Szybko poszło. Świątek jak Radwańska

  • Redakcja

O tym, że Iga Świątek wkrótce zacznie odnosić sukcesy na poziomie WTA oraz stanowczo zbliży się do awansu do TOP 100, wiedzieli praktycznie wszyscy. Owszem – w obecnym świecie nic nie można uznać za pewnik, ale jej kariera przebiega tak harmonijnie, że jedynie zupełny kataklizm mógłby jej w tym przeszkodzić. I tak się właśnie okazało. 17-latka już w trzecim występie w imprezie na poważnym poziomie (przyjmijmy, że nim są zawody rangi WTA) poważnie zaznaczyła w nim swoją obecność. W Lugano jest już w półfinale, a co więcej – wspomniane przekroczenie bariery pierwszej setki klasyfikacji światowego tenisa ma na wyciągnięcie ręki.

Iga Świątek nie mogła sobie wybrać lepszego turnieju do tego, aby zaliczyć pierwsze razy. Obecnie 115. zawodniczka świata (już niedługo) po raz pierwszy dostała się do imprezy rangi WTA International bez konieczności walczenia o to w drabince eliminacyjnej. Po raz pierwszy także zanotowała ćwierćfinał i półfinał w głównym cyklu, czym potocznie można nazwać zawody pod egidą WTA (choć, jak wiadomo – w porównaniu do męskich rozgrywek – u kobiet taki podział nie jest oficjalnie stosowany). To nie koniec „pierwszych razów”: Świątek osiągnęła również premierową wygraną z zawodniczką notowaną w TOP 50 – w środę pokonała ona 46. tenisistkę świata – Viktorię Kuzmovą – co dało jej miejsce w najlepszej ósemce zmagań w szwajcarskim mieście.

Choć Świątek, a tym bardziej jej otoczenie, nie lubi porównań do Agnieszki Radwańskiej, to trudno ich uniknąć. Mimo, że obie zawodniczki prezentują zupełnie inne style, to ich kariera momentami przebiega podobnie. Świątek doszła do półfinału w wieku 17 lat oraz dziesięciu miesięcy, a popularna „Isia” dokonała tego w podobnym okresie. Jej premierowy awans do fazy półfinałowej miał miejsce w 2006 roku w Luksemburgu (17 lat oraz sześć miesięcy). Wówczas niegdyś druga tenisistka świata zmagania zakończyła na 1/2 finału, ale na premierowy tytuł w WTA długo nie czekała. Pięć miesięcy później okazała się najlepsza w zawodach WTA w Pattayi, zdobywając debiutancki triumf kilkadziesiąt dni po osiągnięciu pełnoletności.

Świątek jest na dobrej drodze ku temu, aby w tej statystyce prześcignąć starszą i bardziej utytułowaną rodaczkę. Może się to jej udać już w Lugano, gdzie w sobotnim półfinale zagra z Kristyną Pliskovą (101. na świecie). Czeszka, chociaż ma na swoim koncie jeden wygrany turniej (w Taszkiencie w 2016 roku), to jednak jest zawodniczką bardzo nieregularną, która nie potrafi na dłużej utrzymać się w szerokiej czołówce. Takie wahania ma również w pojedynczych meczach, co na pewno wykorzystać będzie mogła nasza tenisistka.

Turniej w Lugano zapewne na długo pozostanie w pamięci Świątek, będzie miała do niego ogromny sentyment. Już teraz osiągnęła w nim życiowy sukces, a przecież nadal jest w grze. Przy dobrych wiatrach może także przypieczętować sobie poniedziałkową obecność w gronie TOP 100 rankingu WTA. Naprawdę szybko rozwija nam się ta zawodniczka, a przed sobą ma nadal apogeum możliwości!