Tegoroczny czas transferów w PGE Ekstralidze cechuje nuda. Ale nie tylko. Okazuje się, że znacznie ciekawsze od ruchów transferowych są późniejsze tłumaczenia, dlaczego ten, czy ów tam nie podpisał, a podpisał, gdzie indziej. Na naszych łamach ocenialiśmy już sytuację z Rzeszowa, gdzie pretensje do kierownictwa Stali z jej właścicielem Ireneuszem Nawrockim na czele miał Duńczyk Nicklas Porsing:

O Stali Rzeszów i prezesie Nawrockim znowu źle piszą…

Jak pokazują ostatnie doniesienia, gorąco było nie tylko na Podkarpaciu.

Bohaterem najgłośniejszej akcji był były już zawodnik Stali Gorzów, a obecnie człowiek „śmiertelnego”, bo lokalnego rywala z Zielonej Góry, Słowak Martin Vaculik. 28-latek podczas konferencji prasowej miał powiedzieć, że: „Byłem dogadany w Stali Gorzów. a tu na gali PGE Ekstraligi trener Chomski przekazał mi, że mam szukać sobie innego klubu”. Bardzo mocno, także na łamach Sportowychfaktów.wp.pl zareagował prezes Cash Broker Stali Ireneusz Zmora, który bez ogródek stwierdził, że Vaculik kłamie. Rzucił także nowe światło na jego sprawę: „Zawodnik zmieniał poczynione wcześniej ustalenia. Zrobił to kilka razy. Za każdym razem zarząd Stali godził się na jego propozycje. Wszystkie jego oczekiwania zostały spełnione. Trwało to ponad miesiąc. Niestety, Martin znowu wycofał się z ustaleń i unikał kontaktu. Stało się dla mnie jasne, że negocjuje kontrakt w innym klubie. Wtedy nie chcieliśmy brać już udziału w tej dziwnej grze. Wycofaliśmy się z rozmów i wybraliśmy inną koncepcję składu. W całej tej historii jest jeszcze jeden wątek i nie sądzę, by Martin chciał, żeby zobaczył on światło dzienne, jednak nie można przejść obok tego obojętnie. Martin wymarzył sobie rozmontowanie Stali Gorzów i ściągnięcie naszych liderów do innego klubu. Oni jednak okazali się lojalni, za co im dziękuję”. Brzmi poważnie. I już pozostało bez odpowiedzi ze strony zawodnika. Ciekawe, prawda?

W tytule tego felietonu pojawia się pytanie: o co tyle hałasu? No bo właśnie – żużel, jak każdy sport, to biznes. Trudno oczekiwać od zawodnika zagranicznego, by był przywiązany do barw klubu z Polski. To jest jasne, że pójdzie tam, gdzie dostanie więcej pieniędzy. Tych akurat żużel wymaga, jak żaden inny sport. OK, to wiemy. Skandaliczne jest jednak, że te przepychanki wychodzą na jaw, podkopując wizerunek czy to klubu, czy zawodnika. Akurat Vaculik nie ma najlepszej prasy. W fatalnym stylu (do Gorzowa) odszedł z Torunia. Popularne określenie kibiców – „złotówa” – przy jego nazwisku pojawiło się zresztą już dawno temu. Miał wówczas 17 lat, był na progu kariery, a już zdążył zajść za skórę fanom z Tarnowa. Czym? Otóż miał tam już ponoć uzgodnione wszystkie warunki umowy, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie i zasilił (deja vu) lokalnego rywala tarnowian – ekipę Stali Rzeszów… Tak na marginesie: według oczywiście nieoficjalnych informacji Słowak – razem z Nickim Pedersenem – może w Falubazie zarobić nawet 2 mln zł za najbliższy sezon startów.

W Zielonej Górze Vaculik ma zastąpić wychowanka Grzegorza Zengotę, który zasilił beniaminka z Lublina. Ten także wylał swoje żale na forum publicznym: „Klub miał prawo do podjęcia decyzji, ale już jeśli chodzi o sam sposób przedstawienia tego rozstania i jego powodów kibicom, to był to cios nie na miejscu”. O co chodziło? No jak to – o kasę, a konkretniej o te słowa rzecznika Marcina Grygiera: „Grzegorz, do czego zaznaczam ma pełne prawo, znacznie zwiększył swoje oczekiwania finansowe w stosunku do tegorocznego kontraktu. Było to o tyle dziwne, że sam przecież przyznał, iż nie był to w jego wykonaniu jakiś bardzo udany sezon”.

OK, a czy dostaliśmy w ostatnim czasie jakieś inne, nie tak bardzo związane z pieniędzmi, njusy? Stal postanowiła, co zresztą było wiadomo, postawić na duński duet Anders ThomsenPeter Kildemand. Ten drugi zawodzi, o czym już pisaliśmy, więc jego angaż to spore ryzyko. Thomsen zaś na pewno ma papiery na skuteczną jazdę w ekstralidze. Jego problemem jest jednak głowa. 23-latek, podobnie jak np. Adrian Miedziński z forBET Włókniarza, często pakuje się w jakieś sytuacje, po których musi leczyć urazy. Może w Gorzowie go „naprostują” (jak „Miedziaka” w Częstochowie) i Thomsem obierze właściwy kurs. A wówczas jego Stal może być groźna dla każdego.