Czy środa, czy niedziela, Lewandowski gole strzela!

  • Redakcja

Dwa gole we wczorajszym meczu Ajax – Bayern Roberta Lewandowskiego pozwoliły kapitanowi reprezentacji Polski wskoczyć na miejsce lidera klasyfikacji strzelców fazy grupowej Ligi Mistrzów. Dzięki tym trafieniom nasz rodak został 9. strzelcem w historii Champions League, doskakując do Henrika Larssona oraz Thierry’ego Henry’ego z wynikiem 59. bramek. Droga „Lewego” była niezwykle wyboista: od chęci transferu do Realu i małego buntu w Bayernie, poprzez gorszą formę klubu do obecnego stanu rzeczy, gdzie jest on na ustach wszystkich. Jak należy zatem podsumować miniony rok w wykonaniu byłego gracza Borussii? 

Patrząc na suche liczby, Lewandowskiego znajdziemy na najniższym stopniu podium. Gdy chodzi bowiem o sumę goli zdobytych w 2018 roku ustępuje on jedynie Cristiano Ronaldo oraz Lionelowi Messowi: z 45 golami w 54 meczach (licząc klub oraz kadrę) wyprzedził on, między innymi: Mohameda Salaha, Harry’ego Kane’a czy Edinsona Cavaniego. W normalnych warunkach to prawdopodobnie wystarczyłoby, aby uznać naszego kapitana za gracza światowego formatu. Pojawią się tutaj, natomiast, pewien problem. Polskich kibiców niespecjalnie obchodzą bowiem gole strzelane dla klubu, gdyż liczą, że Lewandowski będzie niemal w pojedynkę gwarantować nam wygrane w meczach międzynarodowych. Bo skoro potrafi seryjnie strzelać dla Bayernu, to dlaczego nie potrafi przełożyć tego na mecze z „orzełkiem” na piersi? Takie myślenie jest bardzo powierzchowne i w dyskusji o grze drużyny narodowej należy wyróżnić dwa etapy.

1. Szczyt formy kadry Nawałki

2. Zmierzch kadry Nawałki i nowy rozdział w wykonaniu Jerzego Brzęczka

Podczas pierwszego etapu Lewandowski był niekwestionowanym królem naszej reprezentacji, co udowodnił zdobywając 16 goli w eliminacjach do mundialu w Rosji, dzięki czemu wyprzedził samego Cristiano Ronaldo. Atmosfera wokół naszej kadry była o wiele bardziej pozytywna, a kluczowi zawodnicy znajdowali się z zdecydowanie lepszej formie. Popularny „Lewy” miał wsparcie ze strony Kamila Grosickiego, Jakuba Błaszczykowskiego czy Łukasza Piszczka – każdy ze wspomnianych zawodników dawał odpowiednią jakość na swojej pozycji. Praktycznie wszyscy żyliśmy nadchodzącym mundialem w Rosji i liczyliśmy, że tym razem uda nam się wyjść z grupy. Były to trochę marzenia bazujące bardziej na Euro 2016, aniżeli obecnej formie, niemniej nadzieje były ogromne, co doskonale obrazowało zainteresowanie zgrupowaniem przed MŚ w Arłamowie. Co wydarzyło się dalej? Musimy przejść do drugiego punktu…

Niestrzelenie gola na mundialu przez kapitana i fatalne trzy mecze w fazie grupowej: akcje naszej reprezentacji zaczęły automatycznie spadać, co nieodłącznie wiązało się ze spadkiem uwielbienia dla Roberta Lewandowskiego. Wszyscy oczekiwali bowiem, że „Lewy” niczym Ronaldo czy Messi podczas najlepszych akcji weźmie piłkę, okiwa 10 zawodników, położy bramkarza i w każdym meczu zapewni nam wygraną. I choć możemy tutaj mówić tylko o nastrojach kibiców, nie ulega wątpliwości, że tak nieudana gra na MŚ nieco wpłynęła na notowania Lewandowskiego na rynku transferowym. O wiele lepiej sprzedałby się przecież zawodnik wracający z tego pokroju turnieju notując na swoim koncie liczbę chociaż kilku trafień. Nasz napastnik był natomiast tylko i wyłącznie cieniem samego siebie, co na pewno nie pomogło w negocjacjach ewentualnego transferu do Madrytu. Czy z perspektywy czasu jest czego żałować?

Bayern i Real łączy w tym sezonie jedno – obie ekipy zaczęły sezon poniżej własnego poziomu, lecz z czasem nieco wyszły na prostą. Trzeba zaś jasno stwierdzić, że posiadanie odpowiednio pięciu oraz dziewięciu punktów straty do litera przez Królewskich oraz Bawarczyków jest sytuacją dość niecodzienną, bo raczej przyzwyczaili oni swoich fanów do o wiele lepszej dyspozycji i walki o najwyższe cele. Ten obraz nieco poprawia Champions League, gdyż obydwu drużynom udało się wyjść z pierwszego miejsca w swoich grupach – trzeba jednak zauważyć, że raczej nie miały one najtrudniejszych rywali w swoich grupach i przy nieco innym losowaniu, mogło się to potoczyć zupełnie inaczej. Forma Lewandowskiego nieco oddaje całą sytuację Bayernu – wszyscy jesteśmy przecież przyzwyczajeni, że prowadzi on w klasyfikacji strzelców ligi, a obecnie traci on jedną bramkę do Paco Alcacera oraz Luki Jovica. Wszelkie straty zostały powetowane w Champions League, a kolejne rekordy muszą robić wrażenie nawet na największych krytykach polskiego napastnika. Co to oznacza dla jego przyszłości?

Na chwilę obecną Lewandowski ma 30 lat: po transferze starszego o trzy lata Cristiano Ronaldo do Juventusu doskonale wiemy, że w jego przypadku wiek nie będzie stanowić żadnego problemu i jeżeli tylko znajdzie się klub przekonany o jego przydatności, na pewno zdecyduje się włączyć do walki o usługi kapitana naszej reprezentacji. Z tego grona chyba nieco można wykluczyć Real Madryt, gdyż miał on o wiele bardziej korzystne momenty na sprowadzenia naszego rodaka w swoje szeregi, więc trudno wierzyć, aby latem rzucił wszystko i sięgnął właśnie po „Lewego”. Ciekawie może być za to w PSG, skąd odejść ma Edinson Cavani, a także w klubach Premier League, jak Chelsea oraz Manchester United, które chętnie przyjęłyby wzmocnienie na tej pozycji. Zawsze pozostaje ewentualnie śrubowanie kolejnych rekordów w Bundeslidze i wpisywanie się na kolejne karty historii Bayernu, lecz przy takiej powtarzalności dobrej formy oraz udowadnianiu, że z roku na rok można notować świetne rekordy strzelecki bez względu na obecną sytuację, a także formę swojej drużyny, nie należy wykluczać podjęcie kolejnego wyzwania w karierze. Wierzymy głęboko, że Lewandowski nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i jeszcze wielokrotnie nas zaskoczy: miejmy nadzieję, że z czasem zacznie wracać także do najlepszych czasów w reprezentacji Polski!

Karol Czyżewski