Wiadomo, jaka sportowa, ale także czysto osobista relacja łączy Roberta Lewandowskiego i trenera Juergena Kloppa. W środowy wieczór w stolicy Bawarii na boisku liczyć się będzie wyłącznie to, który z nich-dobrych znajomych zamelduje się w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Stawka jest więc wysoka – chodzi przy tym i o prestiż i o pieniądze. A, że w pierwszym spotkaniu zabrakło goli, możemy być pewni, że czeka nas wielki, ofensywy spektakl.

„Lewy” w niedawnym, szczerym wywiadzie z „Przeglądem Sportowym” powiedział wprost: „Juergen zbudował mnie przede wszystkim jako człowieka”, choć jak zauważył dalej, ich relacje nie od razu były dobre. Wszystko zmieniła jedna rozmowa, która była niemal jak ojca z synem: „Poszedłem do niego po wyjazdowym meczu z Olympique Marsylia w Lidze Mistrzów, bo nie rozumiałem, czego właściwie ode mnie oczekuje. Przegraliśmy, coś we mnie pękło. Wiedziałem, że jeśli nie zareaguję, nic się nie zmieni. To był pierwszy moment, w którym uświadomiłem sobie, że zmiana w postępowaniu może mi dać dużo korzyści. Pogadałem z nim jak z ojcem, czego po śmierci taty nie potrafiłem robić. Nie będę zdradzał szczegółów tej rozmowy, po prostu wyjaśniliśmy sobie wiele spraw. W tamtym momencie coś we mnie eksplodowało” – przyznał Lewandowski. Polak, odblokowując głowę, zaczął w Borussii czuć się znacznie lepiej. Nie dziwi więc, że bramki, znakomite wyniki przyszły same.

Klopp przy wielu okazjach także z sentymentem wspominał swoje czasy w Dortmundzie. I z wielkim szacunkiem wypowiadał się o klasie naszego napastnika. Dzisiaj to wszystko jednak zejdzie na dalszy plan. Liczyć się będzie tylko to, która ekipa: Bayern Lewego, czy Liverpool Kloppa przejdzie dalej? A sytuacja jest nieco inna, niż jeszcze trzy tygodnie temu przed pierwszym spotkaniem. Bawarczycy do rewanżu przystępują jako lider Bundesligi, The Reds zaś złapali lekką zadyszkę. Według Gary’ego Neville’a ewentualne odpadnięcie z LM wyjdzie Liverpoolowi na zdrowie, bo da większej mocy w pościgu za Manchesterem City w Premier League. Co na to Klopp? „To takie proste siedzieć sobie w biurze lub w studiu telewizyjnym i gadać takie rzeczy…” (theguardian.com). Nie będzie więc mowy o odpuszczaniu, bo – co także przyznał niemiecki trener – Champions League to istna kopalnia pieniędzy. Wystarczy wspomnieć, że grudniowe wyeliminowanie Napoli dało jemu klubowi jakieś 11 mln funtów premii. Tylko ten jeden mecz.

O pieniądze walczy także Lewandowski, który właśnie po spotkaniu z Liverpoolem ma omówić szczegóły nowej umowy z Bayernem. Oczywistą rzeczą jest, że dzisiejszy, ewentualny olśniewający występ dałby mu mocne argumenty do ręki w negocjacyjnej walce o podwyżkę. Czy tak się stanie? Dotychczasowe spotkania w fazie pucharowej Ligi Mistrzów pokazują jasno: Polak po wyjściu z grupy zawsze strzelał bramki. W aktualnej edycji częściej niż zwykle trafiał w pierwszej fazie rozgrywek, a na Anfield nie poprawił przecież swojego licznika. Osiem dotychczasowych goli stawia go w pozycji lidera w wyścigu po miano króla strzelców aktualnej edycji Champions League, choć bukmacherzy z forBET większe szanse na ten tytuł dają Leo Messiemu (kurs 2.75).

Często jest tak, że ludzie patrzą tylko na wynik, na to, czy trafiłem do siatki. Ale w tym sezonie pełnię trochę inną rolę w zespole niż w poprzednich latach i to, czy strzelę cztery czy pięć bramek więcej czy mniej, nie ma większego znaczenia. Indywidualne dokonania musiałem podporządkować innym celom, moje liczby nie są najważniejsze” – zaznaczył jednak Lewandowski.

Kursy w forBET na to spotkanie: Bayern 2.15, remis 3.55, Liverpool 3.35.