Marciniak wreszcie pogodził się z VAR’em!

  • Redakcja

Musimy przyznać, że po wczorajszym dniu Szymona Marciniaka z Pierluigim Coliną przestała łączyć tylko fryzura. Polski arbiter uwielbia bowiem znajdować się w centrum futbolowych zdarzeń, a nie inaczej było po ostatnim wieczorze w Amsterdamie. Nasz rodak zapisał się nawet w historii Ligi Mistrzów: to bowiem po jego sygnalizacji dokonano wideoweryfikacji sytuacji przy pierwszym trafieniu Ajax’u. Bramkę ostatecznie cofnięto i choć do teraz sprawa budzi ogromne kontrowersje, wydaje się, że decyzja arbitra z Polski była jak najbardziej słuszna. 

Mundial z zeszłego roku nie najlepiej kojarzył się dla Szymona Marciniaka – Kolegium Sędziów FIFA zdecydowało bowiem, że po fazie grupowej, z powodu ignorowania sugestii systemu VAR, nasz arbiter zostanie odesłany do domu. Dziwiło to szczególnie z tego powodu, iż Ekstraklasa była wówczas jedną z niewielu lig, w których regularnie stosowano ten system podczas spotkań ligowych. Wtedy doznaliśmy ogromnego rozczarowania – wielu ekspertów przewidywało przecież, że Marciniak jest w stanie sędziować nawet finał MŚ. Do tego ostatecznie nie doszło, a po drodze przytrafił się kolejny pojedynek, w którym nasz sędzia znalazł się w centrum uwagi: mowa o meczu fazy grupowej Champions League, PSG – Liverpool. Trzeba przyznać, że mecz był niezwykle ciężki do sędziowania, a wiele decyzji Marciniaka ocenialiśmy mocno negatywne. To jednak nasza subiektywna ocena, która nie ma specjalnego znaczenia dla piłkarskiej rzeczywistości – fakty są jednak takie, że zawsze kiedy Marciniak biega z gwizdkiem lub siedzi w wozie VAR, dzieją się niezwykle ciekawe rzeczy.

Marciniak i UEFA: fatalne zauroczenie…

Przepis o spalonym, szczególnie przy istnieniu najnowszych uwarunkowań, to prawdziwa zagadka, której głównym elementem jest tzw. interpretacja. Gdy dziesięć osób siądzie do jednej, niezwykle spornej sytuacji, głosy przeciwko takiemu lub innemu rozstrzygnięciu rozłożą się prawdopodobnie po połowie. Wszystko z powodu niedoprecyzowania przepisów, a także wątku poszczególnej interpretacji sędziego: trudno na bazie obecnych rozwiązań stosowanych we współczesnym futbolu dojść do sytuacji, w której dana decyzja nie jest kwestionowana innymi uwarunkowaniami. Nie inaczej było minionego wieczoru – doszło nawet do wydania oficjalnego komunikatu UEFA:

Dusan Tadić bez wątpienia znajdował się na pozycji spalonej – pytanie natomiast, na ile rzeczywiście przeszkodził on Thibaut Courtois w skutecznej interwencji przy dośrodkowaniu? Są zwolennicy tezy, która mówi, że nawet bez obecności rywala golkiper nie zdołałby zagrać futbolówki. Powstaje także pytanie, jak definiowana jest „interakcja z przeciwnikiem”. W świetle przepisów wygląda to następująco:

  • Powstrzymanie przeciwnika przed zagraniem lub możliwością zagrania piłki przez jasne zasłonięcie widoku piłki
  • Pojedynek o piłkę z przeciwnikiem
  • Celowe zagranie w kierunku piłki, gdy jest ona blisko i ma wpływ na akcję
  • Wykonanie czytelnego ruchu, który jasno wpływa na możliwość zagrania piłki przez przeciwnika

Wydaje się, że zastosowanie do powyższej akcji ma trzeci z przepisów, czyli celowe zagranie w kierunku piłki. Tadić bierze przecież udział w pojedynku z Courtois, w piłkę ostatecznie nie trafia, lecz jego zachowanie ma wpływ na dalszy rozwój sytuacji. Gdyby nie obecność serbskiego pomocnika, bardzo możliwym jest, że były zawodnik Chelsea zdecydowanie pewniej ruszyłby w kierunku futbolówki i zdołał ją wybić poza pole karne. Tadić dokonał jednak pewnego rodzaju bloku, który bez wątpienia miał wpływ na wykreowaną szansę – główny sędzia, Damir Skomina, nie wychwycił tej sytuacje w czasie rzeczywistym, lecz pomocą przyszedł Polak siedzący w wozie VAR.

Niezwykłym paradoksem całe sytuacji jest fakt, że to właśnie Szymon Marciniak był początkowy wyznaczony do roli sędziego głównego wczorajszej potyczki, lecz z powodu drobnego urazu musiał ostatecznie zwolnić swoje miejsce na rzecz Słowaka. Trzeba przyznać, że chyba nie mógł wyjść na tym lepiej – początkowa szydera związana ze zmianą roli naszego arbitra zamienia się bowiem w laurkę wystawioną pracy naszego rodaka. Odwołać pierwszego gola w historii Ligi Mistrzów za pomocą systemu VAR, bez żadnego uchybienia w tak trudnej sytuacji: to naprawdę ogromna sztuka!

Karol Czyżewski