Panie Floyd, milczenie jest złotem

  • Redakcja

„Czy trenowałem do tej walki? Nie. Byłem na sali dosłownie kilka razy, żeby się poruszać, ale to nie były przygotowania. Mówiłem, że trzy rundy jestem w stanie zrobić przez sen.”

To słowa najlepszego pięściarza na świecie w XXI wieku, a – kto wie – może i w ogóle w historii tej dyscypliny sportu. Floyd Mayweather Jr wygrał w poniedziałek podczas gali organizowanej przez Rizin już w pierwszej rundzie nokautując japońskiego samuraja i jednego z ulubieńców lokalnej publiczności, Tenshina Nasukawę. Później jednak stało najgorsze – Amerykanin wziął do ręki mikrofon i zaczął przemawiać.

Nie do końca rozumieliśmy, w jakim celu Floyd będzie toczył ten pojedynek. Wiedzieliśmy oczywiście, że pewnie kieruje się tylko względami finansowymi, bo przydomek „Money” nie wziął się znikąd, a palący w kominku dolarami pięściarz jest w stanie zrobić wiele, żeby podreperować swój stan konta. Był moment, w którym nawet pewne racjonalnie brzmiące argumenty zaczęły do nas trafiać i walkę Mayweathera w Japonii zaczęliśmy rozumieć – wizerunkowo dla Rizin to strzał w dziesiątkę, marketingowo znakomita promocja, pojedynek pokazowy nie niesie ze sobą żadnego zagrożenia, a mimo wszystko będzie budził ogromne zainteresowanie ostatniego dnia roku. Floyd natomiast dorobi sobie do sportowej emerytury korzystając z tego, że jest byłym znakomitym sportowcem i niepokonanym pięściarzem.

Argument hejterów, że Floyd się sprzedał? Sorry, do nas to nie trafia. W Ameryce pięściarze sprzedają zdjęcia ze swoim autografem i nikt nie robi z tego żadnego problemu. Wszystko na pozór wydawało się dziwne, ale mieściło się w granicach naszej wyobraźni.

Taki obrazek po walce pojawia się w internecie bardzo często

Potem jednak Mayweather wyszedł do ringu. Wyraźnie obojętny na to, co dzieje się wokół niego. Dla większości kibiców zgromadzonych w hali było to wielkie wydarzenie – zobaczyć króla boksu między linami. Ten natomiast szyderczko uśmiechał się i pokazywał, że gala nic dla niego nie znaczy. Na jego twarzy nie było widać nawet przez sekundę, że cieszy się z tego, że jest w Japonii i bierze udział w tym przedsięwzięciu. W przeciwnym narożniku wyraźnie zmotywowany chłopak, który staje przed życiową szansą towarzyskiej potyczki z legendą, która ma to kompletnie w nosie.

Postawa w ringu, poza aspektem czysto sportowym, znowu – nie tak to chyba powinno wyglądać. Mieliśmy wrażenie, że oglądamy grę w piłkę na podwórku ojca z synem. Smyk cieszy się, że może pokopać trochę z tatą, ten natomiast patrzy ostentacyjnie na zegarek i chce, żeby wcześniej umówione pół godziny jak najszybciej minęło i mógł powrócić do swoich zajęć.

Cieszę się, że mogłem wejść między liny i trochę się poruszać. Myślę, że zrobiliśmy widowisko, a tego od nas oczekiwano. Boks jest zapisany w moim DNA, ja nigdy nie zapomnę, jak się boksuje.

To kolejna z wypowiedzi Floyda, której udzielił tuż po walce. Najpierw „Money” pochwalił się, że nie musiał trenować prze walką z Nasukawą, mógłby walczyć z nim przez sen, teraz cieszy się, że mógł się chwilę poruszać i spalić świąteczne kalorie po objadaniu się makowcem i barszczem z uszkami. Coś nam tu nie pasuje…

Nie pasuje, bo od wielkich mistrzów zawsze wymagamy więcej. Wymagamy mistrzowskiej postawy. Elegancji, szyku, zważania na słowa. Chcemy, aby ci najlepsi byli wizytówką swojej dyscypliny oraz żeby stanowili wzór dla młodych. Chcemy, by Adam Małysz był cały czas taki sam i nigdy nie mówił przed kamerami, że dziś może wszystkich traktować z góry, bo jest spełnionym człowiekiem. Wolimy słuchać Tomasza Adamka, który mówi po raz któryś w wywiadzie, że Pan Bóg pomógł mu wejść na szczyt niż wymądrzania się, że gdyby nie on, to polski boks zawodowy w ogóle by nie istniał. Nie chcielibyśmy, aby Tomasz Majewski źle traktował młodych lekkolatletów wypominając im, że zacznie być dla nich w porzątku dopiero wtedy, gdy zdobędą dwa złote medale olimpijskie i będą mieli się czym pochwalić.

Takiej postawy sportowców potrzebujemy, tego samego oczekiwalibyśmy od Floyda. Wydaje nam się, że dużo fajniej brzmiałyby powtarzane w sposób nieszczery durne frazery niż taki stosunek do federacji, która pozwoliła zarobić mu pieniądze. Z tego, co się domyślamy – niemałe pieniądze.