Dramatyczne obrazki podczas ważenia przed galą UFC. Ktoś musi w końcu powiedzieć „stop”

  • Redakcja

Temat wraca bardzo często i dziwnym trafem nikt nie powiedział jeszcze temu „pas”. Mowa o zbijaniu wagi przez pięściarzy i zawodników MMA, którzy oszukują swój organizm, doprowadzają go do granic możliwości, by tylko zmieścić się w wyznaczonym limicie. Wszystko kosztem zdrowia, które często w takich sytuacjach odmawia posłuszeństwa.

forBET przygotował pełną ofertę kursową na galę UFC w Buenos Aires. Na karcie walk znajduje się niepokonany pod szyldem amerykańskiej federacji Polak, Bartosz Fabiński. Kurs na jego zwycięstwo wynosi 2,42.

Wczoraj dramatyczne obrazki dotarły do nas z Argentyny, gdy podczas porannego ważenia problem z utrzymaniem równowagi na wadze miała Cynthia Calvillo. Amerykanka przekroczyła limit kategorii słomkowej, przez co 20% jej wynagrodzenia trafi do Poliany Botelho.

Tym razem jednak nie chodziło o część gaży, która wpłynie na konto Botelho, a o stan zdrowia Calvillo, która była na tyle osłabiona, że nie była w stanie utrzymać równowagi na podeście. Panie około 3o godzin później wyjdą do klatki i stoczą oficjalny pojedynek. Amerykanka będzie miała właśnie około 30 godzin na to, by nabrać sił i wigoru.

Takie zagrywki w UFC to nie pierwszyzna i – co ciekawe – coraz częściej słyszy się o nich w MMA, a nie w boksie. Powód? Mniejsza liczba kategorii wagowych. U mężczyzn pomiędzy limitem 61 a 84 w MMA mamy pięć dywizji (kogucia – 61, piórkowa – 66, lekka – 70, półśrednia – 77 i średnia – 84). W boksie kategorii jest ich 7 (lekka – 61, junior półśrednia – 63, półśrednia – 66, junior średnia – 69, średnia – 72, super średnia – 76, półciężka – 79) – wszystkie wartości poddane w przybliżeniu, bez miejsc po przecinku.

Stąd zawodnicy MMA bardzo często do walk zbijają nie o jedną, a nawet o dwie kategorie.

Ostatnim głośnym przykładem morderczego, aczkolwiek szczęśliwego zbijania wagi był Darren Till. Brytyjczyk tym razem limit wypełnił, choć w przeszłości zdarzało mu się część wynagrodzenia oddawać rywalowi.

Joanna Jędrzejczyk przegrała pierwszą walkę z Rose Namajunas, a bardzo dużo po pojedynku mówiło się o zbijaniu wagi przez Polkę. Według tego, co mówiła JJ, w ciągu ostatniej doby jej masa ciała spadła o…. 7 kilogramów. Przypomnimy tylko, że limit kategorii słomkowej, to 52 kilogramy.

Całkiem niedawno problem ze zrobieniem wagi miał Artur Sowiński. Kornik nie katował dalej swojego organizmu, limitu nie wypełnił i zdecydował, że w przyszłości karierę kontynuował będzie, ale już w kategorii lekkiej. 1 grudnia w Gliwicach będzie musiał zmieścić się w progu 70 kilogramów.

– […]Nie udało mi się spełnić limitu wagowego… Mój organizm odmówił współpracy i wspólnie ze sztabem szkoleniowym zdecydowaliśmy, że dla mojego zdrowia zrezygnujemy z dalszego zbijania… Szczerze przepraszam właścicieli KSW, mojego przeciwnika, mój sztab i Was… Teraz chcę skupić się na walce i po niej będziemy analizować i myśleć o przyszłości. Dziękuję jednocześnie za wsparcie jakiego od Was doświadczam – napisał „Kornik” na Instagramie.

Podczas ostatniej gali Fight Exclusive Night problem ze zrobieniem wagi miał Edilson Teixeira. Brazylijczyk poddał się, mimo że do limitu brakowało mu tylko 300 gramów. Teixeira nie musiał jednak zrzekać się części wypłaty, bo tej nie chciał jego rywal, Krzysztof Klaczek. Koninianin za swoją postawę zebrał oklaski od kibiców.

Michał Materla również jest zawodnikiem, który bardzo dużo kilogramów zbija przed swoimi walkami. W wywiadzie dla Polsatu Sport „Cipek” przyznał, że pomiędzy pojedynkami waga wskazuje dużo więcej, niż wymagane 84 kilogramy.

– Teraz ważę ponad „paczkę”. Gdybym stanął na wagę to chyba nie zdecydowałbym się na walkę na gali KSW 44, ale na szczęście pożyczyłem ją koledze. Od dzisiaj muszę mocno się pilnować, ale w czerwcu będę prezentował sylwetkę Adonisa – powiedział Materla.

Problemu ze zbijaniem wagi nie ma natomiast mistrz FEN w kategorii średniej, Andrzej Grzebyk. Rzeszowianin na co dzień waży około 85 kilogramów, przez co w momencie pojedynku ma kłopoty z większymi i silniejszymi od siebie rywalami. Grzebyk zapowiedział już, że jego celem jest zejście do kategorii półśredniej i zdobycie drugiego pasa mistrzowskiego. Wtedy warunki fizyczne będą niewątpliwie jego atutem.

Wczoraj po raz kolejny zobaczyliśmy MMA z tej gorszej strony – współcześni gladiatorzy i osoby, na których się wzorujemy i które podziwiamy, muszą przejść nierzadko przez mękę, zanim wyjdą do klatki. Pytanie, kto powie w końcu „stop” i zrobi coś z morderczym zbijaniem wagi. Prędzej czy później któryś z zawodników w końcu na tym poważnie ucierpi.