Czy Szczęsny powinien zapłacić Wiśle Płock za pomówienia?

  • Redakcja

Choć powoli schodzi już z nas ciśnienie po meczach reprezentacji Polski i przygotowujemy się do rozgrywek ligowych, wciąż nie milkną echa wypowiedzi Macieja Szczęsnego w studiu TVP przed niedzielnym meczem. Zdaniem byłego bramkarza Legii Warszawa, Wisła Płock miała dostać od Atalanty 500 tysięcy euro za 5 występów Arkadiusza Recy w kadrze narodowej. Nafciarze stanowczo zaprzeczyli takim doniesieniom w oficjalnym oświadczeniu. Stanowisko Wisły potwierdził także Mateusz Borek, który twierdził, iż kontaktował się z agentami odpowiedzialnymi za transfer. Czy taki obrót spraw oznacza, że zespół z Ekstraklasy ma prawo oskarżyć teraz Macieja Szczęsnego za szerzenie fałszywych informacji? 

W dobie powszechnego przepływu wiadomości i coraz większego znaczenia mediów społecznościowych dla codziennego życia, do lamusa odchodzą tradycyjne formy przekazu. Aktualnie trwa także pewnego rodzaju gonitwa tzw. insiderów: każdy stara się sprzedać gorącego newsa przed innymi i pokazać, że jeżeli chodzi o rzeczywistą „Prawdę Futbolu”, to właśnie on nie ma sobie równych. Być może z takiego założenia wyszedł właśnie Maciej Szczęsny: pokazał mu się pewien wpis na Twitterze, on postanowił go przytoczyć, bo przecież w dzisiejszych czasach właśnie ten portal jest najlepszym źródłem informacji. Czy na pewno?

Patrząc na sekwencję zdarzeń, scenariusz żądany przez Macieja Szczęsnego ziścił się w stu procentach: nastąpiło zdementowanie pogłosek dotyczących takiej ewentualności, a więc wszyscy prosimy się rozejść. Co jednak dalej? Czy przytaczanie tak niesprawdzonych informacji z przestrzeni internetowej i wprowadzanie ich do publicznego obiegu powinno uchodzić płazem? Dlaczego też nie doczekaliśmy się podjęcia tego tematu przez szeroko rozumiany mainstream? Wszystko ograniczono do jednej wypowiedzi Mateusza Borka plus zapewnień prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, że nic z tych rzeczy. Później jeszcze próbowano podjąć kwestię tego, że nie chodziło o bonusy dla klubu, lecz dla zawodnika, co jak stwierdził Cezary Kucharski, jest praktyką całkowicie normalną. Nikt jednak nie był w stanie jasno potwierdzić, że taka praktyka została zastosowana w wypadku Arkadiusza Recy: te doniesienia zdementował także selekcjoner naszej reprezentacji.

Stanowisko selekcjonera, zawodnika oraz klubu jest zatem jasne: wymieniona klauzula nie istnieje i jest wyłącznym wymysłem internautów. Abstrahując od tego, jak powierzchownie potraktowano, a wręcz zbagatelizowano tę sprawę, warto zastanowić się nad ewentualnymi konsekwencjami wobec wypowiadającego tego słowa. Mowa przecież o bardzo poważnym układzie – oto bowiem klub dogaduje się ze swoim byłym trenerem, aby ten powoływał ich byłego zawodnika: jego liczby w Serie A mówią same za siebie, a opinia publiczna domaga się sprawdzenia innych nazwisk. Jerzy Brzęczek konsekwentnie obstaje przy swoim, a do tego desygnuje Arkadiusza Recę do gry w pierwszej jedenastce. Faktem jest, że gracz Atalanty ma realny wkład w wynik tego meczu, w postaci asysty – mimo to, kontrowersje związane z jego powołaniem trwają długo po końcowym gwizdku. Czy przy tak trudnej atmosferze i ogólnym napięciu związanym z osobami Brzęczka oraz Recy, dla klubu, a także krajowej federacji, nie byłoby na rękę całkowicie odrzucić wszelkie pomówienia i wyciągnąć konsekwencje wobec osób je wygłaszających? Przecież gdyby te słowa znalazłyby potwierdzenie w rzeczywistości, mogłyby stanowić mocną przesłankę do natychmiastowego zakończenia współpracy z obecnym trenerem drużyny narodowej.

Nie chcemy być zrozumiani źle: nie zamierzamy linczować Macieja Szczęsnego za wypowiedziane słowa, bo jednak powiedział on je w formie przypuszczenia, aniżeli jasnej tezy popartej znaczącymi dowodami. Problem jednak w tym, że przy całej sprawie brakuje jakiegoś wzięcia odpowiedzialności, a także jasnego wyjaśnienia wszystkich ze stron. Tak poważne oskarżenia zostały wręcz zbagatelizowane i spointowane słowami: „pan Szczęsny ma prawo do własnej opinii” lub: „to stek bzdur”. Tego rodzaju sformułowania często towarzyszą politykom, gdy są oskarżani o poważniejszą aferę – następnie zaś okazuje się, że to wszystko jest prawdą. Naszej reprezentacji raczej to nie grozi, gdyż panuje wobec niej swoisty kult milczenia i niepisany zakaz ostrego pisania prawdy (chyba, że w nielicznych sprawach), co zdecydowanie szkodzi jej wizerunkowi i przekłada się na wyniki sportowy. Jesteśmy ciekawi, czy za dwa lata, w kolejnej części: „Tajemnic Kadry” okaże się, że Maciej Szczęsny miał rację, tylko nieco źle sformułował swoją myśl. Patrząc na sposób wyjaśnienia swej sprawy, wcale nie możemy wykluczyć takiej ewentualności…

Karol Czyżewski