Ilość, czy jakość?

  • Redakcja

Środowisko koszykówki w naszym kraju od pewnego czasu domagało się ważnych zmian w przepisach. Ci, którym nie podobał się wymóg dwóch Polaków na parkiecie, dopięli swego. Władze Polskiego Związku Koszykówki ogłosiły właśnie zniesienie tego obowiązku, co – oczywiście – nie spodobało się wszystkim. Dlaczego?

Za wymogiem konieczności gry dwóch krajowych zawodników w każdym momencie meczu szła myśl o rozwoju polskiej koszykówki. No, bo skoro dwóch, a to niemal połowa meczowej „piątki”, to siłą rzeczy nasi w takim klimacie muszą zbierać konieczne doświadczenie, podnosić umiejętności swoje, a co za tym idzie: całej ligi, a nawet reprezentacji. Tyle, że dość szybko pojawiło się kilka istotnych problemów. Pierwszy, to konieczność płacenia zbyt wysokich kontraktów dla Polaków, którzy wiedząc, że tych wartościowych na rynku nie jest wielu, windowali ceny. Często nieadekwatne do swoich realnych umiejętności. Drugi zaś kłopot polegał na związanych rękach trenera, który widząc słabszy moment w meczu swojego polskiego zawodnika i tak często musiał zostawiać go na parkiecie, bo liczba Biało-Czerwonych po prostu musiała się zgadzać. Albo w jeszcze innym wariancie: zmieniał takiego zawodnika np. na młokosa bez doświadczenia. A więc w sumie trafiał z deszczu pod rynnę.

PZKosz w osobie szefa związku Radosława Piesiewicza dotrzymał obietnicy „przedwyborczej” i doprowadził do zniesienia tego przepisu. Co mamy w zamian? System „7+5”, czyli w meczowej „12” musi być miejsce dla siedmiu Polaków, ale bez wymogu wpuszczania ich na parkiet. Oczywiście, gdy skład jest węższy, wówczas naturalnie co najmniej jeden z nich i tak musi być na boisku. Taki system oswobodzi trenerów, dając im większe pole manewru. Tym większe, im więcej kasy ma klub. Bo, i to jest dość kontrowersyjny zapis:  „W drużynie klubu biorącego udział w fazie grupowej rozgrywek organizowanych przez Euroleague Commercial Assets (Euroliga i Puchar Europy) i spółkę Basketball Champions League (Koszykarska Liga Mistrzów), po uiszczeniu jednorazowej opłaty określonej w Liście Opłat, Kar i Kaucji, musi być wpisanych do protokołu meczowego i gotowych do gry co najmniej sześciu (6) zawodników posiadających status zawodnika miejscowego”. Czyli wpłacisz do kasy związku ok. 100 tys. zł, to możesz sobie obejść przepis… To w oczywisty sposób będzie premiować bogatsze kluby, więc dystans między tymi najlepszymi, a średnimi będzie się powiększał.

Drugą sprawą jest to, czy w związku z zaproponowanym systemem „7+5” (z powyższą furtką) uda się zebrać aż 112 Polaków (7×16 drużyn), prezentujących najwyższy poziom. Oczywiście, że nie, więc wielu z nich będzie klasycznymi „zapchajdziurami”. Ze zmianami, które wejdą w życie od następnego sezonu, nie zgadza się szef jednego z najbogatszych klubów w Polsce, regularnie bijącego się w Europie, Janusz Jasiński ze Stelmetu Zielona Góra:

„To błędna decyzja. Skoro po 52 latach udało się naszej reprezentacji awansować do mistrzostw świata, odnieść historyczny sukces, to znaczy, że system działa. To pokazuje, że przepis o dwóch Polakach na parkiecie, przynajmniej z narodowego punktu widzenia, był dobry. Cóż, dostosujemy się do nowych przepisów, ale dla drużyn o ambicjach europejskich to jest tragedia. Dzisiaj tylko szaleniec wybierze się z pięcioma zagranicznymi zawodnikami na boje w europejskich pucharach. To za mało. We wszystkich najsilniejszych polskich klubach jest 7-8 zagranicznych graczy. Resztę stanowią Polacy, którzy mają ważną pozycję w składzie” – ocenił (zielonagora.wyborcza.pl).

No tak, tyle, że Jasiński mówi to ze swojego punktu widzenia – człowieka, który np. za naprawdę wielkie pieniądze ściągnął do Zielonej Góry Michała Sokołowskiego, bodaj najlepszego krajowca na naszych parkietach…

Zaproponowany system ma więc kilka, już na pierwszy rzut oka, widocznych wad. A to, czy okaże się słuszny czy nie, będzie można ocenić z perspektywy kilku lat. Miejmy nadzieję, udanych dla polskiej koszykówki. Już jutro w Chinach od godz. 12 wystartuje losowanie grup MŚ, na które po 52 latach przerwy zaproszono Polaków.

A tymczasem już dziś kolejne mecze w ramach 22. kolejki Energa Basket Ligi. Najciekawiej zapowiada się spotkanie Polpharmy Starogard ze Stalą Ostrów (kursy w forBET: 1 – 2.86, X – 16.00, 2 – 1.45). Pełna oferta forBET na spotkania EBL TUTAJ.