Dzięki takim walkom przechodzi się do historii

  • Redakcja

Doskonale zdaję sobie sprawę, że możecie mieć dość wspominek o Andrzeju Fonfarze – od ogłoszenia przez niego zakończenia kariery można było przeczytać dziesiątki artykułów, które wychwalały pod niebiosa tego pięściarza. I dobrze, bo 31-latek – mimo tego, że nie był mistrzem Świata – miał wszystko to co kochają kibice, czyli umiejętności i serce do walki. Dziś z okazji 32. urodzin Nathana Cleverly’a pragnę przypomnieć jego walkę z bohaterem ostatnich dni, bo to nie była zwykła bitka – to była prawdziwa wojna między linami.

Brytyjczyk podchodził do tej walki z rekordem 29-2. Cleverly był pięć miesięcy po wygranym pojedynku z Tomasem Manem, a jedynymi pięściarzami, którzy do walki z Fonfarą znaleźli sposób na „Cleva” to Tony Bellew i Sergey Kovalev, czyli zawodnicy z absolutnego topu. Ponadto Cleverly był w latach 2011-13 mistrzem świata federacji WBO. Walka, która odbyła się w Chicago 16/10/2015 r. miała być swoistym „make or break” dla obu zawodników, bo Fonfara był co prawda po efektownym zwycięstwie nad Julio Cesarem Chavezem Juniorem (swoją drogą, ten pojedynek był najczęściej wspominany w ostatnich dniach), ale miał też na koncie porażkę z Adonisem Stevesonem (druga najczęściej wspominana walka Fonfary). Klęska w pierwszej walce z popularnym „Supermanem” otworzyła „Polskiemu Księciu” drzwi do takich walk jak ta z Cleverly’em. Polak wiedział, że musi się dobrze przygotować do tego wyzwania, bo przeciwnik – jak mogliście zauważyć – nie był pierwszym, lepszym pięściarzem.

Chicagowska Polonia musiała być wniebowzięta, kiedy zobaczyła Fonfarę wchodzącego do ringu, bo domyślam się, że na widok Husarii na obczyźnie rośnie każde Biało-Czerwone Serce.

Okazało się, że ten strój był dobrym prognostykiem przed tym co miało się zaraz stać. Kibice zgromadzeni w UIC Pavilon byli świadkami 12-rundowej potyczki, w której zostały pobite 3 rekordy w kategorii półciężkiej. Obaj zawodnicy przez cały dystans się nie oszczędzali o czym najlepiej świadczą wspomniane osiągnięcia, czyli najwięcej wyprowadzonych ciosów (łącznie 2 524!), najwięcej uderzeń dochodzących do celu (936!!) i najwięcej tzw. „power punches” (705!!!). Żeby wam uświadomić jak często w tej walce wyprowadzano ataki, napiszę, że na minutę tych prób było średnio ponad 70, co daje nam z kolei średnią ponad jednego ciosu na sekundę… Po każdej rundzie pięściarze nie mieli dość i chcieli kontynuować pojedynek bez żadnej przerwy.

„Walka Fonfara kontra Nathan Cleverly była jedną z najlepszych, jakie widziałem na żywo.”  – tak wspomina dzisiaj tę walkę szef prasowy Matchroom Boxing, Anthony Leaver. „Polak jest też porządnym człowiekiem, więc mam nadzieję, że pozostanie w świecie boksu”  – dodaje Amerykanin (źr. PolsatSport.pl). Tempo tego pojedynku było zacięte do samego końca. Obaj pięściarze do końca wierzyli w swoje zwycięstwo, więc nie oszczędzali ani siebie ani przeciwnika. Ostatecznie na punkty wygrał nasz rodak, pokazując, że jak mało kto zasługuje na kolejną szansę na pojedynek o mistrzowski pas. Sędziowie jednogłośnie obwołali go zwycięzcą tego pojedynku punktując odpowiednio 116:112, 116:112 i 115:113. Jak widać, była to „ciasna” walka i dosyć niewdzięczna do oceniania, bo weź tu spróbuj wybrać lepszego pięściarza przy takiej ilości ciosów!

Dobrze jest wrócić do tej walki, bo jest to jedna z nielicznych wojen Polaków stoczonych pomiędzy linami, z których ostatecznie wychodzili jako zwycięzcy. Dzięki takim walkom Andrzeja Fonfarę – bez względu na to, co będzie robić teraz, po karierze – będziemy wspominać jako wielkiego wojownika z charakterem, którego niejeden wielki czempion mógłby mu pozazdrościć. Jak macie wolną godzinkę, to polecam obejrzeć tę walkę w całości.

Dominik Bożek
Twitter: @DominikBozek