23 minuty – tyle wystarczy, aby zagrać w reprezentacji!

  • Redakcja

Powołania Jerzego Brzęczka są jak kolejne odcinki telenoweli „Klan”: nie powinny już nikogo zaskakiwać. Selekcjoner reprezentacji Polski konsekwentnie stawia na sprawdzonych ludzi i powołuje niemal niezmienione ich zestawienie. Swoistym fenomenem wydaje się być osoba Arkadiusza Recy: obrońca Atalanty rozegrał w tym sezonie 3 mecze (słownie: trzy), podczas których spędził na boisku 23 minuty (słownie: dwadzieścia trzy minuty). Te liczby nie przeszkodziły mu jednak w załapaniu się do naszej drużyny narodowej: czy naprawdę mamy taki deficyt na tej pozycji, aby polegać na osobie byłego zawodnika Wisły Płock? 

Z uwagi na klasę naszych rywali dość trudno podchodzić z większymi emocjami do nadchodzących eliminacji Euro. Grupa, w której naszymi przeciwnikami są: Austria, Izrael, Macedonia, Słowenia, Łotwa od początku wzbudza raczej średnie zainteresowanie i choć nie chcemy specjalnie lekceważyć klasy wymienionych zespołów, musimy w obecnej sytuacji oczekiwać bezwzględnego awansu od biało-czerwonych. Być może były trener Nafciarzy uznał, że wypadałoby trochę utrudnić postawione zadanie i powołać zawodników, z których kadra nie będzie mieć żadnego pożytku. Zostawiamy już sprawę Jakuba Błaszczykowskiego, bo wiemy, że to zupełnie inna para kaloszy, a sam Brzęczek ponoć powołał go teraz w „innej roli” (ciekawe, co to oznacza), niemniej warto więcej uwagi poświęcić graczowi, który oprócz przebywania w większości spotkań na trybunach ma niewiele wspólnego z Serie A…

Co można zrobić w 23 minuty? Prawdopodobnie szybki obiad, udać się na krótki spacer lub w niezbyt długą wycieczkę rowerową. Jak pokazuje jednak przykład Arkadiusza Recy, można w tym samym czasie zapewnić sobie miejsce w reprezentacji Polski. I oczywiście podejrzewamy, że były gracz Wisły Płock nie będzie pierwszym wyborem naszego selekcjonera: nie możemy się jednak oprzeć wrażeniu, że 47-latek postanowił iść po najmniejszej linii oporu. Po co ryzykować, próbować kogoś, kto może się nie sprawdzić, skoro można powołać Recę, który nie gra, ale był już przynajmniej w kadrze? Kompletnie nie kupujemy tej logiki, szczególnie w świetle wypowiedzi Zbigniewa Bońka z końcówki listopada ubiegłego roku:

„Powiedziałem Jurkowi Brzęczkowi: na pewne rzeczy, które mogłeś robić jesienią, wiosną ci nie pozwolimy” [Zbigniew Boniek dla WP Sportowych Faktów]

Być może w kategorii czynów zabronionych nie znajdywało się niepowoływanie zawodników, którzy nie potrafią na stałe zadomowić się w jedenastkach, a nawet kadrze, swoich klubów. I jesteśmy w stanie przyjąć wszelkie argumenty dotyczące jakiejś perspektywiczności Arkadiusza Recy: nie chcemy go przecież skreślać z narodowego zespołu, gdyż przy odpowiednim odbudowaniu i poprowadzeniu kariery (patrz. przykład Jana Bednarka) zawodnik nawet kompletnie niegrający jest w stanie prezentować naprawdę wysoki poziom. Tylko, że dla wyników reprezentacji Polski najważniejsze są punkty zdobywane w eliminacjach, a te gwarantuje szczelność defensywny, której jednym z fundamentów jest bok obrony. Jak mamy poważnie traktować i wymagać solidności od kogoś, kto nie potrafił spędzić w tym sezonie na boiskach Serie A jednej całej połowy. Nie wiemy kompletnie, w jakim stopniu taki ktoś miałby być przydatny w ważnych momentach meczów eliminacyjnych i mógł zrobić różnicę na boisku. Rozumiemy chęć realizacji jakiejś koncepcji, ale kompletnie ona do nas nie przemawia.

I nie chcemy tutaj lansować na siłę tezy, że warto nie powoływać Arkadiusza Recy tylko dlatego, by wziąć KOGOKOLWIEK z Ekstraklasy. Zastanawia nas jednak: co trzeba zrobić, aby znaleźć się w tak zaszczytnym gronie i jaką motywację mogą mieć inni, aby powalczyć o miejsce w drużynie narodowej Jerzego Brzęczka. 23 minuty może stać się symbolem wielu rzeczy: nasza Ekstraklasa jest bowiem, na to wygląda, tak słaba, że lepiej już wziąć kogoś z zagranicy grającego ochłapy, aniżeli postawić na solidnego ligowca. Decyzja Jerzego Brzęczka o zabraniu Arkadiusza Recy jest bardzo kontrowersyjna, a my mamy tylko nadzieję, że nie będziemy specjalnie zmuszeni martwić się o jego obecność w pierwszej jedenastce. Bo nawet jeżeli teoretycznie słabszy zawodnik, będący jednak w rytmie meczowym, stanie naprzeciw obrońcy, który rozegrał 23 MINUTY W TYM ROKU, może się to zakończyć tylko i wyłącznie jednym. Tragedią i kompletną klapą w nadchodzących konfrontacjach…

Karol Czyżewski