Rasiak touch

  • Redakcja

Doskonale pamiętamy czasy gdy największego „drewniaka” na podwórku nazywało się „Rasiakiem” albo „Rasialdem”. Grzegorz Rasiak był synonimem surowej techniki i gry, która śmieszyła przeciwników i wprawiała w szał kolegów z zespołu. Oczywiście, te reakcje były poniekąd przesadzone, bo ex-napastnik Groclinu swoje w piłce zrobił i niejeden młody piłkarz chciałby zrobić taką samą karierę. Tak się złożyło, że po zakończeniu tejże Rasiak wpadł na pomysł, żeby młodym adeptom futbolu ułatwiać realizację tych marzeń, poprzez swoje kontakty i know-how, które nabył podczas swojej zawodowej kariery. 40-latek od jakiegoś czasu próbuje swoich sił w menadżerce i na razie wszystko wskazuje na to, że możemy mieć z niego bekę, tak samo jak to miało miejsce gdy był czynnym piłkarzem.

Niestety – jak w przypadku jego boiskowych działań mógł ucierpieć tylko wynik meczu drużyny, której reprezentował wówczas barwy – tak w jego menadżerskiej działalności ofiarą może paść kariera młodego zawodnika. Np. takiego jak Oskar Sewerzyński. 17-latek miał spore szanse, żeby występić w ubiegłej kolejce w barwach kielieckiej Korony, jednak do gry wszedł bohater tego tekstu. Co podkusiło małego Oskarka do tego, żeby zgodzić się na to, aby Rasiak reprezentował jego osobę? Nie wiemy. Możemy jedynie przypuszczać, że czynnikiem, który mógł działać na wyobraźnie piłkarza były kontakty agenta i znajomość piłkarskiego środowiska. W każdym razie, miało dojść do podpisania przez Sewerzyńskiego kontraktu z Koroną, ale pan Rasiak – widząc warunki kontraktu swojego klienta – postanowił się zbuntować i zaproponował zgoła inne liczby i zapisy. Efekt? Kielecki klub zesłał Sewerzyńskiego do drużyny juniorów.

Pominiemy jednak co dla pana Grzegorza jest bandyckim zapisem, bo to jest względna kwestia. Wiadomo, że gro 17-latków chciałoby tyle zarabiać i to są pieniądze więcej niż godne jak za usługi nieletniego pracownika. Ale okej, Sewerzyński jest piłkarzem, a nie od dziś wiadomo, że ta grupa społeczna jest niejako uprzewilejowana.

„My nie możemy zaakceptować tego, co wysłał mi menedżer Oskara. Według tych warunków, musielibyśmy wypłacić znaczną prowizję agentowi za sam fakt, że zawodnik skończy osiemnaście lat, a dojdzie do tego w sierpniu. Pytam: za co? Za to, że wysłał do niego dwa SMS? Dodatkowe pieniądze za kilka występów w Ekstraklasie…” – powiedział portalowi cksport.pl prezes Korony, Krzysztof Zając. „O co chodzi? Na pewno nie o żadne prowizje czy jakiekolwiek pieniądze dla agenta. Oskar otrzymał bandycką propozycję finansową w porównaniu do tego, co zarabiają inni młodzi zawodnicy w Koronie w jego wieku w pierwszym zespole.” – odpowiada na tych samych łamach Grzegorz Rasiak. Póki co można powiedzieć, że panowie po prostu się nie dogadali, ale – pomijając etyczny aspekt działań Rasiaka (właściwie to z jakiej paki ma on dostać taką prowizję skoro jest związany z piłkarzem od października, a klub zainwestował w niego o wiele więcej?) – warunki kontraktu jakie zaproponował są nielegalne! Menadżer nie może pobierać prowizji za kontrakt piłkarza poniżej 18 roku życia i nie może zawrzeć również umowy, która by weszła w życie w przyszłości, kiedy zawodnik stałby się pełnoletni. Tak brzmi zapis uchwały ustanowionej przez PZPN, która tego zabrania: „Zabrania się uiszczania przez Zawodnika niepełnoletniego lub klub jakichkolwiek opłat na rzecz Pośrednika w związku z zawarciem Kontraktu lub umowy transferowej Zawodnika niepełnoletniego lub zaciągania zobowiązań dotyczących uiszczania jakichkolwiek opłat na rzecz Pośrednika w związku z zawarciem takiego kontraktu lub umowy transferowej w przyszłości. Naruszenie niniejszego postanowienia skutkować będzie odpowiedzialnością dyscyplinarną, zgodnie z postanowieniami Regulaminu Dyscyplinarnego PZPN. ” (źr.  Uchwała nr III/42 z dnia 27 marca 2015 roku Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej w sprawie współpracy z pośrednikami transakcyjnymi, pkt. 12).

Dlaczego Rasiak zdecydował się na ten zapis? Czyżby wygrała pazerność lub niewiedza? A może jedno i drugie? Sytuacja nabrała na tyle powagi, że oficjalnie postanowił się do niej odnieść kielecki klub. Oświadczenie możecie przeczytać TUTAJ i polecamy tę lekturę, gdyż przedstawiciele Korony się w nim nie patyczkują i przedstawiają szczegóły warunków umowy, które wskazują, że pan Rasiak postanowił zaproponować nielegalne zapisy w kontrakcie swojego zawodnika. Co na ten temat ma do powiedzenia sam zainteresowany? Do Rasiaka zadzwonili dziennikarze z Weszlo.fm i musimy przyznać, ze efekty tej rozmowy są bardzo… (hmmm jakby to ująć?) zaskakujące (?).

Jeżeli nie chce wam się poświęcać tych niespełna 35 minut, to możemy wam tę rozmowę streścić w następujący sposób: Rasiak nie wypiera się tego zapisu. On nawet potwierdza, że coś takiego miało miejsce, ale się tłumaczy tym, że chciał posunąć przez to rozmowy do przodu, że to wszystko było dla dobra zawodnika, że i tak nie wziąłby tych pieniędzy, bo to nielegalne itp. itd. Gdzie logika? Jak zapis o prowizji dla niego miałby pomóc piłkarzowi lub sprawić, że negocjacje nabrałyby tempa? Nikogo te argumenty nie mogą przekonać dlatego tym bardziej nie dziwimy się, że sprawą zainteresował się PZPN.

Wszystko wskazuje na to, że Rasiak-menadżer będzie bardziej „memodajny” niż Rasiak-piłkarz. To co poczynia 40-latek wychodzi ze wszystkich ram, nie tylko logiki. Jak rozumiemy, że ktoś mógł się urodzić z drewnianymi nogami i nie należy się za bardzo z tego śmiać, tak nie rozumiemy, jak tu nie piętnować gościa, który idzie w zaparte mówiąc jedną głupotę po drugiej? Swoją drogą, trzeba mieć niesamowity upór, żeby po próbie zrobienia takiego „wałka” udzielić ponad półgodzinnego wywiadu, w którym kompromituje się każdą swoją wypowiedzią. Z drugiej jednak strony, menadżer w swoich piłkarskich czasach potrafił wyjść na boisko po kompromitujących występach, więc ten bezwstyd nie jest raczej nabytą cechą.