Zakładamy różowe okulary: Wraca stary, dobry Arsenal

  • Redakcja

Już dziś wieczorem w Londynie odbędzie się spotkanie 4. kolejki piłkarskiej Ligi Europy pomiędzy Arsenalem a Sportingiem Lizbona. Patrząc na całą rozpiskę czwartkowych konfrontacji to właśnie na Emirates Stadium powinno być najciekawiej. Czy podopieczni Unaia Emery’ego powtórzą wynik sprzed dwóch tygodni i ponownie pokonają Portugalczyków? 

Dla forBET (kursy 1 – 1,3, X – 5,00, 2 – 9,5) sprawa wydaje się być raczej prosta: mocnym faworytem w tym starciu jest drużyna gospodarzy, która jest bardzo blisko zapewnienia sobie udziału w fazie pucharowej.

Arsenal jak do tej pory przez fazę grupową przechodzi bez szwanku. Kolejne zwycięstwa – domowe 4:2 oraz dwa wyjazdowe – 3:0 i szczególnie 1:0 w Lizbonie są powodem to uśmiechu, tyle że… kibice Arsenalu sezon w sezon mają momenty, w których gra ich pupili zachwyca. W ciągu ostatnich lat, gdy „Kanonierom” można było zarzucić wiele, chłopcy Wengera mieli dobre momenty, które napawały optymizmem na dalszą część sezonu.

Pobawimy się przez moment w dobre wróżki i poszukamy argumentów, dzięki którym Arsenal w tym sezonie może być kimś więcej niż tylko chłopcem do bicia. Bo gdyby tak wszystko złożyć do kupy…

Imponująca seria bez porażki

Na ten moment seria wynosi 14 kolejnych meczów bez porażki. Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki – to musi imponować, bo lepsze od Arsenalu drużyny schodziły już w tym sezonie z porażką na koncie (Real, Barcelona, Bayern, Manchester City, Juventus). Zgoda – „Kanonierzy” nie zawsze zachwycają, jak na przykład w dwóch ostatnich spotkaniach (remis z Crystal Palace i Liverpoolem), ale ogólnie nie ma tragedii. Ozil i spółka wyższość swoich rywali na angielskich boiskach musieli uznać ostatnim razem 18 sierpnia przegrywając 2:3 z Chelsea.

Zbawieniem… Liga Europy

Czyli – było nie było – rozgrywki drugiej kategorii jeżeli chodzi o europejską piłkę. Arsenal w ostatnich latach zazwyczaj wychodził z grupy w Champions League, ale później trafiał na kogoś mocniejszego od siebie (Bayern lub Barcelona najczęściej) i odbijał się od ściany. Często „Kanonierów” weryfikował zespół, który pewnie wygrywał tytuł mistrzowski w swojej lidze i do ostatniej chwili bił się o puchar w Europie. Tym razem tak nie będzie – Vorskla, Qarabag i Sporting to rywale mniej wymagający, ale z którymi również trzeba wygrać. Zapewniając sobie awans do 1/8 już po czterech spotkaniach będzie można zaszczepić pozytywną energię w drużynie, która skupi się już tylko na Premier League, a to może mieć tylko dobry wpływ na morale zespołu.

Na Arsenal już nikt nie liczy

Używając słów zaczerpniętych ze sportów walki – Arsenal w konfrontacji z każdym liczącym się rywalem jest tylko underdogiem. Jeszcze do niedawna wydawało się, że piłkarze ze stolicy Anglii mają potencjał, by wygrać z każdym mocnym zespołem. Wiadomo – na papierze nie byli faworytem, ale przy odrobinie szczęścia i „dniu konia” mogło dziać się wiele – takie były oczywiście oczekiwania kibiców Arsenalu oraz wszystkich tych fanów, którzy cenią sobie „ładne” kopanie piłki. Europa tyle razy zweryfikowała „Kanonierów”, że obecnie do każdego z takich zestawień wszyscy podchodzą podobnie – Arsenal prawie na pewno przegra. To z kolei jest ściągnięciem presji z piłkarzy, którzy niczego nie muszą, a już tylko mogą. Wielu sportowców lepiej funkcjonuje właśnie bez dodatkowego ciężaru w głowie.

Dwie strzelby

Arsenal w lidze angielskiej traci dużo goli, bo aż 14 w 11 spotkaniach (najgorszy wynik z pierwszej piątki), ale za to strzela dużo – aż 25 trafień, czyli mniej tylko od City i Chelsea. „Kanonierzy” w końcu wydają się mieć w swoich szergach gości, którzy będą regularnie dostarczali im sporo goli, co nie zawsze było regułą w ostatnich latach. Pierre-Emerick Aubameyang w samej Premier League siedmokrotnie zapisał się w protokołach sędziowskich, 5 goli dorzucił Alexandre Lacazette. O zwycięstwie w pierwszym meczu ze Sportingiem przesądził jednak Danny Welbeck, który również gole strzelać potrafi. Arsenal zatem nie powinien mieć w tym sezonie problemów ze zdobywaniem bramek, co może pomóc mu w zrobieniu kroku do przodu i wygrywaniu meczów o największym ciężarze gatunkowym.

Wenger w końcu OUT

Hasło, które jest znane na całym świecie. Każde niepowodzenie w ostatnich latach Arsenalu spoczywało na jego barkach. Mowa oczywiście o charakterystycznym trenerze „Kanonierów”, którego część kibiców kochała, a którego wiele osób nie chciało widzieć dłużej na ławce trenerskiej Arsenalu. Mimo wszystko dosyć niespodziewanie Francuz powiedział w końcu „dość” i rozpoczął się nowy rozdział w historii klubu. Co by nie mówić – odwrócenie całej uwagi od trenera, a skupienie się na meczach i wyznaczonych celach może tylko pomóc.

Łatwiej namieszać w Premier League

Na ten moment wydaje się, że drużyny bijące się sezon w sezon o najwyższe pozycje w Premier League nie są tak mocne, jak przed laty. Rozpatrzmy każdy przypadek indywidualnie:

Manchester United – temat zna każdy. „Czerwone Diabły” zawodzą regularnie, a posada Jose Mourinho od dłuższego czasu wisi na włosku

Liverpool – na pewno „The Reds” są słabsi niż przed rokiem

Tottenham – Harry Kane, czyli motor napędowy „Kogutów”, obniżył loty, a Tottenham nie zachwyca już tak, jak chociażby przed rokiem

Chelsea – póki co „The Blues” idzie dobrze, ale to sezon przejściowy i tak naprawdę nie wiadomo, co będzie w kolejnych tygodniach

Manchester City – główny i murowany faworyt do zdobycia mistrzostwa, ale też mówimy o słabszej dyspozycji niż przed rokiem

 

Trzecie miejsce dla Arsenalu wydaje się być realne. Premier League w sezonie 2018/2019 jest „do ugryzienia”.

Ameryki nie odkryjemy mówiąc, że wszystko zweryfkuje boisko, ale na Arsenal będziemy mieli oko. Nowy trener, sporo roszad w składzie, nowe zwyczaje – to wszystko na ten moment nie rozczarowuje. A ma być już tylko lepiej. Podobno.