Atmosfera w mediach > gra na boisku

  • Redakcja

W ostatnich dniach wizerunek krakowskiego klubu ocieplił się na tyle, że głosy wsparcia zaczęły dochodzić z różnych stron polski, co nie jest normalne w naszych warunkach. Przyczyniły się do tego postacie, które od jakiegoś czasu „kręciły” się przy ul. Reymonta. Królewski, Wisłocki, Błaszczykowski, Stolarczyk – o tych osobach nie mogliśmy przeczytać ani jednego słowa krytyki. I słusznie. Nie dziwne, że spora część fanów piłki znad Wisły czekała jak nigdy na poniedziałek, żeby zobaczyć jak odradza się Biała Gwiazda na boisku. Jak odradza się Pesz… Dobra, nie będziemy przesadzać. W każdym razie, Górnik Zabrze pokazał Wiślakom, że na boisku nikt się przed nimi nie położy i żaden z przeciwników nie zamierza robić ukłonu w stronę Kuby, ułatwiając mu grę.

Tak jak wspominaliśmy, na ten mecz czekało sporo polskich fanów – nawet tych, którzy znajdowali się na innym kontynencie, przez co musieli stawać w środku nocy, aby ponownie zobaczyć Błaszczykowskiego w barwach Białej Gwiazdy w rozgrywkach Ekstraklasy.

Już od samej rozgrzewki wiedzieliśmy, że kibice spoza stolicy Małopolski nie będą oklaskiwać Kuby, jak chociażby robiono to na boiskach La Ligi w przypadku Andresa Iniesty podczas jego ostatnich meczów w brawach Blaugrany.

Czy należy się temu dziwić? Absolutnie. Błaszczykowski, grając we wczorajszym meczu ustanowił pewien precedens – żaden z piłkarzy, który miał okazję grać w finale Ligi Mistrzów później nie grał w naszych rozgrywkach. Co natomiast zaprezentowali kibice gospodarzy poza porcją gwizdów w stronę drużyny z Reymonta? M.in. taką oto oprawę.

„Nie rozumiem, dlaczego Ekstraklasa pozwala, by te rozgrywki stawały się jakimś forum służącym do wymiany poglądów i pozdrowień pomiędzy mniejszymi i większymi grupami przestępczymi lub ich fanami” – napisał na Twitterze Krzysztof Stanowski

Wróćmy jednak na boisko. Zdecydowana większość par oczu była skierowana w stronę wiadomo kogo.

Niektórzy zaczęli nawet wspominać ostatni występ Kuby w Ekstraklasie.

Wisła już na początku straciła bramkę, ale sędzia Przybył odgwizdał spalonego. W odpowiedzi na bramkę gospodarzy natarł Sławomir Peszko i oddał nawet celny strzał. Te wszystkie zdarzanie miały miejsce w pierwszych minutach. Wydawało się, że szykuje nam się meczycho.

Jednak po tym niesamowitym początku do głosu doszli gospodarze, a właściwe to Matras, który debiutował w barwach Górnika Zabrze.

Od razu po tym golu przypomnieliśmy sobie charakterystyczny dźwięk, który można usłyszeć tylko przy Roosvelta.

W związku z tym straconym golem, wszyscy zaczęli patrzeć na kapitana krakowskiej Wisły, już nie na jako wielkiego człowieka, ale jak na piłkarza, który musi odmienić losy meczu. Choćby w pojedynkę, tak jak w jego najlepszych latach…

Niestety dla niego i jego kibiców, Matras „ukąsił” po raz drugi.

Śmiało możemy powiedzieć, że to był dzień nowego nabytku gospodarzy. Kto by pomyślał, że akurat ten piłkarz przyćmi powrót Kuby do Ekstraklasy?

Niektórzy nawet zaczęli przekonywać, że strzelanie goli to nie jedyny talent tego zawodnika.

Pierwsza połowa była zdecydowanie toczona pod dyktando Górnika, ale to nie przeszkadzało niektórym widzom w oglądaniu tego widowiska.

Wiślacy ewidentnie nie dojechali z formą. Oczywiście, ma to związek z przygotawaniami, które były zaburzone przez sytuację panującą wewnątrz gabinetów przy ul. Reymonta 22 w Krakowie.

Pan Strejlau, jakbyśmy go nie lubili, to musimy przyznać, że wczoraj też nie był w formie.

Notorycznie mylił nazwisko sędziego i innych, aczkolwiek zdarzały mu się pewne przebłyski, które mogą się zdarzać tylko jemu.

Powyższy komentarz odwoływał się do sytuacji z drugiej połowy, gdzie Igor Angulo w przeciągu minuty nie potrafił wykorzystać dwóch sytuacji sam na sam z bramkarzem gości. Oto druga z nich.

Co prawda, nie widać tego na powyższym nagraniu, ale w wykończeniu sytuacji Baskowi przeszkodziła… kempka trawy. Mimo to, uważamy, że zawodnik tej klasy powinien wykorzystywać takie sytuacje z opaską na oczach.

Mecz dobiegł końca i Wisła miała sporo szczęścia, że mecz zakończył się na wyniku 2:0. Gospodarze powinni wygrać o wiele wyżej. Okazało się, że Sławomir Peszko póki co nic nie wniósł do drużyny. Wasilewskiemu zdarzyło się popełnić katastrofalny błąd, który powinien być wykorzystany przez Angulo, a Kubie nie udało się zrobić różnicy na boisku tak jak wielu od niego ocekiwało. Chociaż trzeba przyznać, że wymienieni zawodnicy Wisły byli w topce najszybszych piłkarzy na boisku…

Cóż, powrót Błaszczykowskiego do Ekstraklasy miał gorzki smak. Po meczu wraz z trenerem Stolarczykiem przekonywali, że drużyna znajduje się obecnie w przebudowie i ciężko się z nimi nie zgodzić, bo – oglądając ten mecz – miało się wrażenie, że Wisła Kraków A.D. 2019 nie jest jeszcze gotowym „produktem”.

Na końcu oddajmy jednak piłkarzom gospodarzy to co im się należy – drużyna Brosza zagrała świetne spotkanie. Oprócz wspomnianego strzelca dwóch goli, świetne zawody rozegrał przyszły zawodnik Fiorentiny, Szymon Żurkowski. Czy to oznacza, że Górnicy rozpoczęli drogę do swojej odbudowy? Możliwe. Na pewno cieszy również frekwencja na ich stadionie. Prawie 15 tysięcy kibiców w poniedziałek o 18. na meczu Ekstraklasy? Przyznajcie, że to nie zdarza się często (o ile w ogóle).