Bożydar Iwanow: Do siego roku! Będzie lepszy!

  • Redakcja

Wszyscy jesteście pewnie w szampańskim nastroju i szykujecie się na pożegnanie roku. Ja, przyznam szczerze, od dłuższego czasu nie traktuje tego dnia jakoś specjalnie wyjątkowo. Bo to mit, że w życiu dziś się coś kończy, a jutro zaczyna. Tylko teoretycznie. I kalendarzowo. Ani ja nie będę jutro zdrowszy czy bardziej szczęśliwy. W związku z tym, że nie piję alkoholu, wstanę wcześnie, bez bólu głowy, suchości w ustach i jeśli pogoda pozwoli pójdę delikatnie pobiegać. Mimo, że bożonarodzeniowe święta aż tak bardzo „wagowo” nie dały mi się we znaki…

Oczywiście ten czas to już tradycyjnie okazja do podsumowań i prognoz. Analizujemy minione dwanaście miesięcy i snujemy plany. Jeśli chodzi o polską piłkę to wiadomo: wszyscy uważamy, że był to najgorszy rok od wielu lat. Ale być może poznaliście już moje podejście. Ani nie popadam w nadmierny zachwyt jak wygrywamy ani też nie rozdzieram szat, gdy jest klapa. Emocje należy zachować z boku. Potrzebna jest rozsądna analiza.

Gdy podczas letnich Mistrzostw Świata w Rosji spotykałem się z kibicami podczas kilku eventów, gdzie wspólnie oglądaliśmy grupowe zmagania polskiej reprezentacji, sporo osób było zdziwionych, iż otwarcie mówiłem, że szanse na wyjście  grupy są niewielkie. Dochodziły mnie też głosy, że brakuje mi patriotycznej postawy, choć przecież nie chodziło tu o to, że źle życzyłem drużynie Adama Nawałki. Obejrzałem jednak na żywo wszystkie towarzyskie przed-mundialowe spotkania. Gołym okiem było widać, że nie jest już ta sama ekipa, która tak solidnie zaprezentowała się na EURO 2016. Poza tym Senegal, Kolumbia czy nawet Japonia nie jawiły się jako zespoły słabsze od Ukrainy czy Irlandii Północnej, które stanęły na naszej drodze na francuskich boiskach. Dziwiła mnie też nadmierna krytyka Adama Nawałki, że przez kilka miesięcy starał się przestawić drużynę na grę innym systemem z trzema środkowymi obrońcami. Czasu przeznaczył na to dużo, chciał, aby zespół był mniej przewidywalny i – choć operacja się nie udała – trudno mieć do niego pretensje, że szukał innego rozwiązania. To nie jest też jego wina, że kontuzji doznał Kamil Glik, że Arkadiusz Milik był po dwóch groźnych kontuzjach, Piotr Zieliński znów nie udźwignął ciężaru oczekiwań, a Robert Lewandowski nie miał za sobą Thiago Alcantary, Jamesa Rodrigueza czy Thomasa Mullera, a z boku nie dogrywali mu piłek skrzydłowi o klasie Francka Ribery’ego czy Arjena Robbena.

To nie był dobry rok dla reprezentacji Polski i naszej piłki klubowej…

Polskie kluby w europejskich pucharach? A na co liczyliście, skoro przed rokiem Legia „rozjechała” się na kazachskiej Astanie czy mołdawskim Sheriffie, Lech nie dał rady przeciętnemu Utrechtowi z Holandii, Arka duńskiemu Midtyjland, a Jagiellonia azerskiej Quabali? Wstydliwa była oczywiście wpadka Legii z Dudelange, ale wkrótce też nabraliśmy do niej dystansu. Bo klubik z Luksemburga ograł potem niezłe rumuńskie Cluj i a grupie Ligi Europy napsuł sporo krwi Milanowi. A średnie belgijskie zespoły bez większego trudu pokazały miejsce w szeregu „Jadze” i „Kolejorzowi”. Bo mają lepszych piłkarzy. W piłce zdarzają się niespodzianki i nie zawsze wygrywa lepszy, ale nie tym razem. Sorry, taki mamy futbolowy klimat.

Jednak i tak mieliśmy przyjemne momenty. Awans reprezentacji U21 do finałów Mistrzostw Europy trzeba docenić, bo poza siatkarzami żadna polska reprezentacja nie jest w stanie osiągnąć ostatnio żadnego dobrego wyniku. Nawet piłkarze ręczni. Odradza się męska koszykówka, która może po … ponad 50 latach zagrać na Mistrzostwach Świata. Ale trzeba jeszcze postawić kropkę nad „i”. A w sporcie – jak wiemy – różnie bywa. Ale i tak najważniejszą – prawdopodobnie – godziną dla naszego futbolu była 12 w Dublinie, 2-go grudnia. Fakt wylosowania w eliminacjach EURO 2020 Austrii, Izraela, Słowenii, Macedonii i Łotwy, zamiast np. Niemców, Serbów, Turcji czy Czarnogóry przyjmuje jako dar od niebios. I polska piłka powinna im za to dziękować.

I także dlatego jestem spokojny. Bo będę teraz, nie tylko ze względu na ostatni dzień roku, wyjątkowo optymistyczny. Już wiosną ekipa Jerzego Brzęczka zdobędzie w kwalifikacjach taką liczbę punktów, która wszystkich będzie satysfakcjonować. I ten nadchodzący rok na sto procent będzie lepszy od poprzedniego. Nie tylko dlatego, że gorszy po prostu … być nie może.

Wszystkiego Najlepszego, bawcie się rozsądnie i do zobaczenia!