D. Szymański i P. Frankowski, decydując się na transfery, znikają z radaru Brzęczka?

  • Redakcja

Oby nie, bo obaj najprawdopodobniej zaliczą awans sportowy, przenosząc się z Ekstraklasy do ligi rosyjskiej (Szymański) i MLS-u (Frankowski).

Rada: jak już wyjechałeś, nie wracaj

W powyższym tekście pisaliśmy o powodach niektórych piłkarzy, dla których nie wracają do naszej rodzimej ligi. W przypadku Damiana Szymańskiego i Przemysława Frankowskiego wszystko będzie się zgadzać, gdyż:

– zarobią więcej, niż w Ekstraklasie
– mało kibiców z Polski będzie hejtować ich występy, gdyż mało jest u nas widzów MLS-u i rosyjskiej ligi
– będą rywalizować na wyższym poziomie, niż u nas w kraju

Mamy szczere nadzieje, że obaj nie znikną z pola widzenia Jerzego Brzęczka. Polski kibic może bagatelizować rozgrywki, w których teraz będą grać byli już zawodnicy Jagiellonii Białystok i Wisły Płock, ale absolutnie nie powinien tego robić selekcjoner naszej reprezentacji. Mamy wątpliwości czy Brzęczek będzie śledzić poczynania Przemysława Frankowskiego, bo z 23-latkiem nigdy nie pracował na co dzień w klubie. Inaczej ma się sprawa z Szymańskim, który był jednym z największych zaskoczeń pierwszych powołań obecnego selekcjonera kadry.

Ex-Nafciarz będzie grać w Achmacie Groźnym, 8. drużynie Priemjer Ligi. Wydaje się, że stolica Czeczeni nie jest zbyt atrakcyjnym miejscem. Myślimy jednak, że pensja Szymańskiego wynagrodzi mu ten dyskomfort. Aczkolwiek wcale nie musi mu tam być źle. Nawet pod względem sportowym. Niech za przykład piłkarzowi posłuży Maciej Rybus. Kiedy 6 lat temu przechodził z Legii do Tereka Groźny, również nie wróżono mu wielkiej kariery. Dziś Rybus w barwach Lokomotiwu Moskwa jest Mistrzem Rosji, uczestnikiem tegorocznej Ligi Mistrzów i jednym z głównych kandydatów do podstawowego składu reprezentacji. Dodatkowo ze stolicy Czeczeni pochodzi jego żona, z którą ma dziecko. Na tej podstawie sądzimy, że i życiowo można sobie poradzić w Groźnym, nie tracąc na piłkarskiej jakości.

View this post on Instagram

My Love❤️

A post shared by Лана👸🏻 (@___lanochka___) on

W przypadku Frankowskiego wystarczy spojrzeć z kim będzie musiał rywalizować na co dzień w barwach Chicago Fire. W MLS-ie jest pełno zawodników, którzy mają już swój europejski prime dawno za sobą, ale swoim doświadczeniem mogą sporo nauczyć skrzydłowego. Np. taki Bastian Schweinsteiger, z którym na co dzień Frankowski będzie dzielić szatnie. Nie mówiąc już o tym, że intesywność, z którą gra się w MLS-ie jest nieporównywalnie większa, niż w Ekstraklasie.

Mamy nadzieje, że Jerzy Brzęczek nie jest na tyle nierozsądny, aby skreślić oba nazwiska. Oczywiście, dobrze by było gdyby Szymański i Frankowski grali w swoich nowych zespołach. Bo jeśli obaj nie będą występować, to raczej nie radzilibyśmy wysyłać im powołań.