Armando, dajmy spokój Lidze Światowej

  • Redakcja

Dyrektor Komisji Wyścigów Torowych Międzynarodowej Federacji Motocyklowej FIM Armando Castagna lubi zaskakiwać. W ostatnim czasie Włoch wyznał portalowi speedweek.de, że nadal myśli nad wskrzeszeniem żużlowej Ligi Światowej. My jednak, w kulturalnych słowach, pytamy: po co?

Czym w ogóle był (bo zdążył upaść) projekt FIM-u oraz firmy Team Player Management? Liga Światowa, a więc mówiąc po międzynarodowemu: FIM World Speedway League (WSL) to twór, który zastąpił rozgrywany w latach 1998-2011 Klubowy Puchar Europy. Celem było zorganizowanie turnieju, w którym uczestniczą najlepsze kluby z najlepszych lig żużlowych świata. Zaraz, zaraz – świata? Żużlowy świat, niestety, w większości ogranicza się jedynie do Starego Kontynentu. To najlepiej obrazuje, jak jest wąski.

W pierwszej edycji imprezy (w 2014 r), pod auspicjami FIM i promowanej przez polską firmę, zwyciężył mistrz Szwecji Piraterna Motala. „Piraci” w Zielonej Górze mieli najbardziej wyrównany skład. No właśnie – skład. Zestawienia personalne pozostałych dwóch ekip (z Anglii i Danii) – nie licząc miejscowego Falubazu – były raczej kombinowane. Powód tego stanu rzeczy jest oczywisty: żużlowców jest w skali sportowego świata niewielu, a ci co jeżdżą, pracują u kilku pracodawców. Niektórzy, biorąc udział w klubowych zawodach o międzynarodowym zasięgu, muszą wybierać między zespołami, bo na co dzień reprezentują np. i drużynę mistrza Polski i mistrza Szwecji. Pierwsza edycja odbyła się, na trybunach w połowie października zasiadło jakieś 5 tys. kibiców, co było całkiem przyzwoitym wynikiem.

W drugiej odsłonie, tym razem w nieodległym Gorzowie Wielkopolskim i na początku sezonu 2015 znowu triumfował zespół ze Szwecji, Elit Vetlanda. Frekwencja była jeszcze lepsza, zawody transmitowała stacja TVP Sport. „O przyszłości WSL, jak to się wszystko rozwinie, rozmawialiśmy zaraz po zawodach w Gorzowie. Wierzymy w to, że w przyszłym roku będą już cztery imprezy. Wiemy, że damy radę zrobić z tego fajną inicjatywę” – powiedział (sportowefakty.wp.pl) promotor zawodów Sławomir Gębka. I co wyszło? „Wielkie gołe de”, by zacytować pewien zespół muzyczny. Planowana w 2016 jedna edycja w niemieckim Wolfslake w ogóle nie doszła do skutku! Okazało się, i to na trzy dni przed startem (!), że stadion niedaleko Berlina nie spełnia FIM-owskich wymogów… Co za poruta. A miało być tak pięknie, w planach przewidywano m.in. zawody w Katarze, finał z wielką pompą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, czego tam wówczas nie naobiecywano… I teraz na to wszystko, jak gdyby nigdy nic żenującego się nie stało, wchodzi pan Castagna i tako rzecze:

Negocjuję z nowym promotorem, być może wznowimy ligę na podobnych zasadach. Kiedy to nastąpi – nie wiem, ale nadal wierzę w ten produkt. Obecnie rozgrywki ligowe prowadzone są w ośmiu krajach na świecie. Poza dużymi ligami w Polsce, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Danii, jest ona też w Rosji, Niemczech, Czechach i we Francji. To powinno znacznie ułatwić organizację Ligi Światowej. Ona ciągle funkcjonuje w naszym regulaminie” (speedweek.de).

Panie Castagna i wszyscy w FIM-ie zainteresowani dalszym pompowaniem trupa spod znaku WSL: dajcie już spokój. Już to wszystko my, kibice żużla, przerabialiśmy. Te wszystkie sny o potędze, bajanie w dubajskich obłokach, gadki o światowej promocji żużla. Zlitujcie się. I przypatrzcie się takim zawodom, jak Speedway of Nations, bo tam pod kątem organizacji sporo jest do poprawy. Zejdźcie wreszcie na ziemię.

Jacek Hafka