Niesprzedawalny?

  • Redakcja

Ponad 3 lata temu Bogusław Leśnodorski skończył parodniową popijawę na Podlasiu, która oficjalnie była nazywana negocjacjami w sprawie pozyskania pewnego środkowego obrońcy Jagiellonii. Ówczesny Prezes Legii, aby dobić targu, zostawił pod zastaw swój drogocenny zegarek. Władze Jagi chciały jakiegoś potwierdzenia zawarcia umowy, a samo słowo im nie wystarczyło. Później po sfinalizowaniu transakcji zegarek oddano, tak samo jak Michała Pazdana.

Kwota za jaką Michał Pazdan przeszedł do Legii opiewała podobno na 700 tys. euro. Jest to ogromna suma jak na polskie warunki. Tym bardziej, że mieliśmy do czynienia z transferem pomiędzy klubami Ekstraklasy. Cezary Kulesza za nic nie chciał oddać swojego łysego pupilka, ale kto by się nie skusił na taką kasę? Pazdan nie miał wtedy takiej marki, jaką miał chwilę później. Przypominam, że transferu dokonano na rok przed Euro 2016, po którym w naszym kraju nastała „Pazdanomania”. Jednak przy transferze nikt się tego nie spodziewał. Obrońca wtedy nie był pewniakiem w składzie kadry Nawałki. Więcej, Pazdan dostał powołanie dopiero na 6. kolejkę eliminacji. I to niespełna na miesiąc przed transferem do Legii. Skorzystał na absencji Kamila Glika i wskoczył na jego miejsce w meczu z Gruzją. Nie dotrwał jednak do końca spotkania i w 90. minucie został zmieniony przez… Marcina Komorowskiego – takie to były czasy. Dlatego nie można się dziwić, że w czerwcu 2015 roku władze klubu z Białegostoku postanowiły oddać popularnego Pazdiego za 700 tys. euro.

Później jego kariera nabrała takiego rozpędu, że nawet sam piłkarz nie mógł się tego spodziewać. Od razu wywalczył miejsce w podstawowej jedenastce Wojskowych, z którymi zdobył 3 mistrzostwa kraju i 2 puchary Polski. W reprezentacji też zaczęło mu się lepiej powodzić, gdyż Adam Nawałka „wymyślił” jego jako partnera Kamila Glika w środku obrony. Od wyjazdowego meczu ze Szkocją Pazdi zagrał niemal w każdym spotkaniu. Eksperci mieli wątpliwości, czy aby nadaje się poziom reprezentacji, ale Pazdan w swoim stylu nic nie robił sobie z tych komentarzy i harował w pocie czoła, aby selekcjoner czy trener klubowy nie stracili go z radaru. Przed Euro te wysiłki nagrodził m.in. Stanisław Czerczesow mianując go kapitanem zespołu po tym jak stracił zaufanie do Jakuba Rzeźniczaka. Nowa funkcja bardzo go zaskoczyła, gdyż jest chłopakiem z krakowskiej Nowej Huty, a w klubie z Łazienkowskiej 3 przebywał niespełna pół roku. Jednak dzisiejszy selekcjoner Sbornej nie miał wątpliwości co do swojego wyboru. Chciał w ten sposób postawić Pazdana na piedestale jako wzór dla innych zawodników. Reprezentant Polski rozegrał z kapitańską opaską na ramieniu 18 spotkań w Legii i to pomimo tego, że do teraz kibice mu zarzucają zbyt małe przywiązanie do klubu. Jak na te zarzuty reaguje zainteresowany?

„Nigdy nie całowałem herbu, nie mówiłem o tym, że kocham Warszawę. Choć naprawdę jest mi w stolicy bardzo dobrze. Po prostu staram się profesjonalnie podchodzić do tego, co robię. Sumiennie pracować i w ten sposób okazywać wdzięczność za to, w jakim miejscu jestem. Nie będę robił niczego na pokaz. Być może to się wielu osobom nie podoba, może jest źle odbierane, że nie okazuję emocji, ale taki jestem i chcę pozostać sobą.” (źródło: „Michał Pazdan: Nie robię niczego na pokaz” autor: Marcin Szymczyk / Legia.net).

Jak widzicie, Pazdanowi daleko do PRowych wzorców. Chce po prostu ciężką pracą udowodnić swoją wdzięczność. I ta właśnie ciężka praca doprowadziła go w pierwszym sezonie w Legii do dubletu. Dobry sezon zwieńczył najlepiej jak mógł, czyli mega udanym Euro 2016. Po nim nastała „Pazdomania”. Obrońca przyznawał, że nie mógł się nigdzie ruszyć, bo od razu był rozpoznawany i „zadręczany” przez fanów. Chciał się od tego wszystkiego odciąć, ale się nie dało. Koledzy w szatni na pewno mu puszczali pewien przebój.

Z miejsca został okrzyknięty Ministrem Obrony Narodowej, a wielu młodych Polaków zaczęło strzyc się „na Pazdana”. „Pazdomania” doszła nawet do Prezydenta Polski.

Zresztą do dziś – kiedy Pazdan nie dostaje powołań – większość z mniej zorientowanych kibiców podchodzi do Rafała Kurzawy z pytaniem: „Panie Michale, czy jest szansa na zdjęcie?”

Nie dziwne więc, że Bogusław Leśnodorski wraz ze swoimi wspólnikami zaczął zacierać ręce, myśląc o kwocie jaką może dostać za tego zawodnika. Okazało się, że faktycznie są chętni na zakup stopera Wojskowych, ale nie koniecznie chcą oni wykładać kwotę, która satysfakcjonowała stołeczny klub. Legia miała w perspektywie grę w Lidze Mistrzów, więc nie dziwne, że nie puścili Pazdana, przyjmując pierwszą, lepszą ofertę. Jak teraz, z perspektywy czasu 31-latek wspomina tamten okres, tuż po Euro?

„(…) wysoko zawiesiłem poprzeczkę, ale nie ma co się ze sobą pieścić. Lepiej tak, niż w drugą stronę. Po to gra się w piłkę, by mierzyć wysoko, by utrzymywać wysoką dyspozycję i osiągać sukcesy” (źródło: „Michał Pazdan: Nie robię niczego na pokaz” autor: Marcin Szymczyk / Legia.net).

Następnie nastała rewelacyjna końcówka roku, w której Mistrz Polski zajął trzecie miejsce w grupie Ligi Mistrzów z Realem, Borussią i Sportingiem. Zainteresowanie Pazdanem nie malało. Nikt jednak nie rzucił na stół kwoty, którą przyjąłby warszawski klub. Dlaczego? Pazdan jest niskim obrońcą, który bazuje głównie na destrukcji, a to nie są parametry wprawiające w zachwyt zachodnie kluby. Podobno miał przez te wszystkie lata atrakcyjną ofertę z Turcji, ale w tym przypadku veto postawiła Pani Pazdanowa.

Czas nie działał na korzyść reprezentanta Polski. Zawodnik nie młodniał, przez co jego cena coraz bardziej malała, a klub – mimo kłopotów finansowych – nie mógł znaleźć nowego miejsca dla swojego zawodnika. Pensja Pazdana tak bardzo przeszkadzała Dariuszowi Mioduskiemu, że postanowiono wysyłać oferty do zagranicznych klubów z krótkim opisem obrońcy i ceną za jego wykupienie. Nikt jednak nie był chętny. O 31-latku zaczęto mówić, jako o zawodniku „niesprzedawalnym”, czyli takim, którego chciałaby spora rzesza zespołów, ale nie za taką cenę.

Pazdan w tym sezonie stracił miejsce w składzie na rzecz Jędrzejczyka i Wieteski, pomimo tego, że jako jeden z nielicznych reprezentantów nie dał plamy na tegorocznych mistrzostwach Świata. Następstwem tego jest brak powołań do kadry nowego selekcjonera. Jak czuje się obrońca w obecnej sytuacji?

„Dla mnie to nowa sytuacja. Przez jedenaście lat, odkąd zacząłem grać w Górniku Zabrze, nie siedziałem na ławce rezerwowych, zawsze grałem. Były takie trzy mecze za Staszka, że po zimie usiadłem, ale to był jedyny taki moment i nie trwał długo (…) Najważniejsze to nie płakać nad rozlanym mlekiem, nie wywyższać się, tylko skupić na teraźniejszości. Nie obrażać się na rzeczywistość, tylko ją zaakceptować.” (źródło: „Michał Pazdan: Nie robię niczego na pokaz” autor: Marcin Szymczyk / Legia.net)

Wczoraj Tomasz Włodarczyk na łamach „Przeglądu Sportowego” pisał o możliwym transferze obrońcy do Lechii Gdańsk. Kierownictwo Legii chce się koniecznie pozbyć zawodnika, którego pensja jest obciążaniem dla budżetu klubu. Dziś, żeby tego dokonać ponoć wystarczy wyłożyć 200 tys. euro. Kto by pomyślał o tym jeszcze rok temu?

Obecnie Pazdan nie ma ciśnienia do grania na Zachodzie. Takie zakusy miał w udanym dla niego 2016 roku. Teraz chce się skupić na wywalczeniu pierwszego składu w swoim obecnym zespole. Może dziś wieczorem uda mu się przekonać do siebie trenera, podczas pucharowego meczu z Chrobrym Głogów? O ile Sa Pinto postanowi postawić na 31-latka… (kursy w forBET: CHR – 6.75, x – 4.15, LEG – 1.45)

 

Dominik Bożek
Twitter: @DominikBozek