Będą powody do zadowolenia? Na razie jest ponad 10 mln zł długu

  • Redakcja

Mirosław Minkina pod koniec listopada bieżącego roku został wybrany nowym prezesem Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. I od razu były wiceprezes ma niemałe problemy do rozwiązania, o których zresztą już na naszych łamach pisaliśmy:

Symboliczna dziura w polskim lodowisku

Według najnowszych, choć nieoficjalnych danych dług PZHL względem różnych podmiotów wynosi 15 mln złotych. Prezes mówi o  11-12 mln. Sporo. Ale nie ma się co dziwić, skoro zaległości narosły latami, choć – znowu: według Minkiny – dług nie dotyczy wydatków bieżących. 500 tys. złotych to z kolei kwota, o jaką wyciągają ręce zawodnicy reprezentacji Polski z tytułu przyjazdów na zgrupowania, zdaniem prezesa bezpodstawnie. Oczywiście inaczej sprawę widzą sami kadrowicze np. Damian Kapica wprost zarzucił działaczowi kłamstwo. „Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Podstawową sprawą jest prowadzenie właściwej rachunkowości. Nie masz pieniędzy, to ich nie wydajesz. I ciągle liczysz, nie przewidując akcji, na które cię nie stać. (…) Aktualnie, mamy – biorąc pod uwagę te 0,5 mln zł oraz cięcia kadrowe w centrali – jakieś 1,5 mln zł oszczędności rocznie. Udało mi się pozakręcać te kurki z przepływem pieniędzy, które mogłem” – zaznaczył prezes Minkina w szeroko komentowanej w środowisku rozmowie z „Faktami RMF”:

Ciekawe, czy ten krok w dobrą stronę przejrzystości finansowej uda się utrzymać? Miejmy nadzieję, bo hokej to wyjątkowo widowiskowa dyscyplina sportu. Ostatnio, na poziomie reprezentacyjnym, mogli się o tym przekonać kibice w Tychach, gdzie odbyły się Mistrzostwa Świata do lat 20. Dywizji 1B. Jak wypadli Polacy? Zajęli drugie miejsce. „Wygraliśmy z Ukrainą, która była od nas lepsza, a przegraliśmy ze Słowenią, w meczu, w którym to my byliśmy lepsi. Uważam, że w ciągu minionych dwóch lat ci chłopcy zrobili postęp i na turnieju wspięli się na wyżyny. Osiągnęliśmy maksimum tego, co mogliśmy zrobić” – powiedział trener Piotr Sarnik, którego podopieczny Olaf Bizacki został wybranym najlepszym defensywnym zawodnikiem imprezy. Imprezy, która co warto podkreślić była sprawnie przeprowadzona, bez większych zgrzytów.

Takim „zgrzytem”, tyle, że sportowym była wczorajsza przegrana 3 do 4 Tauronu KH GKS Katowice  z ekipą MH Automatyką Gdańsk. Tym samym katowiczanie ulegli po raz pierwszy od, uwaga, 22 meczów. Być może pewnym aspektem stojącym za tą porażką była nieobecność trenera GKS-u Toma Coolena. Czy wynikała ona z jakichś zaległości finansowych? Bynajmniej. Kanadyjczyk – o czym zapewniają w klubie – miał już wcześniej zaplanowany wyjazd do swojej ojczyzny na święta.

Coolen wróci do Polski już w 2019 roku, a więc także po rywalizacji w ramach Pucharu Polski. Te starcia w dniach 27-28 grudnia pokaże na żywo TVP Sport. Stacja zapowiedziała także, że na jej antenę wróci Polska Hokej Liga. I oby to był początek nowego rozdziału w rodzimym hokeju, choć bez rozwiązanej sytuacji z kadrowiczami nie będzie to łatwe.