Terminarz Speedway of Nations 2019 bublem

  • Redakcja

Narzekania na międzynarodowych, żużlowych szefów ciąg dalszy. Ostatnio mało przychylnym okiem spojrzeliśmy na plany Armando Castagni z FIM-u:

Armando, dajmy spokój Lidze Światowej

Dziś zamierzamy przeczołgać się nieco po nowo promowanym produkcie Międznarodowej Federacji Motocyklowej, czyli Speedway of Nations. Właśnie ogłoszono szczegółowy terminarz tych, zapoczątkowanych rok temu, zawodów. I tak, w pierwszym barażu w niemieckim Landshut oprócz gospodarzy wystartują Polacy, Włosi, Czesi, Słoweńcy, Szwedzi oraz Ukraińcy. W drugim zaś, w Manchesterze – poza Brytyjczykami – ujrzymy Australijczyków, Duńczyków, Amerykanów, Francuzów, Finów i Łotyszy.

Już na pierwszy rzut oka widać co najmniej dwie rzeczy. Po pierwsze, „polski” półfinał jest nieco słabiej obsadzony. Nasi zawodnicy nie powinni mieć jakichkolwiek problemów z awansem do finału. Po drugie, jakoś trudno pozbyć się wrażenia, że poszczególne drużyny narodowe zostały przydzielone do konkretnych turniejów z klucza geograficzno-kulturowego. Skoro zawody organizują sąsiedzi Polski, to muszą być tam Biało-Czerwoni i kilka innych narodów Słowiańskich; jeśli Wyspiarze, to proszę: mamy gości z antypodów, Stanów i Skandynawii.

Co jeszcze widać po samym terminarzu? Ewidentny „strzał w kolano”. Jak to możliwe, że dwa półfinały organizowane są w maju, zaś dwudniowy finał w rosyjskim Togliatti odbędzie się dopiero pod koniec lipca. Toż to dla kibica niezła udręka. Po majowych zawodach fani dawno zapomną, kto ma startować w mieście w obwodzie samarskim. Być może tak długa przerwa jest związana z rosyjską biurokracją i całym szeregiem problemów logistycznych, na jakie mogą natrafić organizatorzy. Doświadczenia toruńskiej firmy One Sport, promotora m.in. cyklu SEC są tu znamienne i chyba warto je sobie przypomnieć.

Generalnie rzecz biorąc, Niemcy i Rosja to dwa bardzo dobre kierunki rozwoju żużla. Tam speedway jest oglądany (Niemcy), tam są bardzo bogate tradycje, choć znacznie mniejsze zainteresowanie federacji i sponsorów (Rosja). Idzie teraz o to, by zwłaszcza w mieście, którego patronem jest włoski komunista Palmiro Togliatti, turniej przebiegł sprawnie, bez większych zgrzytów. Po ubiegłorocznych finałowych zawodach we Wrocławiu na naszych łamach skomentowaliśmy: „Według regulaminu to, co wydarzyło się na starcie do pierwszego biegu w piątek ma znaczenie w przedostatnim wyścigu w sobotę. Konkretniej: chodzi oczywiście o sytuację Patryka Dudka, nad którym przez niemal cały czas trwania zawodów wisiała groźba wykluczenia w każdym kolejnym starcie. A trochę ich było. Dudek, dotykając taśmy na początku piątkowych zawodów, dostał ostrzeżenie od sędziego, które uaktywniło się w… półfinale (!) całej imprezy. Osamotniony Maciej Janowski nie był w stanie zapewnić Polsce awansu do finału”. Regulamin jest zatem do zmiany.

Polacy, warning! – komentarz po Speedway of Nations

Do zmiany jest także sposób promowania tej imprezy. Akurat w Rosji może nie być tak wielkich problemów z frekwencją, jak na Nowym Olimpijskim we Wrocławiu. Czemu? Bo w Rosji podobnych, światowych zawodów jest w skali roku niewiele. Nie ma tam zagrożenia przesytem żużla. Oczywiście, wszystko mogą zniszczyć zbyt wysokie ceny wejściówek, ale oby tak się nie stało. I oby, przygotowanie tamtejszego toru sprzyjało promocji speedwaya. Tu jednak jesteśmy sceptyczni. Stadion w Togliatti jest co prawda efektowny, dość duży, ale niestety rzadko przeprowadzane są tam interesujące zawody. Czemu? Ze względu na specyficzny kąt nachylenia łuków, a właściwie jego brak. Wyprzedzanie po zewnętrznej na torze przystosowanym zimą do ice-speedwaya jest praktycznie niemożliwe. Szkoda, bo jest szansa, że na trybunach zasiądzie komplet 15 tys. widzów, a telewizja wszystko to ładnie, wizualnie opakuje.

Jacek Hafka