Oj Titi…

  • Redakcja

Miał przynieść nową formę, odbudowę jakości i zwiastować nowe otwarcie dla AS Monaco. Wszyscy spodziewali się, że jego przeszłość w klubie z Ligue 1 niczym jak dotknięcie magicznej różdżki podziała na sytuację drużyny i rozpocznie się piękna seria kolejnych zwycięstw. Thierry Henry typowany był do roli zbawiciela Les Rouge et Blanc, lecz po wczorajszej katastrofie przeciwko Club Brugge (porażka 0:4) można poważnie zwątpić, czy tak niedoświadczony trener jest w stanie znaleźć receptę na zażegnanie rozległego kryzysu.

Gdy Monaco zdecydowało się na zatrudnienie Francuza, nie mieliśmy wątpliwości, że jest to niezwykle ekscytujący wybór, ale także bardzo trudne zadanie. Popularny „Titi” wchodził wszak do zespołu nękanego ogromnym kryzysem, którego nie potrafił zażegnać nawet Leonardo Jardim, twórca największych sukcesów klubu Kamila Glika. Wydawało się natomiast, że mimo tak trudnego środowiska pracy, w pierwszej kolejności zadziała tzw. „efekt nowej miotły”, który niejako z automatu pozwoli Monaco odnosić dawno niewidziane triumfy w Ligue 1. Od początku natomiast gołym okiem było widać, że przed nimi ciężka wyprawa: debiut Henry’ego przegrany ze Strasbourgiem 1:2, następnie remis 1:1 z Club Brugge, potem także remis 2:2 z Dijon, a ostatnio 0:1 z Reims, a przede wszystkim dramatyczne 0:4 ponownie z Brugge. Przed Henrym jeszcze mnóstwo pracy i teraz pytanie, czy jest on w ogóle coś tutaj zdziałać?

Zawsze w przypadkach tak wysokich wygranych należy docenić klasę rywala i wskazać, że bez jego zaangażowania nie udałoby się osiągnąć znakomitego wyniku, lecz tutaj nie można nie powiedzieć nic na temat Monaco. Bezradność, brak płynności w rozegraniu, dramatyczne ustawienie obrony: zespół, który jeszcze nie tak dawno świętował tytuł mistrza Francji wyglądał minionego wieczoru jak grupa piłkarzy, która dostała się do turnieju tylko i wyłącznie dzięki dzikiej karcie. Można ten stan rzeczy tłumaczyć ogromnymi problemami kadrowymi, lecz nawet w obecnej rzeczywistości trudno jakkolwiek pojąć, że przyjeżdżając do Francji Brugge wygrywa aż 4:0. To jest prawdziwy nokaut i teraz pytanie, czy podopieczni Thierry’ego Henry’ego są w stanie podnieść po takim ciosie. Tutaj wszak nie chodzi przecież już o jakąś Ligę Mistrzów, z której francuska drużyna samoistnie się wczoraj wykluczyła, lecz ratowanie bytu we francuskiej elicie. A ten jest bardzo poważnie zagrożony.

Całej sytuacji pozytywnych wydźwięków nie dodaje, na pewno, fakt zatrzymania właściciela Monaco. Dmitrij Rybołowlew oskarżany jest o szereg niejasnych kontaktów, które pozwalały mu na utrzymanie strefy wpływów, w niezbyt zgodnych z prawem sytuacjach. Co więcej, jak informuje Football Leaks, dzięki protekcji szefa holenderskiej kompanii AIM – Bernarda de Roosa, Rosjanin mógł swobodnie pompować masę środków w swój klub, nie przejmując się przy tym zasadami Finansowego Fair Play. Do zakończenia sprawy jeszcze bardzo daleko, lecz przy potwierdzeniu tak rozległego zakresu zarzutów może się okazać, że drużyna z Księstwa nie będzie miała specjalnie powodu, aby pozostać w Ligue 1, gdyż zostanie pozbawiona głównego źródła finansowania. A to oznaczałoby powrót do skąpych lat sprzed rządów oligarchy, który dla wielu piłkarzy obecnie reprezentujących barwy drużyny nie byłby specjalnie na rękę. Przed Henrym mogą się zatem pojawić problemy nie tylko związane z czystym sportem, ale i właścicielem, co żadnemu trenerowi nie jest na rękę.

Trafiając na ławkę trenerską Monaco były napastnik Arsenalu miał mocno okrzepnąć w roli szkoleniowca, gdyż podjął się ogromnego wyzwania. Sam jednak zapewne nie sądził, że nowa sytuacja wymagać będzie od niego tak wiele – nawet w lidze, która uważana jest za najsłabszą ze wszystkich TOP 5 w Europie, nie udało się odnieść wygranej. Priorytety w futbolu zmieniają się piekielnie szybko i dzisiaj z ratowania sytuacji w Lidze Mistrzów czy próby odbudowy potencjału w Ligue 1, może pozostać tylko i wyłącznie walka o utrzymanie klubu we francuskiej elicie. Pomoc w spadku nie byłaby wszak najlepszą rekomendacją dla Henry’ego na dalsze prowadzenie trenerskiej kariery…

Karol Czyżewski