Bożydar Iwanow: Gdzie jest Klaufrić, a gdzie Bjelica?

  • Redakcja

Łaska kibica na pstrym koniu jeździ. I dziennikarzy – w tym przyznaję się bez bicia i mojej osoby – też. Ta sama teza dotyczyć będzie oczywiście również klubowych prezesów oraz właścicieli. Wszystkim nam udziela się albo euforia, albo „załącza” nadmierna krytyka.

Jeszcze przed tygodniem i piątkowym meczem Legii Warszawa z Miedzią Legnica podobno ważyły się losy Ricardo Sa Pinto. Porażka z, mającym wówczas sporo problemów, beniaminkiem miała przy Łazienkowskiej spowodować kolejne trzęsienie ziemi i zwolnienie krnąbrnego Portugalczyka. Dziś po dwóch kolejnych wygranych: najpierw z ekipą z Dolnego Śląska, a w miniony weekend w Gdyni, nikt już o tym nie pamięta. Okay, sześć punktów zdobyto nie na gigantach naszej piłki, ale zwycięstwa nad Lechem czy Jagiellonią wyceniane są tak samo. Klasa przeciwnika w matematyce nie ma żadnego znaczenia. Do środowego meczu w Pucharze Polski z Rakowem w Częstochowie trener ma więc spokój. Tym bardziej, że po raz drugi potknął się lider z Gdańska. Strata do mistrza jesieni stopniała do dwóch punktów. Obrońca tytułu już ręce zaciera.

No właśnie, Lechia… Przez wiele tygodni docenialiśmy ją. Że tak dobrze poukładana, że młodzi Polacy poparci wartościowymi obcokrajowcami, że szkoleniowiec jeszcze na dorobku, ale z ciekawym pomysłem, wierny swoim zasadom i realizujący swój plan. Dziś w Gdańsku mogą powiedzieć, że nie lubią poniedziałków, bo kalendarz i podział praw transmisyjnych dwukrotnie zepchnął ich do Eurosportu na pierwszy dzień tygodnia. Zdobyli tylko punkt. Kryzys w końcu musiał przyjść i nad Zatokę Gdańską dotarł. Być może optymistyczne jest to, że właśnie teraz, a nie gdy zacznie się część finałowa. Przecież to na niej rok temu „przejechał się” Nenad Bjelica. A po 30. kolejce niemal wszyscy widzieli w nim „Króla Poznania” z długo wyczekiwanym tytułem dla Lecha.

Gdy zadyszkę złapała Jagiellonia w eter dostała się plotka, że za chwilę w Białymstoku spadnie głowa Ireneusza Mamrota. Właściciel klubu Cezary Kulesza na szczęście szybko ją zdementował, ale ta cała historia znów świadczy o tym, jak szybko w naszej piłce zmieniasz się z bohatera do nieudacznika, który w trudniejszej (bo ciągle nietrudnej sytuacji) nie jest już w stanie nad niczym zapanować.

Co dalej? Dziś „Kingiem” znów jest Waldemar Fornalik, ale dlaczego od razu oczekuje się od niego ligowego pudła? Czy w przypadku braku awansu Pogoni do czołowej ósemki za nietrafiony uzna się pomysł o przedłużeniu umowy Kosty Runjaica?  Litości.

Na koniec przytoczę tylko dwa fakty. Wyżej wspominany, odstrzelony z Poznania, Bjelica gra w czwartek z Dynamem Zagrzeb przeciwko Benfice Lizbona w rewanżu 1/8 finału Ligi Europy. I ma szanse na ćwierćfinał, bo pierwszy mecz wygrał. Dean Klafurić kończył ubiegły sezon z dubletem w Legii, a dziś nikt nie wie, gdzie go szukać. I to wystarczy za cały komentarz.