Goffin wraca tam, gdzie rozwinął swoją karierę – znów zagra w Challengerze

  • Redakcja

5 października 2014 roku – to dzień, w którym David Goffin po raz ostatni zagrał w turnieju rangi ATP Challenger Tour. Od tego czasu Belg po prostu nie miał potrzeby wracać na ten poziom rozgrywkowy, bowiem radził sobie wyśmienicie w głównym cyklu. Chociaż obecnie nadal jest w ścisłej czołówce światowego tenisa, to jednak jego sytuacja jest trudna – brakuje mu nie tylko rytmu meczowego, ale również zwycięstw. W związku z tym 28-latek postanowił zrobić krok w tył i wziąć udział w turnieju rangi ATP Challenger Tour w Phoenix.

Turnieje rozgrywane pod egidą ATP Challenger Tour w trakcie imprez w Indian Wells oraz Miami (obie rangi ATP Masters 1000) zawsze cieszą się ogromnym zainteresowaniem zawodników z wyższych sfer. Powód jest oczywisty – tenisiści, którzy odpadli z powyższych turniejów, chcą pozostać w rytmie meczowym i decydują się na dodatkowy start. Pomaga im w tym wyjątek w regulaminie, który powoduje, że organizatorzy na turnieje rozgrywane w drugim tygodniu trwania zmagań w Indian Wells oraz Miami mogą przyznać cztery dzikie karty graczom z TOP 50 rankingu ATP (normalnie są to dwie WC-tki).

Obecnie 21. zawodnik świata, David Goffin, weźmie udział w turnieju rangi ATP Challenger w Phoenix. Występy zawodników…

Opublikowany przez Serwis na zewnątrz – tenisowy blog Michała Pochopień Poniedziałek, 11 marca 2019

David Goffin, choć jest najwyżej notowanym graczem (aktualnie 21. rakieta świata), który zagra w Arizonie, to niejedynym ze światowej czołówki. O tym, że te zawody mają obsadę, której nie powstydziłyby się turnieje rangi ATP 500 niech świadczy fakt, że w drabince jest 17 zawodników z pierwszej setki klasyfikacji ATP i pięciu notowanych w TOP 100. Wspomniany Goffin, Jeremy Chardy, John Millman, Matthew Ebden, Ernests Gulbis, Malek Jaziri, Lloyd Harris – to tylko niektóre nazwiska, które bez wątpienia spowodują, że turniej w Phoenix będzie uważnie śledzony przez fanów na całym świecie.

Zostańmy na dłużej przy Goffinie, który do Challengerów wraca po prawie pięcioletniej przerwie. Co spowodowało, że tenisista, który kilka miesięcy temu był siódmy na świecie i wydawało się, że to nie koniec jego marszu w górę, teraz startuje w zawodach niższej rangi? Wszystko zaczęło się w lutym ubiegłego roku, podczas imprezy ATP 500 w Rotterdamie. Reprezentant Belgii podczas jednej z akcji w meczu z Grigorem Dimitrovem został nieumyślnie trafiony piłką w oko, przez co nie był w stanie kontynuować gry. Kilkanaście dni przerwy wystarczyło, aby zawodnik z Liege wrócił do rozgrywek, ale do końca sezonu nie odbudował formy, którą zachwycał w 2017 roku. Poprawa nie nadeszła także w obecnym sezonie. Jego bilans to 4-6, a za najlepsze wyniki musi uznać trzecią rundę Australian Open, czy półfinał w Marsylii.

Powrót Goffina do rozgrywek Challengerowych będzie szczególny – zapewne najzagorzalsi fani tenisa pamiętają jego wyczyny z 2014 roku, kiedy to nie tylko wygrał cztery imprezy tej rangi (w Scheveningen, Poznaniu, Tampere oraz Mons), ale również zapisał na swoim koncie 20 kolejnych zwycięstw w turniejach pod egidą ATP Challenger Tour. To były kamienie milowe w jego rozwoju. Wystarczy przytoczyć, że sezon ten rozpoczynał jako 111. tenisista świata, a zakończył będąc 22. w rankingu ATP.

Teraz taki duży awans mu oczywiście nie grozi, a punkty wcale nie są najważniejsze – w końcu za triumf w Phoenix może otrzymać 125 oczek, co w wirtualnym rankingu potencjalnie dałoby mu przesunięcie o jedno miejsce w górę. Kluczowe jest, aby Goffin rozegrał jak najwięcej spotkań – nabrał pewności siebie, wygrał kilka meczów i z dobrym nastawieniem podróżował do Miami, gdzie za kilka dni wystartuje kolejna impreza rangi ATP Masters 1000. A, że takie rozwiązanie ma sens, pokazał Kyle Edmund. Brytyjczyk tydzień przed startem BNP Paribas Open zamiast spokojnie przygotowywać się do tego turnieju, postanowił wziąć udział w imprezie poprzedzającej, czyli Challengerze w Indian Wells. Zawodnik, który wcześniej nie wygrał meczu w tym sezonie, choć nie bez problemów, to sięgnął po końcowy triumf. Brytyjczyk w nocy z niedzieli na poniedziałek rozpoczął zmagania w powyższym BNP Paribas Open w najlepszy z możliwych sposobów, gromiąc Nicolasa Jarry’ego 6:2, 6:0.

Belg, jako turniejowa „jedynka”, w pierwszej rundzie Arizona Tennis Classic ma wolny los. Jego rywalem w następnej fazie będzie lepszy w starciu Luca Vanni’ego z Roberto Carballesem-Baeną. Natomiast w trzeciej rundzie może trafić na pierwszego rozstawionego oponenta – oznaczonego z „15” Caspera Ruuda.

Michał Pochopień