Miłośniczka tatuaży ze Słowenii na drodze Igi Świątek

  • Redakcja

Iga Świątek w niedzielę powalczy o wpisanie się na dobre do kanonów historii tenisa. W końcu musi znaleźć się w nich ktoś, kto wygra turniej na poziomie WTA, a dodatkowo dokona tego jeszcze przed wejściem w pełnoletność. We wszelakich mediach trudno nie natknąć się na informację o niedzielnym finale zawodów w Lugano, ale raczej mało miejsca poświęca się osobie jej rywalki. A Polona Hercog to zawodniczka bardzo ciekawa, o której warto wspomnieć kilka słów.

Solidność – to jedno słowo, które pasuje do całokształtu Polony Hercog. Chociaż Słowenka na korcie jest prawdziwym wulkanem emocji, to jednak koniec końców jest raczej regularna. 28-latka od 2009 roku, kiedy to weszła do TOP 100 rankingu WTA (najwyżej była notowana na 35. miejscu), tylko dwa razy kończyła sezon poza tym gronem. Miało to miejsce w latach 2016 i 2017 – śmiało można nazwać te kampanie jej najgorszymi w karierze. 2016 rok w jej wykonaniu był po prostu słaby, a na domiar złego przyplątała się do niej kontuzja, która wykluczyła ją na kilka miesięcy ze świata żywych. Hercog rok później wygrała siedem turniejów, ale wszystkie na poziomie ITF. Mimo, że praktycznie nie rywalizowała w imprezach najwyższej rangi, to i tak mogła być z siebie zadowolona, bowiem awansowała na początek drugiej setki rankingu.

Największe sukcesy Hercog? Dwa tytuły w turniejach rangi WTA – oba zdobyte na kortach ziemnych w Bastad (2011, 2012). Od ostatniego z nich minęło siedem lat. Z jednej strony można stwierdzić, że mogła wyjść z wprawy, a z drugiej: jej głód triumfowania spowoduje, że w decydującym meczu w Lugano będzie gryźć mączkę! Zresztą to właśnie mączka jest jej królestwem. Na pozostałych nawierzchniach – delikatnie mówiąc – nie czuje się za dobrze. Jedynie na kortach ziemnych posiada dodatni bilans. Zarówno na twardej nawierzchni w hali, jak i na trawie gra rzadko i kiepsko. Podsumowując: unika tych warunków, jak ognia.

Jaki jest dla niej ten sezon? Gdyby nie świetny wynik w Lugano, to nie miałaby się czym chwalić. Australijskie lato zakończyła bez wygranego meczu, później doszła do półfinału Futuresa we Francji. Nieźle zaprezentowała się w Miami, gdzie, choć początkowo odpadła w eliminacjach, dostała się do turnieju głównego jako „szczęśliwa przegrana” i w trzeciej rundzie postraszyła Simonę Halep. Powód przeciętnych wyników jest jednak oczywisty: właśnie dopiero w Lugano po raz pierwszy rywalizowała na mączce.

Wróćmy na moment do jej wybuchowego charakteru. Tym, z czego zasłynęła, a na pewno nie jest to powód do radości, jest jej zachowanie z jednego z meczów w Palermo w 2013 roku. Sędzia po jej pierwszym podaniu zasygnalizował błąd stóp, a następnie Słowenka popełniła podwójny błąd. Winnym zaistniałej sytuacji oczywiście uznała arbitra, któremu zaprezentowała gest Kozakiewicza. Z racji, że jej rywalką była reprezentantka gospodarzy – Roberta Vinci – to jej zachowanie zostało podwójnie źle odebrane.

Co wiemy o jej życiu osobistym? Rodzinny biznes to kwiaciarnia prowadzona przez matkę oraz bar, którym zarządza ojciec. Jej życiowym partnerem jest Zeljko Krajan – były tenisista, a obecnie kapitan chorwackiej drużyny występującej w Pucharze Davisa. Polona z tenisem poznała się w wieku czterech lat. Dekadę później, aby wznieść swoje umiejętności na wyższy poziom wyjechała do Włoch. Inspiracją jest dla niej Justine Henin, a celem – awans do pierwszej dziesiątki na świecie. Jej pasją są tatuaże. Choć ma ich kilka, to jak sama przyznaje – nie wszystkie mają jakiekolwiek znaczenie. Dlatego na prawym ramieniu wytatuowała sobie czaszkę. „Podoba mi się wizerunek czaszki i całej jej anatomii” – tak tłumaczyła swoją decyzję.

Zarówno Hercog, jak i Świątek, są tenisistkami, które lubią pokazać rogi na korcie, co tylko sprawi, że będzie to ekscytujący mecz. Dla obu tytuł w Lugano byłby wyjątkowym osiągnięciem – w przypadku Świątek sprawa jest jasna: pierwszy triumf zawsze jest niezwykle ważny. Małych sygnałów ze strony Świątek było już multum. Zwycięstwo w szwajcarskich zawodach byłoby jasną deklaracją: jestem tutaj, aby wygrywać już teraz. Natomiast reprezentantka Słowenii chciałaby sobie przypomnieć po latach, jak to jest wygrać turniej tej rangi. Kto wie, może pchnęłoby ją to do wyciśnięcia ze swojej kariery maksimum?

Jak będzie? Dowiemy się przed uroczystym niedzielnym obiadem. Jeśli figlów płatać nie będzie pogoda, to finał w Lugano rozpocznie się około 11:30.