Klenbuterol miał Parzeńskiemu pomóc. Król James Lakersom też…

  • Redakcja

Chciałoby się rzec – nie samą piłką nożną człowiek zainteresowany sportem żyje. W koszykówce też jest ciekawie, nie zawsze z wyłącznie sportowych względów. Ba, nad Wisłą poważnie zatrzęsło się od informacji, która już od pewnego czasu krążyła tu i tam: Jakub Parzeński został przyłapany na stosowaniu niedozwolonej substancji – klenbuterolu. Tym samym, z wątpliwych moralnie względów, przeszedł do historii polskiej koszykówki. Dlaczego? Bo pierwszy raz w rodzimym baskecie sprawą zajęła się Polska Agencja Antydopingowa (POLADA).

Parzeński to syn byłego utytułowanego Dariusza, gracza m.in. Śląska Wrocław, czy Mazowszanki Pruszków.  27-letni Jakub w swojej niezbyt długiej karierze odwiedził już sporo klubów. Chciał nawet wdrapać się do NBA, zaliczył mało udany epizod we włoskiej Bolonii. W tym sezonie zaczął w Anwilu Włocławek, a pozytywny wynik testu został mu przedstawiony w koszulce ekipy z Radomia. I tu właśnie zachodzi pytanie: czy włocławianie wiedzieli o tym, co robi ich podopieczny i niczym zgniłe jajo wypożyczyli go do zespołu Roberta Witki? Nie wydaje nam się, choć niczego nie można przesądzać.

Faktem jest, że wszyscy zainteresowani zareagowali momentalnie: PLK zawiesiła koszykarzowi licencję, HydroTruck Radom znalazł następcę (Jarvis Williams) i rozwiązał umowę z Parzeńskiem, podobnie zresztą, jak Anwil. To nie może dziwić, skoro także wyniki próbki B dały pozytywny wynik.  Co teraz? Koszykarz został z niczym i jeszcze musi się gęsto przed POLADĄ tłumaczyć. Że w odżywce, że nie wiedział, że może zjadł zatrute mięso – zapewne w ten sposób. Stawka jest wysoka, bo grożą mu nawet aż cztery lata dyskwalifikacji. Swego czasu agencja antydopingowa nie dała wiary kolarzowi Alberto Contadorowi i zawiesiła go na dwa lata. W przypadku Hiszpana także chodziło o klenbuterol, a więc „spalacz tłuszczu”, powodujący dłuższe utrzymanie masy mięśniowej.

Zostawiając już doping u Parzeńskiego, należy nadmienić, że część zasadnicza rozgrywek Energa Basket Ligi wchodzi w wyjątkowo interesującą część. Pełna oferta najbliższych spotkań w forBET TUTAJ. I tak np. dzisiaj zostanie rozegrany mecz awansem z 27. kolejki, w którym Polski Cukier Toruń podejmie TBV Start Lublin. Gospodarze są faworytami (kursy w forBET: 1 – 1.22, X – 19.00, 2 – 4.40), ale wszyscy wiemy, jak skończył się pierwszy mecz w Lublinie między tymi drużynami:

Polski Cukier na pewno zamelduje się w play-offach. Start o tym marzy. Marzyli także (to za słabo powiedziane) Los Angeles Lakers, ale już wiadomo, że szósty rok z rzędu tego nie zrobią. Nie ogarną, mimo wielkiej przebudowy i wielkiego Króla Jamesa na pokładzie. Jak to się mogło stać? Oczywiście najprościej zrzucić winę na plagę kontuzji w zespole – sam James opuścił 17 meczów, od kilku miesięcy nie gra Lonzo Ball, a u Brandona Ingrama wykryto zakrzepicę żył głębokich. Przede wszystkich jednak LeBron nie miał wsparcia wśród kolegów. Lakersom nie wyszła potężną wymiana z New Orleans Pelicans w sprawie Anthony’ego Davisa, no i brakowało niezłego defensora z pewną ręką przy rzutach. Jeziorowcy znowu latem przejdą więc wielką metamorfozę. W mediach aż huczy od możliwych opcji: najbardziej szaleńczą wyartykułował były coach Jeff Van Gundy, według którego Lakersi powinni pozbyć się już niedługo 35-letniego Jamesa. To dopiero pomysł!