Lekcja od Probierza: prezesie, cierpliwości!

  • Redakcja

Efektowne zwycięstwo nad liderem Ekstraklasy z Gdańska sprawiło, że Cracovia na finiszu sezonu zasadniczego zajmuje kapitalne czwarte miejsce w ligowej tabeli i posiada wszelkie dane, by bić się o grę w europejskich pucharach. Patrząc na szampańską atmosferę, jaka panowała w sobotni wieczór na stadionie przy Kałuży, aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilka miesięcy temu drużyna Pasów była w całkowitej rozsypce. Powiedzmy sobie wprost – gdyby nie nadzwyczajna jak na polskie warunki cierpliwość prezesa Janusza Filipiaka, autora obecnych sukcesów już dawno nie byłoby w Krakowie.

Bo przecież Michał Probierz z problemami zmagał się od początku swojej pracy w klubie z Małopolski. Po dziesięciu kolejkach sezonu 2017/18 Pasy z dorobkiem 6 punktów zamykały ligową tabelę, a przyzwyczajeni do ekstraklasowych standardów dziennikarze zaczynali już dyskutować o przyszłości byłego szkoleniowca Jagiellonii. Dywagacje napędzał fakt, że prezes Filipiak nie słynął wcześniej ze zbytniego przywiązania do trenerskich nazwisk. – Nie uważam, że czas powiedzieć pas. Najprościej byłoby dziś uciec od odpowiedzialności. Trzeba zrobić wszystko, aby podnieść zespół. A, jeśli człowiek, który mnie zatrudniał, uzna, że nie jestem w stanie już pomóc, to mnie zwolni. W zawodnikach wciąż widzę dużo werwy, a do obecnej sytuacji doprowadziły nas różne sploty okoliczności – mówił wówczas Probierz. Ostatecznie Cracovia wygrzebała się z dna tabeli, kończąc rozgrywki na szczycie grupy spadkowej – styl był jednak daleki od oczekiwanego.

Co gorsza, w bieżącej kampanii piłkarze Pasów postanowili powtórnie wprowadzić w życie zaprezentowany rok wcześniej, koszmarny schemat. Podopieczni doświadczonego szkoleniowca w rozgrywki weszli na tyle beznadziejnie, że po porażce na własnym stadionie z Wisłą Kraków w jedenastej serii spotkań najstarszy polski klub był czerwoną latarnią ligi, z ledwie siedmioma oczkami na koncie. Mogło się wydawać, że tym razem dla Probierza nie ma ratunku. – Porażka to przyjaciel trenera, który ciągle jest za rogiem. Mogę przeprosić kibiców Cracovii, że przegraliśmy trzecie derby z rzędu. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem ich ulubieńcem, bo jakby zespół, którego jestem kibicem przegrał trzy kolejne derby, to też nie byłbym szczęśliwy. Nie jest jednak człowiekiem, który łatwo się poddaje – mówił wówczas szkoleniowiec. I chociaż w kolejnych zdaniach wyraźnie stwierdzał, że do dymisji się nie poda, to jego aura i ekspresja nie wysyłały pozytywnych komunikatów. Zauważył to w jednym z przedmeczowych wywiadów dziennikarz NC+ Mariusz Wróblewski, na pytanie o wyjątkowy spokój czy wręcz zniechęcenie Probierz odpowiedział, że to kwestia wieku. Widać było jednak, że sam zdaje sobie sprawę z trudnego położenia – po 16 miesiącach jego pracy przy Kałuży drużyna była na dnie.

Nie dziwi zatem, że opiekun Cracovii był wówczas jednym z faworytów bukmacherów do pożegnania się z posadą. Gdyby natomiast ktoś pod koniec października obstawił, że Mateusz Wdowiak i spółka po 30. kolejce będą zajmować miejsce w pierwszej czwórce, byłby dziś bogatszy o pokaźną sumę. Przemiana drużyny z pasiastej części Krakowa jest niewątpliwie jednym z najbardziej imponujących zjawisk tego sezonu Ekstraklasy, tym bardziej jeśli przypomnimy sobie, że piłkarze w czerwono-białych koszulkach zdołali zanotować serię 7 zwycięstw z rzędu. To w polskiej, skrajnie wyrównanej i zaciętej lidze rzecz praktycznie niespotykana.

Przykład Michała Probierza dowodzi, że do sukcesu w polskim futbolu wystarczy czasem cierpliwość i umiejętność zachowania chłodnej głowy w momentach kryzysu. Gdyby prezes krakowskiego klubu, wzorem wielu swoich kolegów „po fachu”, widział w zmianie szkoleniowca najlepszy sposób na szybką poprawę gry lub choćby samych wyników drużyny – dziś Cracovia byłaby zapewne w zupełnie innym miejscu. W tym przypadku objawia nam się bowiem prawidłowość, która teoretycznie dla wszystkich jest oczywista: w szybkim tempie można ugasić pożar, jednak by coś zbudować, potrzebny jest czas. Szkoda, że tak rzadko w gabinetach prezesów polskich klubów pamięta się o tej zasadzie.

forBET przygotował ofertę kursową na hit ligi angielskie, Liverpool vs Chelsea: 1 – 1.75, X – 3.85, 2 – 4.8.

Max Mahor