Długo nie trzeba było czekać – ITF zastanawia się nad kolejną zmianą!

  • Redakcja

27 lutego pojawiło się oświadczenie ITF (Międzynarodowa Federacja Tenisowa), w którym poinformowano o wprowadzeniu pierwszej poprawki do funkcjonującej od początku tego roku reformy rozgrywek (informowaliśmy o tym na portalu). Nie minęło kilka dni, wspomnianej poprawki nie zdążono jeszcze wprowadzić (ma to mieć miejsce wraz z dniem 1 kwietnia – a może to ma być primaaprilisowy żart?), a już toczą się rozmowy na temat kolejnej modyfikacji!

O ile zwiększenie liczby miejsc w drabinkach eliminacyjnych z 24 do 32 to bardzo błaha zmiana, tak to, o czym będzie mowa w tym tekście, już może zdecydowanie zmienić postrzeganie ITF World Tennis Tour. Zacznijmy jednak od początku. Jeszcze w 2018 roku wszystkie punkty zdobywane na poziomie ITF były normalnie honorowane w rankingu ATP. W tym sezonie sytuacja diametralnie się zmieniła – punkty nie tylko zostały zdecydowanie „ukrócone”, ale również, aby przeszły one do klasyfikacji ATP, trzeba dojść przynajmniej do półfinału i je zdobyć w dwóch rodzajach zawodów: o puli nagród 25 tys. dolarów i 25 tys. dolarów + zakwaterowanie. To jednak nie wszystko. Nie ma tutaj mowy o poważnym zastrzyku punktów, który cokolwiek zmieni, skoro za zdobycie tytułu otrzymuje się pięć oczek, a za półfinał jeden punkt. Dla porównania awansując do drugiej rundy ATP Challenger Tour dostaje się trzy punkty, gdzie w ITF-ach trzeba wygrać przynajmniej pięć spotkań.

Właśnie ta część reformy spowodowała, że wielu tenisistów przestało zawodowo rywalizować. Nie interesowało ich wspinanie się w górę rankingu ITF, a na grę w imprezach wyższej rangi byli po prostu za nisko notowani. Choć jeszcze do niedawna wręcz pewne było, że nagradzanie punktami ATP graczy występujących w ITF-ach zostanie zaprzestane wraz z końcem 2019 roku, to jednak nastąpił obrót spraw i pojawiła się nadzieja. ITF w środowym oświadczeniu poinformował, że „kontynuowany jest dialog z ATP w sprawie przywrócenia punktów rankingowych w turniejach o puli nagród 25 tys.”Nie oznacza to nic innego, jak częściowy powrót do tego, co miało miejsce przed nieszczęsną reformą.

Z jednej strony można uważać, że reforma musiała być nie najlepiej przygotowana, skoro kilkanaście dni po jej wprowadzeniu mówi się już o dwóch poprawkach. Patrząc jednak na to wszystkim bardziej przychylniej, można stwierdzić, że działacze są skłonni korygować reformę. Pójść na kompromis z już i tak bardzo pokrzywdzonymi graczami.

Michał Pochopień