Bożydar Iwanow: Jak trwoga, to do Malarza

  • Redakcja

Powrót Arkadiusza Malarza do pierwszego zespołu Legii Warszawa przeszedł jakby bez echa. A na pewno dużo więcej pisało się o tym, jak został przesunięty do rezerw. Jak do Portugalii na obóz poleciał tylko jego bagaż. Jak na temat swoich odczuć odniósł się na Twitterze.

Nie dziwiłem się doświadczonemu bramkarzowi, że cierpiał, bo miał do tego prawo. Okoliczności jego „zesłania” były co najmniej dziwne, fakty się nie zgadzały, wersje mocno się od siebie różniły. Sugestie, że Arek powinien pójść gdzieś na półroczne wypożyczenie – podobno takim rozwiązaniem zainteresowany był m.in. Górnik Zabrze – mijały się z sensem. Malarz nie ma przecież dwudziestu kilku lat. I nic nikomu, tym bardziej sobie, nie musiał udowadniać.

Ricardo Sa Pinto miał prawo postawić na Radosława Majeckiego, bo to młody i utalentowany chłopak, za którego Legia niebawem może „skasować” parę milionów euro. Mógł uznać, że w roli zmiennika bardziej od Malarza pasuje mu Radosław Cierzniak. Ale po co było odsunięcie Malarza od treningów z „jedynką”? W rezerwach ma bronić jakiś młody chłopak, a nie ktoś kto zbliża się do końca kariery. Legia II nie walczy o awans do 2.ligi, więc nie można skorzystać z argumentu, że może jej w czymś pomóc. Umówmy się…

Malarz wraca do przeznaczonego dla siebie miejsca nie dlatego, że jak mówi trener „swą pracą i chęciami zasłużył na come back”. Po kontuzji Majeckego w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław, gdy bronił Cierzniak, na ławce siedział 17-letni Cezary Miszta. Reprezentant Polski od lat 19-stu w ostatnich dniach rozegrał trzy mecze w swojej kadrze. Sztab Legii musiał kalkulować: a co jeśli wróci z urazem? A co, jeżeli stanie się coś Cierzniakowi? Kto zagrałby w Krakowie? Kto usiadłby na ławce? Strach zaglądnął Portugalczykowi w oczy. Trzeba więc było się „przeprosić” z Malarzem.

Ekstraklasa wchodzi w decydującą fazę. Mająca lekką zadyszkę liderująca Lechia Gdańsk podczas przerwy na reprezentacje naładowała akumulatory, co było widać w piątkowym spotkaniu z trzecim w tabeli Piastem. Wygrała 2-0 i spokojnie czeka na niedzielny „klasyk” pod Wawelem. Końcówki rundy zasadniczej nie ma najłatwiejszej, ale to samo można powiedzieć w przypadku Legii. O losach tytułu może zadecydować każde nawet drobne potknięcie. I owszem, z jednej strony można pochwalić Sa Pinto, że … nie był konsekwentny. Że ściągnął Malarza z zesłania, bo własne przekonania nie były ważniejsze od dobra drużyny. Tylko tej całej historii można było przecież uniknąć. Malarz powinien być z pierwszym zespołem non stop. I zamiast trenować pod balonem przy Łazienkowskiej spędzić styczeń i pierwsze dni lutego w Portugalii. Ta cała szopka nikomu nie była potrzebna. Bo przypomina się stary dowcip:

Cześć Rysiek. Wiesz co, nie chcę, żebyś do nas więcej przychodził.
– Jak to, co się stało?
– No nie, po prostu nie przychodź.
– Ale co się stało, do cholery?
– Jak byłeś u nas ostatnio, to zginęło nam 150 złotych.
– Chyba nie myślisz, że to ja?
– No nie, pieniądze się znalazły, ale wiesz, niesmak pozostał…

Niedziela, 31 marca, godzina 18:00 – Wisła Kraków vs Legia Warszawa. Kursy forBET1 – 3.75, X – 3.35, 2 – 2.10.