Bożydar Iwanow: Czekać czy nie czekać?

  • Redakcja

Poruszony przez mnie na stronie polsatsport.pl temat próby wyciągnięcia z pierwszoligowej Bytovii za niewielką kwotę (ze względu na kończący się 30 czerwca kontrakt) utalentowanego Juliusza Letniowskiego w końcu dobiegł końca. Pomocnik jest już piłkarzem Lecha, klub z Kaszub dostał 300 tysięcy złotych plus juniora Łukasza Norkowskiego.  Nie wracając już do pozostawiającej wiele do życzenia formy załatwiania całej tej transakcji chciałbym spojrzeć na ten problem z nieco innej perspektywy, choć posiłkując się właśnie tym przypadkiem.

Letniowski trafił latem do Bytowa z trzecioligowego Bałtyku. Czyli de facto z czwartego poziomu rozgrywek. Zagrał świetną rundę, to fakt, bo siedem goli popartych trzema asystami robi wrażenie. Ale to ciągle jest jedna runda. W meczu z ekstraklasowym Śląskiem Wrocław w Pucharze Polski w pierwszej części błyszczał. Ale to ciągle tylko jedna połowa. W drugiej był już w zasadzie niewidoczny.

Doskonale rozumiem młodego chłopaka, że oferta od jednego z największych polskich klubów może zawrócić w głowie. Że „Kolejorz”, Bułgarska, były selekcjoner Adam Nawałka i – nie ukrywajmy – niewyobrażalne jak na chłopaka, który niedawno biegał na boiskach w Przodkowie czy Gryfinie, uposażenie. Pytanie jednak czy taki skok nie jest wykonywany za szybko? Jakie ma gwarancje na granie i zaaklimatyzowanie się w szatni z Gytkjaerem, Trałką czy Vujadinovićem? Lech nie boi się stawiać na młodych chłopaków, nikomu szans nie odbieram, ale ryzyko jest jednak dość duże. Jakub Piątek, jego rówieśnik z GKS-u Tychy, któremu zadałem nie tak dawno pytanie, czy nie „grzeją” go zapytania z Ekstraklasy, mówi dość rozsądnie: to nie pora, by po jednej dobrej rundzie podejmować taką decyzję.

Od lat patrzę na ligę holenderską, a w szczególności na Ajax Amsterdam i widzę, że tamtejsze mega-talenty nie spieszą się z wyjazdem do Anglii, Hiszpanii czy Niemiec – inna sprawa, że także ich macierzysty klub czeka na ich dalszy rozwój i podbicie ceny. Taki Hakim Ziyech już dawno mógłby grać w Premier League. A Mathijs De Ligt, Frenkie De Jong czy jeszcze paru innych? A Davy Klaassen? Reprezentant Holandii po czwartym sezonie liderowania Ajaksowi i strzeleniu w ostatnich rozgrywkach w roli pomocnika 14 goli odbił się „od ściany” w Evertonie i odnalazł dopiero w Bremie. Mówimy oczywiście o innym poziomie, musimy zachować proporcje, ale przecież ciągle chodzi o ten sam problem.

Nie zamierzam nie wierzyć Nawałce, że nie postawi na niego tak samo jak na Arkadiusza Milika w Zabrzu. Ale po pierwsze: Górnik nie grał o mistrza, po drugie Arek nie miał w ekipie z Górnego Śląska aż tak dużej konkurencji, z jaką spotka się Julek. Zresztą sam Milik też za szybko wyjechał do za mocnego klubu i za mocnej ligi czyli do Bayeru Leverkusen w Bundeslidze. I trafił do Neapolu bo znalazł właściwe miejsce w Ajaksie. Autentycznie byłoby mi żal tego chłopaka, jeśli po transferze straci regularne granie na wiosnę. Bo przecież to w tym wieku jest najbardziej istotna sprawa.

„Anyway”, jak mówi młodzież, życzę zarówno Lechowi jak i Letniowskiemu żeby obie strony były zadowolone z tego ruchu. Bo zawsze cieszę się, jak w polskich czołowych klubach grają młodzi Polacy. A za dużo ich nie mamy. Sebastian Szymański, Radosław Majecki, Robert Gumny, Kamil Jóźwiak, Sebastian Walukiewicz czy ostatnio w Lechii Tomasz Makowski. Ale – i tu znów „polecę” slangiem – szału w tej kwestii nie ma.