Czy Gmoch ze Strejlauem w końcu się pogodzą?

  • Redakcja

Od razu zaznaczymy, że będzie ciężko z odpowiedzią na te pytanie. Aczkolwiek, jakbyśmy mieli stawiać na to pieniądze, to postawilibyśmy, że obaj panowie się nie pogodzą. Dlaczego? O tym poniżej.

Panowie, nawet gdy współpracowali w kadrze trenera Górskiego, rywalizowali ze sobą. Rywalizacja ta ciągnęła się i w późniejszych latach, kiedy obaj byli w Grecji czy w czasie, kiedy obaj zasiadali w studiu w roli ekspertów. Panowie Strejlau i Gmoch mają odmienne style przekazywania swoich racji, toteż każdy z nich trafia do innego typu osobowości. W 2018 roku ich rywalizacja przeszła na nowy grunt. Grunt wydawniczy. Obaj są bohaterami wywiadów-rzek, które z nimi przeprowadzono i obaj je wydali w ubiegłym roku. Nie zdziwilibyśmy się gdyby pytali zorientowanych osób o wyniki sprzedaży obu dzieł.

Wspomnijmy jednak o tym co spowodowało, że ich konflikt zaszedł na tyle daleko, że obaj Panowie wyraźnie nie chcą mieć ze sobą do czynienia. Tyczy się to wywiadu Jacka Gmocha w „Przeglądzie Sportowym” z 2010 roku, w którym były trener Panathinaikosu Ateny podważał rolę trenera Górskiego i Strejlaua, insynując, że ten pierwszy nadużywał alkoholu. Po tym został wystosowany list otwarty na łamach tej samej gazety, pod którym podpisali się: Władysław Żmuda, Andrzej Szarmach, Jan Tomaszewski, Włodzimierz Lubański, Antoni Szymanowski, Lesław Ćmikiewicz, Marek Kusto, Kazimierz Kmiecik, Jerzy Kraska i Jan Domarski. Niezły zestaw, co? Poniżej zobaczycie, jak odnieśli się do niektórych wypowiedzi Gmocha.

Gmoch w PS: „(…) prawda jest taka, że to ja z matematykiem oraz informatykiem stworzyłem wtedy koncepcję rozwoju polskiej piłki i to jej zawdzięczamy wszystkie sukcesy w latach 1972-1986”

Strejalu i spółka w PS: „Nieprawda! A skandaliczność tej samooceny polega między innymi na tym, że Gmoch, mając niespotykany u innych selekcjonerów komfort przygotowań i poparcie najwyższych władz państwowych, z teoretycznie mocniejszą kadrą zawodniczą, nie potrafił na mistrzostwach świata zdobyć tego, co w 1974 trener Kazimierz Górski i w 1982 roku Antoni Piechniczek”

Gmoch w PS: „To ja naprawdę byłem drugim trenerem w 1974 r., bo ten formalnie drugi (Andrzej Strejlau – red.) był tam tylko fasadą”

Strejlau i spółka w PS: „Gmoch nie krył swej niechęci do Strejlaua, obraża go, jak widać, do dziś. To dlaczego „na pięć minut” przed wyjazdem na mistrzostwa świata do Argentyny zwrócił się z do szefów Legii Warszawa z błagalną prośbą o pozwolenie na udział jej trenera w sztabie mundialowym? A trenerem tym był właśnie Andrzej Strejlau…”

Krwistych wypowiedzi było o wiele więcej, ale nie chcemy przepisywać obu tekstów. Możemy za to was do nich odesłać. TU znajdziecie wywiad Gmocha, a TU list otwarty Orłów Górskiego. W każdym razie, po tym zdarzeniu Pan Strejlau oznajmił, że już więcej nie poda ręki Panu Gmochowi. Ten drugi za to zaczął domagać się o przyniesienie zaświadczenia Strejlaua z IPN-u, które potwierdzałoby, że nie współpracował z władzą w trakcie poprzedniego ustroju. Okazuje się, że obecnego eksperta Eurosportu można znaleźć na popularnej liście Wildsteina. W „On, Strejlau” (wyd. SQN) na pytanie Jerzego Chromika, jak znalazł się na tej liście odpowiedział:

„Jak wielu innych – przypadkowo. Były na niej nawet sprzątaczki z MSW (…) Wyjaśniłem to dokładniej na łamach <<Gazety Polskiej>>”.

Aby zakończyć wątek IPN, tak w magazynie „Wprost” swoją obecność na słynnej liście tłumaczył Strejlau:

„To z całą pewnością ja. Nie współpracowałem jednak z SB, nikt mnie też do tego nie namawiał. Ostrzegano mnie tylko, bym uważał na swoje zachowanie, bo mogą mnie zniszczyć. 1 stycznia 1964 r. wspólnie z Kazimierzem Górskim zaczęliśmy pracować w Gwardii Warszawa [był to klub milicyjny]. Z całą pewnością byłem prowadzony: przez 9 miesięcy jako zawodnik brałem pensję w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. We wrześniu wróciłem na uczelnię. Potem byłem jeszcze w Legii, a ten klub był z kolei prowadzony przez wojsko. Wydaje mi się, że teczki mogą mieć wszyscy, którzy pracowali w klubach resortowych. Wystąpię do IPN, by sprawdzić, co się w teczce znajduje”.

Te tłumaczenia jednak nie usatysfakcjonowały Gmocha. On jednak stara się nawet nie wymieniać nazwiska swojego byłego kolegi. W jego książce ponoć tylko dwa razy pojawiło się nazwisko „Strejlau”. Cóż, w książce napisanej przez Chromika o wiele częściej padają zapytania o Gmocha. Co ciekawe, wspomniany dziennikarz nie ukrywa, że pragnie, aby obaj się pogodzili. Jerzy Chormik ma do tego narzędzia, gdyż zna doskonale obie skłócone strony. Dzisiaj np. z okazji 80. urodzin Jacka Gmocha ukazał się wywiad Chromika z jubilatem (do przeczytania TU). Jednak na pytanie o ewentualną chęć zakopania toporu wojennego, Gmoch odpowiada:

„Coś ci powiem. Ja już na ten temat nie mam nic do dodania. Tyle razy o tym rozmawialiśmy…”  i ” Wiesz co? Nie chciałbym spłycić odpowiedzi ani nikogo obrazić. To wszystko już było i się skończyło” (źr. TVPSport.pl)

Cóż, z powyższych wypowiedzi jasno wynika, że obu Panom jest daleko do jakiegokolwiek porozumienia. A szkoda…