Szpaku – przykład obiektywizmu braku…

  • Redakcja

Dariusz Szpakowski to legenda polskiego dziennikarstwa. Komentatora od 1983 roku możemy oglądać w Telewizji Polskiej, gdzie od kilkunastu lat jest czołową postacią. Szpakowski to bez wątpienia twarz najważniejszych wydarzeń piłkarskich tej stacji. Mieliśmy okazję usłyszeć jego głos przy okazji wielu futbolowych imprez związanych z naszą kadrą i nie tylko. Gdy myślisz o meczu biało – czerwonych z przeszłości, nieodzownie ten obraz związany jest z Dariuszem Szpakowskim. W środę komentator zasiadł za mikrofonem przy okazji ostatniego meczu Bayern – Liverpool i był, lekko powiedziawszy, nieco stronniczy. Doskonale rozumiemy sympatię dziennikarza do Roberta Lewandowskiego, lecz od profesjonalisty oczekujemy zdecydowanie więcej obiektywizmu i rzetelnego podchodzenia do swojej roli. Wszak w środowy wieczór oglądaliśmy mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów, a nie starcie z udziałem reprezentacji Polski…

Nie należy do najłatwiejszych życie fana futbolu w naszym kraju – tak znakomity mecz, na jaki bez wątpienia zapowiadał się pojedynek Liverpoolu z Bayernem, został opakowany okropnie. Na Polsacie do wyboru mieliśmy duet Borek – Hajto, zaś w Telewizji Polskiej Szpakowski – Żewłakow. Nie chcemy wyjść na specjalnych narzekaczy, malkontentów, którzy przesadnie krytykują najbardziej znanych dziennikarzy w naszym kraju, lecz nasze obawy odnośnie Dariusza Szpakowskiego się, niestety, sprawdziły. Niezwykle doświadczony komentator nie był w stanie zachować odpowiedniego dystansu i przyjąć chłodnej perspektywy, co bardzo mocno wpłynęło na postrzeganie przez niego wspomnianej konfrontacji. Być może z powodu koloru koszulek gra monachijczyków była komentowana z pasją godną naszej kadry, podczas gdy akcje Liverpoolu kwitowano raczej jako zagranie najgroźniejszego rywala, lecz trudno uznać to za wymówkę. Człowiek, który powinien być dla wielu autorytetem i wręcz przykładem warsztatu komentatora sportowego, postanowił zabawić się w zwykłego fana Roberta Lewandowskiego. Trochę to smutne, szczególnie w perspektywie wydarzeń, które miały miejsce prawie 14 lat temu…

Któż z nas nie pamięta legendarnego już dzisiaj finału Ligi Mistrzów z 2005 roku, w którym AC Milan mierzył się z Liverpoolem? Prowadzenie Włochów 3:0, potem comeback The Reds i legendarny „Dudek Dance”: tego nie da się wyprzeć z pamięci. Po pewnym czasie Dariusz Szpakowski, w jednym z wywiadów, przyznał, iż kiedyś zgłosił się do niego niezadowolony fan Rossonerich, który zarzucił komentatorowi właśnie brak obiektywizmu. Dziennikarz przyznał po latach, że żałował tak mocnego zaangażowania we wspieranie ekipy naszego golkipera kosztem ich przeciwnika. Trzeba przyznać, że Szpakowskiego porwały wówczas emocje i w serii rzutów karnych całą swoją energię przekazał na niesamowite interwencje Dudka w rzutach karnych. Za to jednak chyba nie można mieć do niego większych pretensji: prawdopodobnie gdyby nie chodziło tutaj o reprezentanta Polski, a każdego innego golkipera, towarzyszące temu emocje byłyby bardzo podobne. Jesteśmy zatem nawet w stanie usprawiedliwić za ten „wybryk” sędziwego dziennikarza: w przeciwieństwie do tego, co działo się w środowy wieczór, w Monachium.

Przesadny zachwyt przy każdej akcji mistrza Niemiec, a przy tym kompletne ignorowanie finalisty ubiegłorocznej edycji Champions League. Wszystko byłoby zrozumiałe, gdyby Bayern rozgrywał najlepszy mecz w tym sezonie i zaszachował rywali niesamowitymi zagraniami. Zamiast tego oglądaliśmy jednak popis niedokładności, zmarnowanych szans i odpadnięcie monachijczyków z Ligi Mistrzów. W środę królem był Liverpool i jakiekolwiek próby podciągania beznadziejnego występu niemieckiej ekipy pod osobę Roberta Lewandowskiego było wręcz żałosne. Nie tego oczekujemy od człowieka, który dla wielu młodych powinien być wzorem i epatować przykładem, jak komentować właśnie tak zacięte konfrontacje. Dziennikarz, decydując się na wybranie tego zawodu, musi liczyć się z tym, że obowiązuje go dużo większy rygor niż przeciętnego kibica i choć można w jakikolwiek sposób zrozumieć sympatię do jednego z naszych kadrowiczów, nie można tolerować kompletnego zaślepienia na obiektywizm tylko i wyłącznie ze względu na kapitana naszej reprezentacji. Taka postawa zasługuje na najwyższą naganę.

Trzeba przyznać, że osoba Dariusza Szpakowskiego od kilku już lat wywołuje kontrowersje. Po sieci krążą słynne lapsusy z jego udziałem, jak chociażby mylenie Messiego z Maradoną czy legendarne wręcz dodawanie: „OKAZJA” do każdej z groźniejszych akcji podbramkowych. Komentatorowi nie możemy odmówić pasji, zapału i wigoru, którymi przewyższa nawet kilku młodszych od siebie kolegów po fachu. W momencie jednak, gdy wszelkie te cechy zostaną przysłonięte przez brak obiektywizmu z powodu występu reprezentanta Polski, trudno nam specjalnie bronić postawy Dariusza Szpakowskiego. Czy dziennikarz weźmie sobie do serca słowa niezadowolonych po jego komentarzu fanów? Będziemy mieli okazję się o tym przekonać przy kolejnym meczu w Lidze Mistrzów z udziałem naszego rodaka – a na placu boju został już jedynie Wojciech Szczęsny z Juventusu…

Karol Czyżewski