Kownacki radzi, jak wybrać miejsce do życia

  • Redakcja

Niska przestępczość, rozbudowana infrastruktura, sprawna komunikacja miejska – tymi przesłankami, jak większość z nas przy okazji przeprowadzki, kierował się zapewne Dawid Kownacki wybierając na nowe miejsce zamieszkania niemiecki Düsseldorf. Ale, jako że Polak nie w ciemię bity, aspekty sportowe także wziął pod uwagę. Dzięki temu klub, do którego trafił, zdaje się być dla wychowanka Lecha idealnym miejscem na obecnym etapie kariery. Silna liga, pełne trybuny (z czym jak wiemy w Italii bywa różnie) i wszelkie dane, by stać się wyróżniającym zawodnikiem zespołu. Dowodem tego, jak cennym wzmocnieniem dla Fortuny może być Kownaś, było już po części spotkanie z Norymbergą, po którym nasz napastnik, przy odrobinie szczęścia, mógł mieć na koncie dwa gole.

Tak się nie stało, ale jako, że fortuna kołem się toczy, Polak odkuł się za to niepowodzenie już kilka dni później, zaliczając dublet na Veltins Arenie w Gelsenkirchen. Dzięki temu Polak ma teraz u trenera solidny kredyt zaufania i podbitą licencję na grę w pierwszym składzie, co jeszcze tydzień temu stało pod znakiem zapytania. Wprawdzie Friedhelm Funkel tuż po transferze zachwalał talent Polaka, wskazując na jego atuty i wartość jaką wniesie do drużyny (przypomnijmy: Kownacki stanie się najdroższym piłkarzem w historii Fortuny, jeśli ta zdecyduje się go wykupić), ale w pierwszych tygodniach w nowym klubie napastnik rzadko podnosił się z ławki. Szkoleniowiec tłumaczył wtedy, że Polak nie pracował z drużyną w okresie przygotowawczym, potrzebuje zatem czasu, by zrozumieć grę zespołu i dostosować się do wymagań… Brzmiało to niepokojąco, przypomniały nam się natychmiast zagraniczne wojaże kilku naszych rodaków, na czele z Bartoszem Kapustką, który we Freiburgu usłyszał od trenera podobne słowa, po czym praktycznie przestał pojawiać się na murawie. Wychowanek Lecha, wszystko na to wskazuje, poszedł na szczęście inną drogą. Możemy już śmiało stwierdzić, że jeśli 22-latek podtrzyma progres, jaki uczynił w ciągu ostatniego tygodnia, szybko wybije się ponad resztę kolegów, spośród których tylko jego kumpel z ataku Dodi Lukebakio wyrasta nieco ponad ligową przeciętność.

A wtedy bólu głowy dostanie selekcjoner Jerzy Brzęczek, który już dziś musi codziennie łykać tabletki na migrenę. Tak, wiemy, jedno dobre spotkanie w zagranicznej lidze to nie powód, by domagać się powołania dla zawodnika. Kownaś jednak od lat jest uznawany za przyszłość reprezentacji, co normalne w przypadku absolutnego lidera kadry młodzieżowej i jednego z największych talentów w ekstraklasie ostatniej dekady. Na pytanie po co nam czwarty napastnik, odpowiedź mamy gotową: Kownacki lwią część kariery spędził jako boczny napastnik, zresztą na tej pozycji (lewy napastnik/skrzydłowy) wystąpił także w meczu z Schalke. Gorzowianin nie musi więc być konkurencją dla Milika, Piątka i Lewandowskiego, ale doskonałym uzupełnieniem. Patrząc na aktualną sytuację na skrzydłach w naszej reprezentacji, wszyscy powinniśmy trzymać kciuki za byłego piłkarza Sampdorii.

Puenta jest prosta: dobry wybór miejsca zamieszkania może być kluczem do życiowego sukcesu. Oczywiście, na niego Kownacki musi jeszcze długo pracować, ale teraz ma ku temu wymarzone warunki. Jeśli przypomnimy, że były Lechita był gwiazdą młodzieżówki, w której Krzysztof Piątek pełnił tylko rolę zmiennika… Nic tylko śledzić losy Fortuny!

Max Mahor