Wojna na słowa – Janowicz kontra PZT

  • Redakcja

Generalnie nie od dziś, ani nie od wczoraj, wiadomo, że Jerzy Janowicz nie żyje dobrze z Polskim Związkiem Tenisowym. Tym, co należy uznać za to, co zbudowało tę niezgodę, są wydarzenia z meczu Pucharu Davisa pomiędzy reprezentacją Polski a Słowacją z 2015 roku. Od tego czasu coś było na rzeczy, ale raczej nie padały jakieś konkretne oskarżenia z którejś ze stron. Zmieniło się to w tym tygodniu, kiedy to portal „Sport.pl” posłużył jako ring, lecz na nim zamiast ciosów bokserskich, miała miejsce walka słowna..

– Na pewno jest mi trochę smutno, że grając dla reprezentacji przez osiem lat, poświęcając jej w pewnym sensie karierę, zostałem potraktowany tak, jak zostałem. Bo umówmy się, moja kariera legła w gruzach zaraz po meczu Pucharu Davisa ze Słowacją w 2015 roku. Wtedy pojawił się problem z kolanem. Gdy powiedziałem o nim, fizjoterapeuta i lekarz reprezentacji stwierdzili, że mam podkręcone kolano i dali mi zielone światło na grę. Po dwóch meczach singlowych, które zagrałem ze Słowakami, to kolano uległo całkowitemu zniszczeniu. Wróciłem do mojego miasta do lekarza i okazało się, że mam naderwany przyczep rzepki na długości 1,8 cm – to słowa Jerzego Janowicza w wywiadzie udzielonym dziennikarzowi wspomnianego we wstępie medium. I tutaj z Janowiczem trzeba się zgodzić. Ma on w końcu dowody na to, że sztab medyczny kadry źle zdiagnozował jego uraz. Od tamtego czasu łodzianin zmaga się z problemem z kolanem, który spowodował, że częściej leżał na stole operacyjnym, niż pojawiał się na korcie.

Powyższe, to jednak nie wszystko, co Janowicz zarzucił PZT. Niegdyś 14. zawodnik rankingu ATP chciał leczyć się w jednej z klinik, z którą współpracuje związek. Gdy o tym się dowiedział, skontaktował się z jego włodarzami, aby ci mu po prostu pomogli. Rzekomo miał dostać odpowiedź, że jedyne, co mogą mu zaoferować, to badanie wady postawy u dzieci. Janowicz oczywiście nie był z tego zadowolony.

To wersja wydarzeń Janowicza, która jednak zupełnie nie pokrywa się z tym, co powiedział prezes PZT, Mirosław Skrzypczyński. Najlepiej jego kontekst wypowiedzi podsumuje jedno zdanie, w którym, choć tego nie powiedział dosłownie, poleca tenisiści wybrać się do psychiatry. – Jeśli chodzi o to, co Jerzy Janowicz mówi o Polskim Związku Tenisowym i Rehasport, to, mówiąc bardzo delikatnie, potrzebny mu jest zupełnie inny lekarz. Jego oskarżenia to stek bzdur.

Następnie Skrzypczyński wyjaśnił sprawę dotyczącą Rehasport. Janowicz poniekąd miał rację, bowiem związek nie miał z kliniką podpisanej umowy na wszelakie operacje, ale według tego, co mówi prezes, wcale nie pozostał obojętny na problemy łodzianina. Została mu nawet zaoferowana pomoc, w zamian za którą ten miał nagrać krótki filmik, w którym dziękuje PZT i Rehasport. Co zrobił Janowicz? Oddamy głos sternikowi związku: – On jednak stwierdził, że ma w d**** Polski Związek Tenisowy i nigdzie nikomu nie będzie dziękował – wyjawił w wywiadzie.

Prezes zdradził, że później próbował załagodzić stosunki z Janowiczem, ale wszystko spełzło na niczym. Wpierw tenisista nie odbierał od niego telefonu, a następnie zrobił to jego ojciec, który stwierdził, że to z nim Skrzypczyński ma się kontaktować we wszelkich sprawach. Jeśli komuś się wydawało, że wypowiedzi obu stron załatwią sprawę, to był w błędzie. Polski Związek Tenisowy nie zamierzał zostawić tak sprawy i wydał oficjalne oświadczenie. Na dobrą sprawę jeden do jednego pokryło się ono z tym, co na łamach „Sport.pl” powiedział Skrzypczyński. Co więcej także w nim nie zabrakło jednoznacznych oskarżeń w stronę Janowicza, któremu oficjele życzą powrotu do zdrowia i lepszej pamięci.

OŚWIADCZENIE Polski Związek Tenisowy długo nie reagował na krytykę ze strony Jerzego Janowicza. W wywiadzie dla…

Opublikowany przez Polski Związek Tenisowy Piątek, 5 kwietnia 2019

***

Cóż. Te dwa wywiady powinny rozwiać wątpliwości nas wszystkich – jeśli Jerzy Janowicz wróci do gry w tenisa, czego mu życzymy, to nie należy się spodziewać innego powrotu – tego do reprezentacji. Ten rozdział, szczególnie po tym, co mogliśmy przeczytać, został zamknięty na dwa spusty. Nie należy także wierzyć w rozwiązanie konfliktu, bowiem obie jego strony znajdują się na przeciwnych biegunach. A to niestety działa na niekorzyść całej dyscypliny. Przypomnijmy, że przez zaniechania poprzednich władz z Jackiem Muzolfem na czele, nasza reprezentacja w Pucharze Davisa będzie rywalizować na „ogórkowym” poziomie. We wrześniu w ramach turnieju Grupy III Strefy Euroafrykańskiej, który odbędzie się w Grecji, biało-czerwonych czekają mecze z gospodarzami, Luksemburgiem, Łotwą, Czarnogórą, Macedonią Północną, Monako, Łotwą czy Estonią. Gra z tego typu potęgami czeka nas zapewne przynajmniej dwa lata – co ma więc zachęcić kibiców do przyjścia na trybuny, gdy nasi rodacy będą grać na polskiej ziemi? Mógłby to zrobić Janowicz..