka u siebie z Puszczą Niepołomice, nie możemy jednak przesadzać: w I lidze zaskakujące wyniki to codzienność, jednorazowe potknięcie nie może być źródłem paniki. Tym bardziej, że rywale punkty gubią dużo częściej, Stal i mająca tyle samo oczek na koncie Sandecja Nowy Sącz zdobyły w ostatnich 5 meczach solidarnie po 8 punktów. Nie jest to tempo, które pozwalałoby marzyć o dogonieniu rozpędzonego zespołu Moskala.

Tym bardziej, że to były szkoleniowiec Wisły Kraków zdaje się mieć w swoich rękach więcej atutów. Damian Kujawa i Dani Ramirez z dorobkiem 9 goli są ex aequo na drugim miejscu klasyfikacji strzelców. Patrząc na przebojowość i swobodę techniczną Hiszpana porównania do Igora Angulo, który również zaczynał swoją przygodę z polską piłką na zapleczu Ekstraklasy, nasuwają się same.

ŁKS zdobywa mnóstwo bramek, ale jego prawdziwą siłą jest defensywa. W 7 tegorocznych meczach drużyna straciła tylko raz pozwoliła rywalom na umieszczenie piłki w siatce. Ta statystyka może odbierać rywalom nadzieje na sukces jeszcze przed wyjściem na boisko. Szczególnie, że najbliższy przeciwnik, który zawita do Łodzi już w najbliższy weekend, siłą ofensywną nie rzuca na kolana. Tymczasem Sandecja, bo o niej mowa, by utrzymać się w grze o awans powinna zgarnąć przy Alei Unii komplet punktów.

Do pełnej ekstazy mieszkańców stolicy polskiego kina i przemysłu włókienniczego brakuje jeszcze awansu Widzewa. Ten jeszcze jesienią wydawał się być formalnością, jednak od pewnego czasu sprawnie działająca na pierwszym etapie rozgrywek łódzka maszyna zacięła się na amen. Piłkarze 4-krotnego mistrza Polski notują absurdalną serię remisów, obecnie licznik spotkań zakończonych takim rozstrzygnięciem wybił siedem. Po szóstym meczu bez zwycięstwa z posadą pożegnał się Radosław Mroczkowski, ale szybkich efektów to nie dało: jego byli podopieczni nie zdołali pokonać Pogoni Siedlce. W konsekwencji przewaga klubu z Alei Piłsudskiego nad czwartym w tabeli zespołem wynosi dziś zaledwie dwa oczka. Pozostaje nam trzymać kciuki za Widzewiaków w ostatnich sześciu meczach tego sezonu – nikt chyba bowiem nie ma wątpliwości, że miejsce tego zasłużonego klubu wspieranego przez rzeszę kibiców jest w Ekstraklasie.

Max Mahor