Pamiętacie Jasona Crumpa? Szkoda, że daleko mu do Polski

  • Redakcja

Crump to jeden z największych żużlowców w historii, więc pytanie w tytule wydaje się mało poważne. Trzykrotny indywidualny mistrz świata pod koniec 2012 roku ogłosił zakończenie kariery. Oficjalne, bo jak się okazuje, „ciągnie wilka do lasu”.

Australijczyk kilka dni temu znowu pojawił się na torze. Bynajmniej nie w charakterze, dajmy na to, osoby funkcyjnej, a zawodnika. Tak, tak. Crump robi to dość często, jak na kogoś, kto już prawie sześć lat temu powiedział „pas”. Powiedział to, a świat żużlowy nie do końca temu dowierzał. Mistrz miał wówczas 37 lat, a to wiek w tej chwili bardzo dobry dla żużlowca – dojrzałego, doświadczonego i zwłaszcza tak utytułowanego. To jedna strona medalu. Druga jest taka, że gdy nie masz motywacji, nie jesteś skupiony w pełni na żużlu – nic z tego nie wyjdzie. Wypalenie zawodowe akurat w tym sporcie może nieść bardzo niebezpieczne konsekwencje, wszak żużlowcy za każdym wyjazdem na tor ryzykują zdrowiem, a nawet życiem. W środowisku huczało, że Crump wyleczył się z uprawiania speedwaya, po tym jak na torze we Wrocławiu w maju 2012 roku doszło do tragicznego wypadku i śmierci Anglika Lee Richardsona.

Australijczyk najwyraźniej do końca nie chce brać rozbratu z tą piękną, ale i szalenie niebezpieczną dyscypliną sportu. Na antypodach co jakiś czas wbija się w kevlar i wsiada na motocykl, by czarować kibiców. Jego sylwetka była jego znakiem rozpoznawczym, nikt nie wchodził w łuki tak, jak on:

Urzeczonym jego stylem i pamiętającym Crumpa z dawnych lat był Krzysztof Mrozek. Ekscentryczny prezes ROW-u Rybnik rok temu po tym, jak na meldonium przyłapano Grigorija Łagutę, a kilku innych zawodników jego drużyny złapało urazy, wpadł na pomysł ściągnięcia – oczywiście za kosmiczne pieniądz – Australijczyka do Polski. Ten jednak pozostał nieugięty. W jednym z wywiadów stwierdził: „Żużel jest dyscypliną dla młodych ludzi i w końcu przyszedł czas na mnie, żeby odejść. Są różne etapy w życiu nie da się ich porównać. To normalna kolej rzeczy. Kiedy masz 25 lat, bycie profesjonalnym sportowcem jest czymś wspaniałym, ale gdy czułem, że moja kariera dobiegała końca, nie chciałem po prostu dłużej tego robić. Będąc żużlowcem, przeszedłem całą drogę, od etapu stuprocentowego oddania i ekscytacji, do finalnego zniechęcenia” (przegladsportowy.pl). Aktualnie jest głównym przedstawicielem handlowym w firmie Rock Oil. I żużlowcem od wielkiego dzwonu – w niedzielę zajął dobre, szóste miejsce w turnieju o Trofeum Jasona Lyonsa. Wygrał dwa biegi, zdobył łącznie 10 punktów.

Nie ma więc żadnej siły, która skusiłaby Crumpa na kontrakt w Polsce. A w naszym kraju jeszcze się zbroją, choć chyba ciekawiej niż w PGE Ekstralidze jest na jej zapleczu – w Nice 1. Lidze. Tutaj pieniędzmi i nazwiskami szasta beniaminek Ostrovia Ostrów. Wielkopolscy działacze chcą odegrać istotną rolę w walce o żużlową elitę. Świadczą o tym przeprowadzone transfery: Grzegorz Walasek (42 lata), Tomasz Gapiński (36 lat), Aleksandr Łoktajew, rodak Crumpa Sam Masters – to nowi w zespole Mariusza Staszewskiego. Do tego w Ostrowie został Duńczyk Nicolai Klindt i Rosjanin Renat Gafurow. Ciekawa mieszanka narodowości, charakterów i metryk. Może przyniesie sukces i tym samym wypleni z pamięci skandal z 2015 roku, który zapisał się gorszącymi scenami z parkingu po meczu Ostrovii z Lokomotivem Daugavpils: