Czy Boruc mógł wycisnąć więcej ze swojej kariery?

  • Redakcja

Choć w ostatnich dwóch meczach stracił miejsce w wyjściowej jedenastce, wciąż nie przestaje zaskakiwać. 39 – letni golkiper wydaje się być niczym wino i wciąż nie powiedział ostatniego słowa w swojej przygodzie z zawodową piłką nożną. Analizując niezwykle bogatą karierę wychowanka Pogoni Siedlce najść może jednak pewna refleksja: czy to maks, który wycisnął 65 – reprezentant Polski? 

Celem tego tekstu nie jest, w żadnym stopniu, deprecjonowanie osiągnięć „Króla Artura” czy narzekanie, że przecież mógł grać w zdecydowanie lepszych klubach. Boruc na zawsze wpisał się w historię krajowego futbolu i jeszcze długo będzie stanowić inspirację dla kolejnych pokoleń. Warto jednak zastanowić się, czy czasy, w których siedlczanin kształtował swoją karierę bardziej pomogły czy nieco zahamowały jego sportowe osiągnięcia. Artur Boruc wchodził w futbol długo przed erą powszechnego fit terroru, kontroli profesjonalnych graczy za pomocą mediów społecznościowych, a także nieustannej presji wywieranej na ich stylu życia. Pierwsze tarcia związane z polskim bramkarzem pojawiły się przecież już w 2009 roku, gdy na łamach sport.pl, Robert Błoński opisywał historię upadku Artura Boruca. Patrząc na przebieg jego kariery – cóż, coś delikatnie nie poszło…

Jak Boruc „ZNISZCZYŁ” swoją karierę? Przeczytasz tutaj.

Było to, oczywiście, pokłosiem słynnej afery alkoholowej, przez którą z kadrą Smudy pożegnali się: Artur Boruc oraz Michał Żewłakow. Piłkarze raczyli się winem w samolocie z reprezentacją na pokładzie. Boruc nigdy zresztą nie ukrywał swojego zamiłowania do piwa czy papierosów, co patrząc na dzisiejsze czasy szczególnie należy docenić. W dobie dziennikarzy chroniących piłkarzy biało – czerwonych niczym jajka, a następnie opisujących wszystkie kulisy w „Tajemnicach Kadry” po fakcie dobrze mieć kogoś w stu procentach autentycznego, kto nie boi się mówić o swoich ulubionych zajęciach. Nawet, jak wydają się być one sprzeczne z szeroko pojętym profesjonalizmem – przykład Boruca pokazuje, że można pozostawać w formie niezależnie od delikatnych słabości…

Jeżeli po niezwykle owocnym okresie w Celticu ktokolwiek myślał, że najlepsze już za Arturem Borucem, był w ogromnym błędzie. Na początek przyszedł transfer do Fiorentiny – tam nasz rodak miał być jedynie zmiennikiem Sebastiana Frey’a, który był niemal legendą Violi, więc nikt nie miał prawa wchodzić mu w paradę. Bohater tego tekstu w końcu został pierwszym bramkarzem i tego klubu i mogliśmy go oglądać w przeciągu 2 lat aż 62 – krotnie na boiskach Serie A. To był jednak jedynie zwiastun prawdopodobnie najpiękniejszego czasu w jego zawodowej karierze…

O Borucu przypomnieli sobie na Wyspach, tym razem w Premier League. Southampton uznał, że mimo złej famy wokół reprezentanta Polski warto dać mu szansę w jednej z najbardziej wyrównanych lig świata i postanowił w sezonie 12/13 postawić właśnie na naszego kadrowicza. Przez dwa sezony udało mu się ostatecznie rozegrać 49 meczów w barwach Świętych na poziomie Premier League, lecz przyjście Frasera Forstera z Celticu zmusiło do go poszukania nowego kierunku. Wybór padł na Bournemouth – występujący na poziomie Championship zespół postanowił wypożyczyć Boruca do końca sezonu, aby następnie go wykupić. Polski bramkarz wpisał się w historię tego klubu notując z nim pierwszy w dziejach awans do Premier League. To nie był jednak koniec. Boruc przez kolejne dwa sezony (15/16 oraz 16/17) był podstawowym bramkarzem Wisienek, a dopiero w kampanii ligowej 17/18 musiał oddać miejsce Asmirowi Begovicowi. Cały wspomniany sezon przetrwał bez ani jednego występu w lidze: głośno spekulowało się o przenosinach do MLS, lecz do takiego ruchu ostatecznie nie doszło, a stało się coś zupełnie nieoczekiwanego.

Boruc wrócił, wygryzł Begovica z podstawowej jedenastki, zdobył tytuł Piłkarza Marca według whoscored.com, a następnie… wrócił na ławkę rezerwowych. Trudno powiedzieć, co bardziej mogło zadziwić – fakt, że Polaka wskrzeszono z piłkarskiego niebytu, czy raczej jego ponowne odstawienie w najmniej oczekiwanym momencie. W dwóch ostatnich konfrontacjach Premier League, Boruca znowu oglądaliśmy na ławce rezerwowych, a Eddie Howe chyba nieco mógł żałować podjętych przez siebie decyzji…

Najnowsze doniesienia prasy mówią natomiast o tym, że usługami swojego byłego zawodnika byłby ponownie zainteresowany… Southampton. Co natomiast zdecyduje „Król Artur”? On już praktycznie nic nie musi – jego dorobek piłkarski jest tak imponujący, że każdy kolejny sezon powinien stanowić dla niego zabawę. Jeżeli jednak zauważymy, że mimo upływu lat wciąż potrafi trzymać naprawdę wysoki poziom, ciężko powiedzieć, że z tej kariery można było wycisnąć więcej. Może to było właśnie jej maksimum? Niezwykle intensywna kariera w wielu miejscach, gdzie zawsze udowadniał, iż potrafi rywalizować z każdym. Zawsze można zastanowić się nad dylematem, czy lepiej próbować kilka lat intensywnej kariery na wysokim poziomie, lecz nieco wcześniej ją zakończyć, czy jak Boruc: walczyć w różnych miejscach i ciągle prezentować się na absolutnie światowym poziomie. Wniosek jest naprawdę prosty – kariera Artura Boruca, jakkolwiek byśmy jej nie oceniali, niesamowicie oddaje jego charakter. A chyba o to w tym wszystkim chodzi – robić coś, co się kocha tak, jak się to lubi robić…

Karol Czyżewski