A czy Ty gapiłeś się już na bebech Forsella?

  • Redakcja

Co wywołało najwięcej emocji w ostatniej kolejce Ekstraklasy? Waga Petteriego Forsella. Pomocnik Miedzi Legnica po raz kolejny stał się obiektem zainteresowania ze strony wszystkich ekspertów, mejwenów oraz influencerów piłkarskich w naszym kraju. Wszyscy skrupulatnie liczyli jego kilogramy i niczym w programie Top Model oceniali jego sylwetkę. Fiński pomocnik odpowiedział wszystkim w najlepszy możliwy sposób, zdobywając fantastyczną bramkę z Lechem Poznań. My natomiast zastanawiamy się, jaki był cel tak szerokiej dyskusji na jego temat…

Nie lubimy narzekać na naszą ligę. Całym odzwierciedleniem jej obecnego stanu jest poziom przeciętnego pojedynku w danej kolejce, którego raczej nie można określić mianem zabójczo emocjonującego. Do tego dochodzi także problem z frekwencją, a także sprowadzaniem dość dziwnych graczy z zagranicy: co ciekawe, ta ostatnia kwestia zupełnie nie dotyczy Petteriego Forsella, który wygląda na naszym podwórku naprawdę dobrze.  Mimo zdobycia dziewięciu goli w Ekstraklasie i udowodnieniu, że pozory mylą, po raz kolejny pojawiły się jednak głosy dotyczące tuszy piłkarza. Całe larum podniosło się przed konfrontacją przeciwko Lechowi Poznań i chyba nie był to najlepszy moment na tego typu komentarze, patrząc na to, w jaki sposób wszelkim malkontentom usta zamknął zawodnik Miedzi Legnica.

Nie będziemy ukrywać – postura Petteriego Forsella raczej nie pozwoliłaby mu wystąpić na okładce magazynu Men’s Health czy być twarzą najnowszej kolekcji bielizny prosto od Armaniego. Tylko kogo to interesuje? Przyjechał gość, który robi kapitalną robotę dla beniaminka i jak widać na powyższym przykładzie, potrafi wpłynąć jednym zagraniem na losy całego spotkania. W tym momencie waga staje się kwestią absolutnie drugorzędną, bo nie przeszkadza mu w prezentowaniu dobrego poziomu. Nie chcemy porównywać jego osiągnięć do Adama Kownackiego, polskiego pięściarza, który ma szansę na walkę o tytuł MŚ, bo to zupełnie inna bajka.  Zastanówmy się, czy naprawdę istotne jest patrzenie tutaj na ilość tkanki tłuszczowej, ogólną posturę i wygląd, zamiast skupiać się na futbolowych, czy też szerzej, sportowych osiągnięciach? Bardziej można całe zamieszanie tłumaczyć jakiegoś rodzaju kompleksami: przyjechał „grubas”, niszczy naszą ligę, a nasze chude byki nie są w stanie zrobić porządnej różnicy na rodzimych boiskach. Tylko, czy w jakikolwiek sposób można to odnosić do faktu takiej, a nie innej postury Petteriego Forsella? Należałoby się zastanawiać, dlaczego ci herosi, atleci, półbogowie z innych klubów nie są w stanie zatrzymać tej biegającej kulki, za którą niektórzy chyba go niewątpliwe uważają, przed notowaniem kolejnych trafień…

Rozumiemy doskonale, że – biorąc pod uwagę przyjęte w sporcie standardy i wszelkie innego rodzaju uwarunkowania – z taką wagą Petteri Forsell nie powinien kwalifikować się do miana zawodowego sportowca. To jednak na naszą ligę wystarcza, co może być wyjątkiem potwierdzającym regułę. Skoro szkoleniowiec Miedzi konsekwentnie stawia na zawodnika, a ten zdobył już dziewięć bramek na poziomie Ekstraklasy, to raczej nie on ma problem i kompletnie nie rozumiemy, dlaczego ma się tłumaczyć z tego, jak teraz wygląda. Tak Fin wypowiedział się, po ostatnim meczu z Lechem Poznań, dla Super Expressu:

” Fizycznie czuję się bardzo dobrze, albo jeszcze inaczej: myślę, że w ciągu ostatnich siedmiu lat żaden trener nie powiedział mi, że z moim bieganiem jest coś nie tak. Bo widzisz: opinie w necie nie mają dla mnie żadnego znaczenia, mogę na nie machnąć ręką. Ale jeśli uwagę zwróciłby mi trener, to wtedy potraktuję to poważnie”. [za „SE”]

Nie może być też tak, że przykład Forsella automatycznie powinien deprecjonować zasługi konkretnych sztabów profesjonalistów, dietetyków w klubach i wszelkich ekspertów od przygotowania fizycznego. Brakuje natomiast czegoś w rodzaju wyważenia. Przyznania uczciwie: każdy ma swój sposób na sukces i powinien go realizować wedle własnego uznania. Przecież najważniejszy jest końcowy efekt. Jeżeli zarówno sam zawodnik, jak i jego klub, są zadowoleni z obecnego stanu rzeczy, czemu na siłę szukać dziury w całym? Możemy szerzej dyskutować na temat kwestii motorycznych, wydolności czy postury, lecz na jakiejś zbilansowanej płaszczyźnie i z odpowiednim środkiem ciężkości. Jeśli natomiast jednego dnia śmiejemy się z brzucha Forsella przed meczem z Lechem, a następnie, po jego bramce, odrzucamy istnienie wszelkich trenerów od przygotowania fizycznego i profesjonalistów, popadamy ze skrajności w skrajność. A w takiej dyskusji nigdy nie mamy szansy dojść do konstruktywnych wniosków. Wniosek przy obserwacji komentarzy na temat Forsella jest tylko jeden – jego brzuch, mimo nieco większych rozmiarów, to zdecydowanie jeden z najmniejszych problemów polskiego futbolu…

Karol Czyżewski