Sa Pinto nie chce odpowiadać na pytania… A czy to jest jego obowiązek?

  • Redakcja

Konferencje prasowe Legii Warszawa należą do jednej z najbardziej nieprzewidywalnych rzeczy na krajowej arenie piłkarskiej. To coś, co należy zawsze uważnie śledzić. Pamiętamy przecież słynną tyradę Aleksandara Vukovica w stronę jednego z dziennikarzy sportowych „Przeglądu Sportowego”, któremu zarzucano działanie na szkodę klubu z Łazienkowskiej. Do tradycji postanowił nawiązać wczoraj Ricardo Sa Pinto – obecny szkoleniowiec Wojskowych dość mocno odniósł się w stronę Izabeli Koprowiak, również dziennikarski „PS”, dając jej do zrozumienia, że nie zamierza odpowiadać na żadne z jej pytań. Środowisko kolegów zareagowało, lecz bardziej w sieci niż na miejscu, stanowczo potępiając Portugalczyka za tego rodzaju słowa. Czy powinniśmy być specjalnie oburzeni takim obrotem spraw?

Antypatie między dziennikarzami, a szkoleniowcami to historia długa, pełna niesamowitych przygód i wielkich emocji. Przypadków można wymieniać mnóstwo – najbardziej burzliwa historia dotyczy, prawdopodobnie Wysp Brytyjskich, gdzie jawnie nazywano przedstawicieli branży mediów sportowych brzydkimi słowami na k…, c…, czy ch… Co natomiast wydarzyło się na rzeczonej konferencji, że tak szeroko zostało to skomentowane? Oto relacja jednego z tam obecnych:

Odpowiedź Portugalczyka była bardzo ostra, dotyczyła szacunku do Legii Warszawa, więc nie ulega najmniejszej wątpliwości, że było to coś, co nie zdarza się zbyt często. Czy jednak w słowach Sa Pinto było cokolwiek obraźliwego? W warunkach obecnego funkcjonowania mistrza Polski dość jasnym jest, że nie każdy portal sportowy ma możliwość umówienia się na indywidualną rozmowę z trenerem czy zawodnikami. Pierwszeństwo zawsze miały media klubowe, a także związane niejako z jego funkcjonowaniem, a także największe ośrodki informacyjne w kraju. Gdy mniejszemu portalowi odmówi się szansy na rozmawianie z członkiem sztabu szkoleniowego i w zamian proponuje się wywiad z trenerem rezerw, po akceptacji pytań ze strony działu prasowego, nikt specjalnie się nie burzy. Tutaj natomiast złość jest teoretycznie uzasadniona, bo przecież została obrażona przedstawicielka najstarszego dziennika sportowego w Polsce. Czy jednak faktycznie jest się czym burzyć?

Każdy wybiera jakiś styl swojego funkcjonowania, który pozwala mu na przetrwanie w branży. Świetnie widać to, przy wspomnianych wcześniej, konferencjach reprezentacji Polski. Rzeczywiste problemy zaczęliśmy poznawać dopiero jakiś czas po mundialu, bo wcześniej trzeba było przecież zdobyć akredytację i relacjonować, co nieco, z Arłamowa. Jakiekolwiek głosy krytyki czy trudnych pytań wiązały się z automatycznym odcięciem od kadrowiczów, a to dla wielu funkcjonujących w masowej świadomości dziennikarzy cios nie do zniesienia. Wywiady z reprezentantami Polski to dla wielu dzisiaj marzenia, a utrata ich to ogromna strata dla jakości danego medium.

Jest jednak także druga strona medalu, którą mogliśmy dokładnie zobaczyć wczoraj. U każdego występuje bowiem pewna granica cierpliwości, a patrząc na osobę Ricardo Sa Pinto, jego wytrzymałość jest naprawdę cienka. W dobie niezwykle rozwiniętych mediów klubowych, które niemal same są w stanie zapewnić bieżące podtrzymywanie aktualności na temat danego klubu, powoli marginalnym mogą stawać się rozmowy dziennikarzy z trenerami. Bo w sumie: jaki to ma sens? Klub będzie żądał autoryzacji, a jak widać na przykładzie rozmowy Radosława Cierzniaka z Robertem Błońskim, jest nawet w stanie wymóc zmianę treści, co mogliśmy oglądać w tym oto przypadku. W takim razie możemy zacząć poważnie się zastanawiać: jaka jest jeszcze rola tego rodzaju mediów w dzisiejszym świecie?

Odpowiedź jest bardzo prosta: wszelkie kontrowersje, super nowinki czy tajemnice z życia szatni sprzedają się dzisiaj najlepiej. Najchętniej czytamy przecież o tej części życia, która nie jest widoczna dla przeciętnego czytelnika. Grę w ostatnim meczu, rozwiązania taktyczne trenera czy pojedyncze decyzje personalne: to jesteśmy w stanie zanalizować sami. Najbardziej intrygujące są wszystkie możliwe pikantne szczegóły i choć bardzo dobrze się one sprzedają, to w konsekwencji mogą doprowadzić do takiej reakcji, jaką wykazał Ricardo Sa Pinto.

Trochę smutne, że w przypadku wczorajszej konferencji prasowej sprawdziło się powiedzenie: „Kozak w necie, pi… w świecie”. Reakcje obronne słychać było dopiero na Twitterze, a koledzy Izabeli Koprowiak niespecjalnie ruszyli do tego, aby cokolwiek odpowiedzieć portugalskiemu szkoleniowcowi. Może dlatego, że większość z nich było na sponsorowanym wydarzeniu w Londynie… Nie ma co specjalnie burzyć się na zachowanie Ricardo Sa Pinto, bo przecież wykonywanie każdego zawodu związanego jest z ryzykiem – także takim, że jak kogoś kilkukrotnie skrytykujesz, on może nie mieć już cierpliwości z tobą rozmawiać. Bohaterce naszego tekstu pozostaje mieć nadzieję, że skoro z Sa Pinto taki tyran, to szybko zostanie on odsunięty od prowadzenia ekipy mistrza Polski. Wydaje się jednak, że nie wydarzy się to dość prędko…

W niedzielę (10 lutego) Wisła Płock podejmie na swoim boisku Legię Warszawa. Kursy forBET: 1 – 3.70, X – 3.60, 2 – 2.20.

Karol Czyżewski