Bayern stłamszony, Marciniak z błędem

  • Redakcja

Znamy już wszystkich ćwierćfinalistów tegorocznej Ligi Mistrzów. Niestety dla fanów talentu Roberta Lewandowskiego, w tym gronie nie ma jego Bayernu Monachium. Polak pierwszy raz w historii swoich występów w tej fazie LM nie zdobył gola.

Liverpool w dwumeczu z Bawarczykami był zespołem po prostu lepszym. W drugim spotkaniu w Monachium przeważał przez niemal całe spotkanie. Juergen Klopp okazał się znacznie bardziej przenikliwym taktykiem i motywatorem od swojego kolegi, Niko Kovaca. Bayern – jak określił go komentator TVP Marcin Żewłakow – był zespołem „bezpłciowym”. Niczego wielkiego nie pokazał przez 180 minut dwumeczu z The Reds. Na Allianz Arena zawiedli właściwie wszyscy piłkarze, nie wyłączając Manuela Neurera, który niepotrzebnie zbyt daleko wyszedł z bramki przy pierwszym golu Sadio Mane. Najwięcej pretensji fani Bayernu mogą mieć nie tylko do defensywy, ale także do odpowiedzialnych za kreowanie gry, Thiago Alcantary i Jamesa Rodrigueza. Piłkarze ci notorycznie przegrywali pojedynki ze, stosującymi wysoki pressing, zawodnikami Liverpoolu. W ofensywie zaś zupełnie nie mieli pomysłu na zaskoczenie świetnie ustawiających się Anglików.

A jak zaprezentował się Robert Lewandowski? Polak nie dostał żadnej konkretnej piłki od swoich partnerów. Próbował sam wykreować sytuacje , ale te próby przynosiły mizerny efekt. Na samym początku chciał wymusić na arbitrze Daniele Orsato podyktowanie rzutu karnego, ale Włoch nie dał się nabrać. Lewandowski, kryty przez Joela Matipa i Virgila van Dijka, nie miał łatwego życia. Zwłaszcza w drugiej części meczu był dość często kopany przez tego pierwszego, a w trakcie całego spotkania bodaj trzy razy został złapany na spalonym. Czy były jakieś jaśniejsze momenty w grze „Lewego”? W 39. minucie wywarł presję na Matipie przy golu samobójczym, czając się tuż za jego plecami. I to właściwie tyle. Ostatni, jak się okazało, mecz Lewandowskiego w LM 2018/19 nie był dobry w jego wykonaniu. I w ogóle – przez marny Bayern – rozczarował.

Porywające spotkanie obejrzeli zaś – w wykonaniu swoich ulubieńców – kibice Barcelony. Blaugrana wygrała wysoko z Lyonem (5:1), ale spotkanie to mogło mieć zupełnie inny przebieg, gdyby nie błędna decyzja polskiego sędziego Szymona Marciniaka już w 18. minucie. Czy naprawdę w poniższej sytuacji Jason Denayer sfaulował Luisa Suareza?

Marciniak nie miał wątpliwości. Żadnych. Nie spojrzał nawet na VAR. Szkoda, bo ewidentnie pomylił się, zaliczył tzw. wielbłąda. Nie chcemy przy tym powiedzieć, że ta decyzja wypaczyła wynik spotkania, ale niewątpliwe w pewnej mierze go „ustawiła”. Tym bardziej, że Lyon w drugiej połowie złapał kontakt (2:1) z gospodarzami, którzy poczuli tym samym lekki stresik. Z każdą kolejną minutą, licząc od mniej więcej 60., Barca jednak coraz bardziej przejmowała kontrolę nad meczem. A od drugiej bramki w spotkaniu Leo Messiego tylko powiększała przewagę. Argentyńczyk ewidentnie pozazdrościł swojemu wielkiemu oponentowi z Portugalii, kończąc mecz z dwoma golami i dwiema asystami. Dobrze, że obaj pozostali w grze – ich rywalizacja jest czymś absolutnie wyjątkowym.

Ajax, Manchester United, FC Porto, Tottenham, Manchester City, Juventus, Barcelona i Liverpool – to zestaw drużyn, które zobaczymy w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Już jutro w samo południe odbędzie się losowanie par 1/4 finału. Jakie spotkania chcielibyście zobaczyć na tym etapie rozgrywek? Macie swoje typy?

Pierwsze mecze odbędą się 9 i 10 kwietnia. Rewanże zaplanowane są tydzień później.