Skoczek popularniejszy od zjadacza hot-dogów

  • Redakcja

Ryoyu Kobayashi już po niedzielnym konkursie w Oslo zapewnił sobie Kryształową Kulę. Jest pierwszym Japończykiem w historii, który tego dokonał. A przecież ma dopiero 22 lata, spokojnie więc może dołożyć jeszcze kilka trofeów do swojej niespodziewanie rozpoczętej w obecnym sezonie kolekcji. I choć na chwilę przyćmić w Japonii popularnością Takeru Kobayashiego (przypadkowa zbieżność nazwisk) – rekordzisty świata w jedzenie na czas hot-dogów.

Kobayashi nie do końca był dotąd „no-nejmem”, postacią anonimową w skokach. Błysnął już w swoich juniorskich czasach, ale tak naprawdę świat szerzej dowiedział się o nim rok temu podczas igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. Wtedy to podczas kwalifikacji na dużej skoczni pobił jej rekord, lądując na 143,5 metrze. I choć już w konkursie olimpijskim nie było tak dobrze (10. lokata), to tuż po powrocie do swojego kraju znowu zaskoczył, oddając w Sapporo niezwykle długi skok, który mógł skończyć się tragicznie…

Organizatorzy mistrzostw Japonii nie przewidzieli tego, w jak wielkiej formie był wówczas młodszy z braci Kobayashich. Mało kto również stawiał na 22-latka przed kończącym się sezonem, który – wyjąwszy występy w Mistrzostwach Świata – bez wątpienia należał do niego. Japończyk znakomicie rozpoczął rywalizację – był przecież o krok od poprawienia najlepszego wyniku w historii skoków to znaczy: zwycięstw w siedmiu konkursach z rzędu. Plany w Predazzo popsuł mu Dawid Kubacki, wygrywając na włoskiej ziemi po raz pierwszy w karierze. Wcześniej, Kobayashi w znakomitym stylu powtórzył wyczyn Svena Hannawalda i Kamila Stocha, czyli wygrał wszystkie zawody w ramach Turnieju Czterech Skoczni, a pomóc miała mu w tym… niechęć do rozmów z dziennikarzami po angielsku. W ogóle fakt, że 22-latek rzadko posługuje się językiem Szekspira miał – zdaniem np. Andreasa Goldbergera – uchronić młodego zawodnika przed ciążącą na innych skoczkach presją. Trener Niemców Werner Schuster wyraził się o nim w sposób jeszcze bardziej plastyczny. Po jednym z konkursów stwierdził: „To świeża krew, której skoki narciarskie potrzebowały. Fantastycznie się go ogląda. Jest jak małe dziecko, które wszystkim się bawi. Japończycy mieli zwykle problemy z adaptacją w Europie. Z jedzeniem, snem, aklimatyzacją. A on wygląda jakby grał w komputerową grę” (sport.tvp.pl). Czyli luz wynikający z braku zrozumienia specyfiki bycia na topie zdecydowanie pomógł mało doświadczonemu Japończykowi.

Ale, co oczywiste, nie tylko to. Kobayashi zachwycał wszystkich piekielnie mocnym odbiciem, a więc czymś, co było także atutem Adama Małysza. Poza tym – niczym Simon Ammann w najlepszych czasach – Japończyk szybciej od rywali „łapie” optymalną pozycję w locie. Jak sam jednak stwierdził, za jego sukcesami stała także zmiana pozycji dojazdowej na znacznie niższą oraz… podpatrywanie przed sezonem innych skoczków. No i odporność psychiczna. Wszystko to spowodowało, że 22-latek wygrywał z, jak się wydawało, dziecinną łatwością.

Młodszy Kobayashi w istocie ma w sobie coś z dziecka. Nadal, choć jego podejście i tak mocno zmieniło się od czasu rozpoczęcia treningów z fińskim szkoleniowcem Janne Vaatainenem. „Ryoyu zawsze był lekkoduchem i lubił się popisywać. Od małego czuł zadowolenie, gdy komuś imponował albo go rozśmieszał. Kiedyś po treningu skoków rozpędził się z górki, wrzeszcząc na całe gardło i zrobił salto z ogromnej hopki dla snowboardzistów. „Widzieliście?” – to pierwsze, o co zapytał” – wspomniał ojciec skaczących braci z Japonii, Hironori.

Oby tylko Ryoyu po zwycięstwie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, poprzedzonym momentami absolutnej dominacji na światowych skoczniach, zbyt szybko się nie nasycił. Jego znacząca obecność faktycznie jest czymś świeżym w stawce. Historia zna jednak nazbyt wiele przypadków skoczków, którzy po wielkich sukcesach nagle tracili motywację do pracy, a od obowiązków odciągała ich realizacja różnych, pozasportowych pomysłów. Kimś takim, kto jako pierwszy przychodzi na myśl jest Słoweniec Primoż Peterka – wielka, młoda gwiazda skoków końcówki lat 90. XX wieku. Oby „syndrom” Peterki nie dotknął luzaka Ryoyu.

Sezon jeszcze się nie zakończył. Kwalifikacje do wtorkowego konkursu w Lillehammer rozpoczną się dziś o 17.30. forBET przygotował swoją ofertę na to wydarzenie – sprawdź TUTAJ.