Angielskie Wyjście #14 – Derby Manchesteru do jednej bramki?

  • Redakcja

Karol Czyżewski: Podczas pisania tekstów we czwartek istnieje poważne ryzyko, że zamiast na meczach Premier League (efekt pierwszeństwa) będziemy zbytnio skupiać się na Lidze Mistrzów (efekt świeżości). Może pojawić się także obawa, iż na starcie wyczerpiemy temat kolejki i reszta tekstu będzie bardzo nudna. Dlatego, aby odpowiednio to rozplanować, proponuję rozpocząć od meczu West Ham – Burnley, które o dziwo stało się meczem kolejki. Czystego konta ponownie nie udało zachować się Łukaszowi Fabiańskiemu, natomiast trzeba oddać, że to jest właśnie cała esencja angielskiej elity. Spotykają się dwa zespoły środka tabeli i dają spektakl, który pamiętasz jeszcze do dziś, mimo że po drodze było jeszcze parę hitów. Jesteś w stanie wyobrazić sobie coś podobnego w innej lidze? Bo ja niekoniecznie. Doskonale bawiłem się w towarzystwie zespołów, które podobno przeżywają kryzys i wahania formy…

Dominik Bożek: To było dopiero 3 zwycięstwo Młotów w tym sezonie. Przyznam ci rację, że to spotkanie nie zapowiadało się na ultra ciekawe (obie drużyny, które zgromadziły do tego starcia zaledwie 8 punktów), ale to jest właśnie magia Ligi Angielskiej, że nawet takie potyczki mogą wprawiać w zachwyt. Po dwóch porażkach i remisie ekipie Łukasza Fabiańskiego przytrafiło się w końcu zwycięstwo i ciekawi mnie, czy od tego momentu nabiorą rozpędu. Okazja na powiększenie dorobku punktowego przed przerwą na reprezentację jest niebywała – Młoty jadę do Huddersfield, które po 11. kolejkach zgromadziło zaledwie 6 punktów (kursy w forBET: 1 – 3.45, x – 3.25, 2 – 2.30). Chociaż z drugiej strony nie ma co skazywać ekipę gospodarzy na porażkę, bo ich ostatni mecz to poniedziałkowe zwycięstwo z Fulham 1:0. Wiadomo, przeciwnika nie mieli za mocnego, bo beniaminek zawodzi, ale trzeba docenić to zwycięstwo (dodam, że pierwsze w tym sezonie).

K.C.: Kluczowy dla takiego obrotu spraw może być Felipe Anderson, który w meczu przeciwko Burnley pokazał wreszcie, po co trafił do Londynu. Patrząc natomiast na formę wyjazdową Młotów, na spokojnie podchodziłbym do tej konfrontacji. Udało się wygrać tylko raz, lecz przeciwko samemu Evertonowi. Martwi natomiast fakt, że po takim sukcesie przyszła porażka z Brighton (0:1), a także remis z Leicester (słynne 1:1…). Z drugiej strony podobną formę domową ma Huddersfield, które jak wspominałeś dopiero z Fulham zdobyło komplet punktów. Na logikę West Ham musi to wygrać, ale wiadomo jak to się ma do realiów futbolu… Fakty są natomiast takie, że podziało się także w spotkaniu Wolves – Tottenham (2:3). Wilki pokazały swoje pazurki, lecz nie były w stanie drapnąć swojego rywala na tyle mocno, aby ugrać choć jeden punkt. Na domiar złego beniaminek jedzie teraz do północnego Londynu, aby zagrać z Arsenalem, który zapewne zechce przełamać serię dwóch meczów bez wygranej (kursy forBET 1 – 1,60, X – 4,35, 2 – 5,50). Myślisz, że tym razem Wolves mają większe szanse w starciu z północnym Londynem, czy raczej znowu czeka ich pożarcie?

D.B.: Mecz z Wolves z Tottenhamem też był swoistą kwintesencją Premier Leauge. Harry Kane strzela bramkę na 0:3 w 61. minucie meczu i zamyka mecz? Nie w Premier League! Gospodarze odpowiedzieli dwoma trafieniami, zapewniając nam emocje do samego końca. Arsenal ostatnio rozpieścił swoich fanów (właśnie, czujesz się przez nich rozpieszczony?), więc wydaje mi się, że forBET dając kurs 1.60 na Kanonierów stworzył nieprawdopodobną okazję do zarobienia łatwych pieniędzy. Aczkolwiek ekipa Emery’ego musi się kiedyś potknąć… Ale czy akurat w meczu z Wolves? Szczególnie po świetnym meczu z Liverpoolem (1:1), w którym po raz kolejny pokazali moc swojej ławki rezerwowych? Jakoś tego nie widzę. Widzę za to, że przed tym niedzielnym starciem o godz. 17:30 odbędzie się dosyć ciekawe wydarzenie na Stamford Bridge (godz. 15:15), gdzie Chelsea podejmie Everton (kursy w forBET: 1 – 1.45, x – 5.00, 2 – 7.00). Obie ekipy są po pewnych zwycięstwach i – nawet patrząc po kursach – gospodarze powinni to wygrać. Ja jednak nie byłbym tego taki pewien. Z poprzedniej kolejki, mimo wszystko bardziej cenię zwycięstwo Evertonu z Brighton 3:1, niż taki sam rezultat w meczu The Blues z Crystal Palace. O innym niedzielnym spotkaniu pomiędzy Liverpoolem a Fulham (godz. 13) chyba nie ma co wspominać poza tym, że spodziewam się dużej strzelaniny w wykonaniu jednej drużyny (kursy w forBET: 1 – 1.12, x – 11.00, 2 – 25.00).

Zakładamy różowe okulary: Wraca stary, dobry Arsenal

K.C.: Średnio na jeża, ostatnio stałem się strasznie wybredny i zadowoliłoby mnie tylko zwycięstwo z Liverpoolem: aczkolwiek wynik jest ponad stan, więc nawet gdyby Arsenal przegrałby z Wolves, to kredyt zaufania dla Emery’ego nie zostanie specjalnie nadszarpnięty. Jestem zaś ciekaw, jak będzie to w przypadku The Blues, którzy nie zaprezentowali cudownych możliwości w meczu z Crystal Palace, ale na końcu liczą się trzy punkty. Kiedyś nawet najlepsza seria musi się zakończyć i podobnie jak Ty jestem skłonny uwierzyć, że The Toffees trochę namieszają na Stamford Bridge – liczę mocno na ciekawe spotkanie! Z Liverpoolem także się zgodzę, nie doszukiwałbym się tutaj sensacji, tym bardziej, że gracze Kloppa muszą być podrażnieni wynikami z Ligi Mistrzów oraz remisem z Arsenalem, więc biada temu, kto w obronie Fulham będzie musiał radzić sobie z genialnym tercetem The Reds. To teraz przechodzimy do głównego dania, które jak dla mnie jest absolutnym hitem tego weekendu. Derby Manchesteru chyba dawno nie zapowiadały się tak emocjonująco: szczególnie w obliczu wczorajszych wydarzeń z udziałem Czerwonych Diabłów. Pewna część mnie mówi, że The Citizens są w stanie urządzić rywalom powtórkę z 6:1, zaś druga, że dla takich meczów został stworzony Jose Mourinho i kto jak nie on ma zadać cios Pepowi Guardioli. Choć w podniesieniu specjalnej zawziętości meczu na Etihad Stadium nie pomagają kursy forBET…(1 – 1,40, X – 5,25, 2 – 7,50)

D.B.: Czy Mou znów będzie nasłuchiwać głosu trybun?

Wczorajsze zwycięstwo ze Starą Damą było takie, jakie tylko on mógł zrobić. Czy wyobrażasz sobie te derby, jako ostrzał bramki De Geii zakończonym zwycięstwem Czerwonych Diabłów 0:1 po samobóju? Ja jestem w stanie sobie takie coś wyobrazić, bo Mourinho nieraz odnosił tryumfy w takim stylu. W ogóle rywalizacja pomiędzy tymi dwoma menedżerami od dawna jest fascynująca. Finezja i tzw. „futbol na tak” kontra brudny pragmatyzm i minimalizm. A wszystko to połączone z wielką stawką i chęcią zwycięstwa za wszelką cenę. Wiadomo, że ostatnio rywalizacja pomiędzy tymi dwoma gentlemanami nieco przygasła, ale patrząc na to w jakiej formie obecnie są obie ekipy, liczę na to, że w niedzielę do księgi pt. „Guardiola vs. Mourinho” zostanie dopisana kolejna niebanalna historia, która będzie wspominana na lata.