Nowa moda wśród gwiazd tenisa – damsko-męskie sparingi

  • Redakcja

Nie od dziś wiadomo, że treningi z lepszymi pozwalają na zanotowanie szybszego progresu. Właśnie przez to najbardziej utalentowanym juniorom pozwala się na rywalizację z tymi starszymi – nawet kosztem zebrania łomotu. Od kilku miesięcy można zauważyć ciekawy trend w światowym tenisie. Najlepsze tenisistki już nie tylko zatrudniają sparingpartnerów, ale również decydują się na treningi z zawodnikami ze ścisłej światowej czołówki. Nie jest to żaden wstyd dla Nicka Kyrgiosa, Stefanosa Tsitsipasa, czy Robina Haase, którzy chętnie biorą udział w tym eksperymencie.

Główną inicjatorką takich praktyk jest oczywiście Serena Williams – były momenty, kiedy Amerykanka nie miała sobie równych wśród kobiet, dlatego wpadła na pomysł, aby uczyć się od mężczyzn. Lista tenisistów, z którymi trenowała już w tym roku, jest naprawdę pokaźna: Stefanos Tsitsipas, Nick Kyrgios, Grigor Dimitrov, Francis Tiafoe, czy Bernard Tomic. O motywach tego typu treningów podczas tegorocznego Australian Open opowiedział trener Amerykanki, Patrick Mouratoglou. Francuz uważa, że jedynie wyzwania podczas treningów mogą spowodować, że jego podopieczna będzie lepsza niż obecnie. – Najważniejsze, abyś musiał się napracować w treningu. Jeśli w jego trakcie nie jesteś poddawany wyzwaniom, to nie masz szans stać się lepszym. Pomyślałem, że to dobry pomysł. Spróbowaliśmy i to pokochaliśmy – powiedział o trenowaniu z mężczyznami.

Na co dzień sparingpartnerem Williams jest Jarmere Jenkins, który „liznął” wielkiego tenisa – swego czasu był 190. zawodnikiem świata, lecz na jego drodze stanęły poważne problemy zdrowotne, które uniemożliwiły mu regularne starty. Sztab szkoleniowy amerykańskiej tenisistki jest zadowolony z współpracy z tym tenisistą, lecz uznano, że należy wyrwać ją z rutyny i dać jej nowe bodźce w postaci gier treningowych z innymi graczami.

Coraz odważniej z możliwości trenowania z mężczyznami korzystają inne tenisistki. Kilka dni temu Twitter obiegł filmik opublikowany przez Richel Hogenkamp (155. zawodniczka świata), która w sparingu z Robinem Haase (68. w rankingu ATP) popisała się świetnym minięciem i żartobliwie zaapelowała do rodaka, aby ten popracował nad grą pod siatką.

Damsko-męskich treningów długo nie trzeba szukać w Indian Wells, gdzie wkrótce ruszy turniej BNP Paribas Open. Kolejne cenne doświadczenie zaliczył Christopher Eubanks. Amerykanin, który jeszcze do niedawna rywalizował w uczelnianych rozgrywkach NCAA, a teraz z powodzeniem startuje w zawodach rangi ATP Challenger Tour, w styczniu miał okazję sprawdzić się na tle byłej liderki rankingu WTA – Sereny Williams. Nie minęły nawet dwa miesiące i 22-latek mógł skrzyżować rakiety z najlepszą tenisistką świata, czyli Naomi Osaką.

Sporą odwagą natomiast wykazała się Amanda Anisimova, która nie tylko trenowała z Nickiem Kyrgiosem, ale również wcale się go nie wystraszyła na korcie. Choć krnąbrny Australijczyk bardzo często ma problem z docenieniem rywala, nie mówiąc o szacunku do niego, to po jednym z świetnych zagrań 17-latki powiedział: Jest niewiarygodnie dobra.

Tak, jak wspomnieliśmy we wstępie – fakt, że tenisistki coraz częściej chcą się uczyć bezpośrednio od mężczyzn, działa jedynie na ich korzyść. Kobiecy tenis w ostatnich latach ewoluował na tyle, że nie ma w nim już miejsca dla zawodniczek prezentujących taki styl, jak Agnieszka Radwańska. Polka jeszcze w ubiegłym roku łudziła się, że jest w stanie „utrzymać się na wodzie”, jednak problemy związane z ogromnymi obciążeniami organizmu spowodowały, że odpuściła i zakończyła karierę. Teraz przede wszystkim liczy się siła oraz szybkość uderzeń – kogo podpatrywać, jak nie tenisistów? Również oni chętnie decydują się na kooperacje z kobietami, dzięki czemu mogą ćwiczyć grę sytuacyjną oraz przygotowywać się na starcia z wolniej uderzającymi rywalami. Podsumowując – mamy do czynienia z współpracą, która nikomu nie szkodzi, a dodatkowo może wiele nauczyć!

Michał Pochopień